Historia, która zelektryzowała polski internet, ma swój początek w gdańskiej pizzerii „Sabroso”. Pod koniec maja właściciele lokalu poinformowali w mediach społecznościowych, że podczas tzw. zakupu kontrolowanego zostali ukarani mandatem w wysokości 2,5 tysiąca złotych. Powód? Urzędniczka skarbowa z Sopotu dopatrzyła się błędu w rozliczeniu podatkowym – pizzę z krewetkami nabito tam na 8-procentową stawkę VAT, zamiast 23-procentowej (zgodnie z przepisami owoce morza są objęte wyższą stawką). Post restauratorów lotem błyskawicy rozszedł się po sieci i wywołał dyskusję o absurdach polskiego systemu podatkowego.
- Z dumą wprowadzamy do menu najdroższą pizzę w historii naszego lokalu. Cena: jedyne 2500 zł za sztukę! Spokojnie, to nie inflacja, to Urząd. Okazuje się, że nabicie pizzy z krewetkami na 8% VAT zamiast na 23% to w Polsce zbrodnia wyceniana przez urzędników na okrągłe dwa i pół tysiąca złotych mandatu. Podobno owoce morza to luksus, ale nie spodziewałem się, że nasza krewetka będzie miała cenę jak z ekskluzywnej restauracji w Monako. Mandat zapłacony, stawka VAT poprawiona. Zapraszamy na pizzę z krewetkami – teraz już w standardowej cenie, ale smakuje jak te za 2,5 koła! - poinformowała pod koniec maja gdańska pizzeria.
Stanowisko Krajowej Administracji Skarbowej w tej sytuacji opiera się na ustawie o VAT. Zgodnie z polskim prawem, usługi gastronomiczne i gotowe posiłki są objęte preferencyjną, 8-procentową stawką VAT. Ustawa przewiduje jednak sztywną listę wyjątków, które z tej preferencji są wyłączone. Znajdują się na niej m.in.:
- homary,
- ośmiornice,
- małże
- oraz właśnie krewetki i inne owoce morza.
Jeśli posiłek zawiera choćby jeden z tych składników, całe danie automatycznie „wskakuje” na podstawową stawkę 23% VAT. Dla KAS sprawa jest więc jasna. Przepisy podatkowe, choć przez wielu przedsiębiorców i doradców uważane za absurdalne i skomplikowane, wyraźnie traktują owoce morza jako towar luksusowy objęty stawką 23%. Urzędniczki wykryły błąd proceduralny, a pizzeria przyjęła mandat, przyznając, że wcześniej po prostu o tym przepisie nie wiedziała.
„Powinni cię trzymać nagą na rynku”. Ostry atak w Kanale Zero
Temat podchwycił dziennikarz Krzysztof Stanowski. W wydaniu programu „Mazurek & Stanowski” na Kanale Zero znany publicysta w bezwzględny sposób zaatakował urzędniczkę, która nałożyła karę na przedsiębiorcę.
– Ty babo głupia, wredna. Babsko obrzydliwe. Przecież ciebie to powinni trzymać na rynku, rozebraną do naga, przypiętą do jakiegoś słupa, żeby wszyscy widzieli, jak głupi potrafi być urzędnik – grzmiał przed kamerami Stanowski.
Gdy w mediach społecznościowych wybuchła fala krytyki i zarzucono dziennikarzowi przekroczenie wszelkich granic debaty publicznej i językową brutalność, ten nie wycofał się ze swoich słów. Na portalu X (dawniej Twitter) podtrzymał swoje stanowisko, pisząc, że kobieta „zasługuje wyłącznie na publiczne upokorzenie i napiętnowanie”.
- Babsko, które wyszukuje takiego rodzaju pizzy, by przedsiębiorca miał problem z właściwą stawką VAT i które po wpałaszowaniu pizzy z krewetkami daje mandat na 2500 złotych, zasługuje wyłącznie na publiczne upokorzenie i napiętnowanie – napisał „na chłodno” Stanowski.
Jest reakcja skarbówki i... ministra finansów
Wypowiedź Stanowskiego wywołała natychmiastową reakcję na najwyższych szczeblach państwowych. Do sprawy odniósł się nawet minister finansów Andrzej Domański. Podczas konferencji prasowej stanowczo zaprzeczył, jakoby kontrolerzy skarbówki mieli odgórny nakaz „wlepiania mandatów na siłę” i ostro potępił zachowanie Stanowskiego.
– W ostatnich dniach obrzydliwy, plugawy wręcz komentarz dotyczący jednej z naszych urzędniczek, która wykonywała swoje czynności, nie pozostanie bez naszej zdecydowanej odpowiedzi – zadeklarował szef resortu finansów, podkreślając, że nie pozwoli na personalne ataki na pracowników Krajowej Administracji Skarbowej.
Słowa te szybko zamieniły się w czyny. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku skierował oficjalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do Prokuratury Regionalnej w Warszawie, wnioskując jednocześnie o objęcie sprawy ściganiem z urzędu. To jednak nie koniec kłopotów założyciela Kanału Zero. Osobne zawiadomienie do prokuratury złożył Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Przedstawiciele organizacji w mocnych słowach ocenili, że „bezkarny celebryta dla kaprysu i popularności medialnej niszczy kobietę”.
- Nie zgadzamy się na to, żeby ten celebryta krzywdził bezbronną osobę i dokonywał na niej linczu medialnego. Stanowskiemu uderzyła woda sodowa do głowy i czuje się całkowicie bezkarny. Najwyraźniej wydaje mu się, że może łamać prawo i nie ponosić z tego tytułu żadnych konsekwencji. Przyzwyczaił się do tego w czasach rządów Ziobry. Tymczasem przepisy, których stosowanie tak ostro krytykuje Stanowski, uchwalili politycy poprzedniej władzy (PiS), z którymi celebryta jest kojarzony. Im jednak Stanowski nie rzucił się do gardła – nie znieważał ich publicznie, ani nie nawoływał do linczu. Wolał zaatakować Bogu ducha winną kobietę, która uczciwie wykonywała swoją pracę – podsumował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.
Publiczne nawoływanie do nienawiści, linczu oraz znieważenia funkcjonariusza publicznego podczas pełnienia obowiązków służbowych, jest zagrożone nawet karą pozbawienia wolności.


Napisz komentarz
Komentarze