Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie

Stowarzyszenie „Obfitość” uratowało mi życie. Ja się tam urodziłem na nowo. Jestem jego dzieckiem

Stowarzyszenie Chrześcijańskie „Obfitość” w Tczewie świętuje 15-lecie swojego istnienia. Przez te lata przewinęły się przez nie setki osób potrzebujących pomocy, uzależnionych, bezdomnych i zagrożonych bezdomnością. Wiele z nich zyskało nowe życie. Dzisiaj dzielą się z innymi swoimi historiami.
Stowarzyszenie „Obfitość” uratowało mi życie. Ja się tam urodziłem na nowo. Jestem jego dzieckiem
Święto Niepodległości - wyjazd w ramach projektu „alternatywne spędzanie czasu wolnego”

Autor: Zbiory stowarzyszenia

Początki stowarzyszenia sięgają jesieni 2010 roku. Dorota Mirotta i jej mąż Dariusz w zaprzyjaźnioną rodziną rozmyślali, jak pomóc ludziom, którzy żyli wokół nich i potrzebowali pomocy, najczęściej materialnej.

Komuś trzeba było kupić leki, innemu buty, kurtkę. Byliśmy w stanie pomóc jednej czy trzem osobom, ale z czasem pojawiła się czwarta, piąta i kolejne, a nasze prywatne zasoby się skończyły – wspomina Dorota Mirotta, obecna prezes stowarzyszenia. - Pomyśleliśmy z Darkiem, że dobrze byłoby powołać jakieś stowarzyszenie, abyśmy mogli chociaż żywność przekazywać. I od tego się zaczęło.

Nawiązali współpracę z Bankiem Żywności w Tczewie. To z kolei wiązało się z koniecznością powołania instytucji z osobowością prawną.

- Wspólnie z przyjaciółmi zmotywowaliśmy wiele osób do pracy w takim stowarzyszeniu - wspomina Darek. - 13 grudnia 2010 r. zawiązało się na spotkaniu założycielskim Stowarzyszenie Chrześcijańskie „Obfitość”. Świeckie, ale prowadzone w duchu chrześcijańskim – zaznacza. Rozpoczął się proces jego rejestracji.

Dorota Mirotta, prezes Stowarzyszenia Chrześcijańskiego „Obfitość” w Tczewie (fot. zbiory stowarzyszenia)

Józek - pierwszy pacjent, który pojechał na terapię 

- Już od momentu zawiązania stowarzyszenia, zaczęliśmy wykonywać różne działania – opowiada Dorota. - Pierwszą pracą, jaką wykonaliśmy, było rozdanie paczek żywnościowych dla rodzin ubogich. Następne wyzwanie było związana ze zbliżającą się Wigilią w 2010 r. Postanowiliśmy zaprosić na kolację osoby bezdomne, samotne, uzależnione, wykluczone rodzinnie.

Zapraszali ich z ulicy, okolic dworca PKP, napotkanych przy śmietnikach, śpiących po klatkach schodowych czy żebrzących pod tczewskimi supermarketami.

Byłam tym podekscytowana – przyznaje Dorota. – Na tej Wigilii był mój pierwszy pacjent, Józek, który pojechał na terapię.

Rozmowy z tymi ludźmi okazały się inspiracją do kolejnego kroku, jakim stało się poprowadzenie darmowej Kawiarenki.
Pierwsza odbyła się 14 stycznia 2011 r. w dawnej kaplicy Kościoła Zielonoświątkowego przy ul. Chopina. Tak, jak wspomniana wcześniej Wigilia.

- Nie oczekiwaliśmy natychmiastowych zmian w tych ludziach, ufaliśmy i wierzyliśmy, że mamy robić to, co do nas należy - okazywać im szacunek, uwagę i motywować do leczenia – zaznacza Dorota.

Pierwsza Wigilia w 2011 roku (fot. zbiory stowarzyszenia)

Wielki przełom

Wiosną 2011 r. zbliżali się już do końca rejestracji stowarzyszenia. Uzyskali NIP, rachunek w banku, pieczątkę itd. 30 maja Stowarzyszenie Chrześcijańskie „Obfitość” zostało zarejestrowane w KRS, tym samym rozpoczęło oficjalną działalność.

- Ja już wtedy wiedziałam, że to jest coś, co chciałabym robić, poczułam powołanie. Wcześniej zajmowałam się księgowością – 25 lat. Miałam taki zapał, że razem z mężem skończyliśmy roczną szkołę instruktora terapii uzależnień w Gdańsku. Na początku było to serce, współczucie, ale ja uznałam, że pomagać trzeba profesjonalnie. Ukończyliśmy kurs na prowadzenie punktu konsultacyjnego d/s uzależnień w Teen Challenge pod patronatem Wojewódzkiego Ośrodka Terapii Uzależnień w Gdańsku.

W 2016 r. stowarzyszenie dostało od miasta malutkie pomieszczenie przy ul. Kościuszki, tam wydawali żywność. To był także punkt konsultacyjny, ale z jednym mankamentem – nie miał toalety, więc trudno było tam posiedzieć dłużej.

- Pomogła nam nieżyjąca już radna Gertruda Pierzynowska, ogromna społecznica. Kiedy zobaczyła, jak działamy, co robimy, zyskaliśmy jej przychylność i miasta – wspomina prezes stowarzyszenia. – Dostaliśmy od miasta większe pomieszczenie przy ul. Chopina 13 A.

Obecnie „Obfitość” utrzymuje się z grantów od miasta. Wolontariusze docierają do ludzi, którzy mieszkają po melinach, są skrajnie zaniedbani i uzależnieni od alkoholu lub narkotyków. Na ulicach pracują streetworkerzy, rozmawiają motywują do zmiany życia, zachęcają do odwiedzenia punktu konsultacyjnego, który działa w każdy piątek w godz. 14-18. Poza tym jest telefon, strona w internecie i na FB.

Dorota Mirotta współpracuje także z kuratorami, pracownikami MOPS, którzy docierają do rodzin, w których jest uzależnienie. 

- Czasami, ci którzy tu przychodzą, przyprowadzają kogoś. Naprawdę jest co robić – zapewnia. – Inni po prostu zachodzą tutaj, by się najeść. Obserwuję, że ludzi potrzebujących takiego wsparcia jest coraz więcej. Do punktu przychodzą też rodzice, którzy mają problemy z dziećmi uzależnionymi od narkotyków, nie wiedzą, co robić. Ja patrzę na to jak na chorobę, bo to jest choroba, a każdą inaczej się leczy. Ten człowiek nie idzie się napić, naćpać, bo chce zrobić na złość żonie czy mamie, ale nosi w sobie jakiś ból, cierpienie. Nikt nie chce celowo się uzależnić, ale głowa pamięta, że jak coś wezmę lub wypiję, to się rozluźnię. I w tym tkwi pułapka.

Jedno z wtorkowych spotkań (fot. zbiory stowarzyszenia)

Niezawodne wtorki

W każdy wtorek w stowarzyszeniu o godz. 17 odbywa się grupa otwarta dla osób uzależnionych, bezdomnych, zagrożonych bezdomnością. 

- My ich tam motywujemy. Zachęcamy wykładem o uzależnieniach. Siadamy do stolików i rozmawiamy. To jest niezmienne. Ostatnio przyszedł chłopak, którego nie było przez dwa lata. Przyszedł we wtorek, bo pamiętał o tych spotkaniach i powiedział: „Dorota potrzebuję pomocy!”. Jeśli wtorek przypada w jakieś święta, my jesteśmy tutaj zawsze. Nie możemy zawieźć tych ludzi. To grupa dla nich, szansa, żeby podjęli leczenie. Niektórzy przychodzą przez kilka lat, zanim zdecydują się na ten ostateczny krok w kierunku życia w trzeźwości – mówi Dorota.

Otwarcie Hostelu "Bez lęku" w 2018 r. (fot. zbiory stowarzyszenia)

Kolejny krok. Hostel „Bez lęku”

Od 2017 r. stowarzyszenie prowadzi hostel przy ul. Lipowej w Tczewie. To mieszkanie przejściowe dla osób, które ukończyły terapię. 

- To pierwsze takie miejsce w Tczewie, gdzie dach nad głową i pomoc znajdują osoby, które ukończyły terapię w ośrodku leczenia uzależnień i nie mają dokąd wrócić – wyjaśnia Dorota Mirotta.

W hostelu prowadzą normalne życie, podejmują pracę, naprawiają błędy, spłacają długi, najczęściej alimentacyjne. W hostelu może mieszkać jednocześnie 6 osób – 4 mężczyzn i 2 kobiety. Trzeźwość to warunek zamieszkania w tym miejscu.

- Pomagam im rozpisywać długi, idę z nimi do komornika, do sądu, bo oni tego nie znają. Wcześniej nałóg ich tak wciągnął, że teraz nie potrafią rozwiązywać życiowych problemów. To trwa jakiś czas, ale z czasem się tego uczą – mówi Dorota. 

Program na hostelu jest postrehabilitacyjny: człowiek wraca do pracy, uczy się ról społecznych – najpierw jako pracownika, a później do ról rodzinnych, próbuje wrócić do rodziny. 

- Często jednak rodziny nie chcą ich z powrotem, dlatego zawsze dla hostelowiczów mamy Wigilię, Wielkanoc, bo oni już wiedzą, co to jest. Potrzebują tej bliskości – zaznacza Dorota.

W poniedziałki i piątki odbywają się grupy hostelowe – wspierające. 

- Oni na tych spotkaniach mówią, czym się denerwują, co dzieje się w pracy. To ważne, bo na terapii w ośrodku byli trzymani jakby pod kloszem, a tu wracają do normalnego życia, idą do pracy, są społeczne interakcje, coś ich wkurzy i wtedy pojawia się stary schemat – trzeba się napić itd. Wtedy mówią o emocjach. To im pomaga.

Hostel to mieszkanie przejściowe dla osób po odwyku. Są tutaj dwa pokoje, kuchnia i łazienka (fot. zbiory stowarzyszenia)

Sławek – pierwszy mieszkaniec hostelu

Pierwszym beneficjentem hostelu był Sławek. Ma 57 lat, z czego 15 – z przerwami – spędził w więzieniach. Wkrótce będzie świętował 10-lecie życia w trzeźwości. Początki jednak nie były łatwe.

- Do stowarzyszenia trafiłem w 2017 r. Wcześniej rozstałem się z jedną partnerką, potem drugą. Piłem ostro, potem doszły narkotyki. Imprezowałem i spałem, gdzie się dało. W końcu dotarło do mnie, że się staczam, nie daję rady. Któregoś dnia spotkałem koleżankę. Namawiała mnie: „Idź do Doroty, ona ci pomoże”. Tutaj wyszło moje ego. Co? Ja mam gdzieś chodzić po po moc? W życiu! - wspomina.

Przez długi czas uciekał przed wszystkimi, rodziną, bratem, który go szukał. Wstydził się.

- Któregoś dnia szliśmy z kumplami do sklepu i spotkałem na przystanku znajomą – Olę, ona kiedyś pomagała w stowarzyszeniu - kontynuuje swoją opowieść. - Namawiała mnie, abym tam poszedł. I nie wiem dlaczego, ale tego dnia nie wróciłem już do kumpli, tylko od razu – mimo że miałem już wciągniętą „krechę”, poszedłem na ulicę Chopina, do Doroty. To był przełom maja i czerwca 2017 r. Tam się tak otworzyłem, rozkleiłem, mówiłem, że mam dosyć tego życia, że nie mogę sobie poradzić. Nie chcę już spać u kogoś na podłodze… A ona mnie pyta: „A na terapię chciałbyś jechać?”. A ja mówię: pewnie. Chciałem wyrwać się z tego bagna. Dorota zaproponowała mi dwumiesięczną terapię, ale wiedziałem, że mi to nie wystarczy. Stanęło więc na rocznej. Ale wtedy – szczerze - kierowałem się tylko tym, że przez rok będę miał gdzie mieszkać, terapia była w dalszym planie. 

Jeden z tradycyjnych pikników nad Wisłą (fot. ze zbiorów stowarzyszenia)

Sławek trafił na dwutygodniowy detoks do Starogardu, a potem od razu do ośrodka w Łękini (powiat człuchowski). Przekroczył jego progi 24 lipca 2017 r.

- Ja byłem naprawdę ciężkim pacjentem, miałem ogromny problem z agresją – przyznaje Sławek. - W pewnym momencie chcieli mnie nawet usunąć z ośrodka. Potem dostałem ultimatum - jak na kogoś nakrzyczę, uderzę, to mnie usuną z ośrodka. Nie szanowałem terapeutów. Non stop dodatkowo  pracowałem, bo ponosiłem konsekwencje swojego zachowania, dostawałem tzw. godzinki do odrobienia. Był tam taki terapeuta, który dawał mi ich najwięcej, Adam. Prowadził wykłady „Punkt zwrotny” na temat Biblii. Zapisałem się na nie ze złości, żeby mu przeszkadzać. Ale po iluś razach to mnie zaciekawiło, zacząłem go słuchać. To był może trzeci miesiąc mojej terapii. Poprosiłem brata o biblię. Zrobił mi niespodziankę, przywiózł ją osobiście Moje zachowanie zaczęło się zmieniać, nawróciłem się. Dopiero wtedy zacząłem normalnie funkcjonować – po pół roku zacząłem na poważnie wchodzić w terapię. 

Po roku Sławek opuścił ośrodek i wrócił do Tczewa. Zamieszkał w hostelu. Pomagał w końcowych pracach remontowych.

Dziś ma mieszkanie z TBS, spłaca zadłużenia, jest czynnym wolontariuszem „Obfitości”, uczęszcza na terapię.

- Stowarzyszenie uratowało mi życie! – mówi otwarcie. - Gdybym nie trafił na Dorotę… - zawiesza się na chwilę ocierając łzę z oka. - Dorota miała ze mną kongo. Często ją denerwowałem. Miałem brzydki charakter. Pokazała mi jak można normalnie żyć, bawić się w sylwestra, pojechać na wycieczkę, spędzić wolny czas na trzeźwo. Teraz jestem zupełnie innym człowiekiem. Ja im zawdzięczam życie. Ja zawsze mówię, że jestem dzieckiem stowarzyszenia, ja się tam odrodziłem, urodziłem i ono mnie wychowało.

Tak powstawał hostel... (fot. ze zbiorów stowarzyszenia)

Justyna: Od 8 miesięcy pracuję, spłacam długi

- Był moment w moim życiu, kiedy straciłam nadzieję i wiarę w to, że jeszcze mogę wrócić do normalnego życia – przyznaje Justyna, obecna mieszkanka hostelu. - Czułam się zagubiona i bezsilna, ale wtedy pojawili się ludzie, którzy nie oceniali, lecz wyciągnęli do mnie pomocną dłoń. Dzięki wsparciu, cierpliwości, zrozumieniu i sercu ludzi z stowarzyszenia, jego wolontariuszy i sympatyków oraz miasta otrzymałam szansę, by zacząć wszystko od nowa. To nie była tylko pomoc materialna - to było przywrócenie mi godności, wiary w siebie i przekonania, że moje życie nadal ma wartość.

Uzależniła się od alkoholu w wieku 30 lat. Na początku było to picie okazjonalne, ale po pewnym czasie zaczęła sięgać po alkohol częściej. Stało się to przeszkodą w utrzymaniu pracy. 

- Z roku na rok uzależnienie od alkoholu pogłębiało się, ale ja tego wówczas nie zauważałam – mówi Justyna. - Bardzo chciałam się usamodzielnić, ale niestety, nałóg na to nie pozwalał. Moja sytuacja pogorszyła się diametralnie, gdy straciłam kontakt z rodziną. Wtedy zostałam osobą bezdomną. 

W 2024 r. spotkała na tczewskim Skwerze Kopernika Dorotę, która namawiała osoby siedzące na ławce, by skorzystały z pomocy, w tym z wyjazdu do ośrodka na terapię. 

- Wtedy pojawiła się we mnie wewnętrzna chęć zerwania z nałogiem, jednak w tym momencie nie byłam do końca przekonana, by się odezwać i poprosić o pomoc – wspomina Justyna.

- Po trzech tygodniach spotkałam kolejny raz Dorotę na Suchostrzygach, koło Biedronki, gdzie najczęściej przebywałam. Wtedy zdobyłam się na rozmowę i zdecydowałam się skorzystać z pomocy, jaką oferowało mi Stowarzyszenie Chrześcijańskie „Obfitość”. W lipcu trafiłam na terapię. Po jej ukończeniu zostałam przyjęta na hostel „Bez lęku”. Obecnie nadal w nim przebywam, a pobyt tutaj pomaga mi rozwiązywać trudne sytuacje, będąc już trzeźwą osobą. Od 8 miesięcy pracuję, spłacam swoje długi oraz inne konsekwencje mojego picia – zapewnia Justyna.

Siedziba stowarzyszenia wymagała kapitalnego remontu. Na zdjęciach to samo pomieszczenie w czasie i po remoncie (fot. ze zbiorów stowarzyszenia)

Pomoc psychologiczna 

Ukończenie ośrodka to nie wszystko. Co środę w stowarzyszeniu – od 2022 roku, bo nie było na to wcześniej pieniędzy, odbywa się terapia ogólna i indywidualna. Prowadzi ją Katarzyna Gostkowska-Kraczkowska z Malborka, specjalista terapii uzależnień, psycholog, terapeuta poznawczy, behawioralny. 

- W tych spotkaniach indywidualnych ja nie uczestniczę, ale w grupowych już tak. Bo to są osoby z hostelu, albo te, które go opuściły, ale nadal potrzebują wsparcia. W ciągu tygodnia narastają emocje, coś nie tak powiedziałem w pracy, mam lęki, napięcie rośnie i trzeba je rozładować, bo inaczej może to być droga do nawrotu. Człowiek się wygada i może znajdzie się inne rozwiązanie – zaznacza Dorota.

Alternatywne spędzanie czasu 

W stowarzyszeniu jest jeszcze inny projekt – „alternatywne spędzanie czasu wolnego” - dla osób uzależnionych i ich rodzin.

- To są osoby już trzeźwe. Zabierają często na nasze wycieczki swoje dzieci, odbudowując z nimi relacje, biorą w nich udział ich krewni. O to w tym chodzi. Jak człowiek wychodzi z uzależnienia, to jest taki program, który mówi, że nie powinieneś być smutny, samotny, głodny, zły – to są podstawy. Bo chłopacy, czy dziewczyny, jak są trzeźwi, to idą przede wszystkim w robotę. Zapracowują się. Trzeźwienie jednak ma być też przyjemne, trzeba umieć bawić się, relaksować, a nie tylko pokutować za błędy. Aby nauczyć się na trzeźwo spędzać czas, trzeba być szczęśliwym. Andrzej, jeden z mieszkańców hostelu, dzięki takiemu wyjazdowi po raz pierwszy zobaczył morze…

Raz w roku – to kolejny grant z miasta – stowarzyszenie organizuje wyjazd na dwa noclegi z terapeutą – warsztaty, rozmowy, ale też wspólne zabawy.

- W tym roku szukamy noclegu na Kaszubach – mówi Dorota.

Może ktoś ich przyjmie?

Wyjazd do Gdyni (fot. ze zbiorów stowarzyszenia)

15 lat minęło. Marzenia i podziękowania. „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”

- Żeby to trwało. By za kilka lat znalazły się osoby z sercem, z taką pasją, z miłością do ludzi, żeby chciały to kontynuować – mówi Dorota, a po policzkach płyną jej łzy. - To jest moje największe marzenie.

I dodaje:

- Chciałabym w imieniu Zarządu Stowarzyszenia Chrześcijańskiego „Obfitość” serdecznie podziękować Prezydentowi Miasta Tczewa, darczyńcom, wolontariuszom, członkom stowarzyszenia oraz sympatykom za dotychczasowe wsparcie, i przychylność dla naszych działań na rzecz osób uzależnionych i bezdomnych w Tczewie. „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”.

Liczby świadczą o skali pomocy

W okresie od października 2018 do maja 2026 z pomocy (pobytu w hostelu i uczestniczyło w programie postrehabitacyjnym 21 osób.

W okresie od 2016 do 2026 roku pomoc uzyskało ok. 90 osób (bezdomnych uzależnionych i uzależnionych zagrożonych bezdomnością).

Pomoc polegała na: 

  • motywowaniu do podjęcia terapii,
  • załatwianiu spraw formalnych,
  • pójściu do lekarza po skierowanie,
  • załatwienia miejsca szpitalu (detox),
  • znalezieniu miejsca w ośrodku odwykowym,
  • zapewnieniu tzw. wyprawki.

Osoby, które skorzystały z pomocy to: 

  • uczestnicy cotygodniowych otwartych spotkań „Dobre spotkanie”,
  • później „Wtorkowe wsparcie”,
  • punktu konsultacyjnyjnego d/s uzależnień,
  • pracy streetworkera.

Wspomnianych spotkań do tej pory było ok. 450. Średnio uczestniczy w nich od 20 do 25 osób. Spotkania są skierowane dla osób uzależnionych bezdomnych lub uzależnionych zagrożonych bezdomnością. Ogólnie uczestniczyło w nich ok. 300 różnych podopiecznych.

Kontakt do Stowarzyszenia chrześcijańskie „Obfitość”

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie
Reklama