(Fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

Maseczkowa wojna. Terror niepokornych, którzy uznali, że w imię wolności mogą na innych pluć wirusem

Niegroźne im kontrole policyjne, niegroźne sprzedawczynie, pracownicy aptek i współpasażerowie w tramwaju. Wręcz przeciwnie, to oni bywają groźni wobec tych, którzy odważą się zwrócić im uwagę na brak maseczki. Czują się jak żołnierze niezłomni, którzy w imię wolności mogą pluć na innych wirusem.
Dorota
Abramowicz
24.01.2022 / 08:00

Nie ma tygodnia, by policja nie informowała o kolejnych odsłonach „maseczkowej wojny”. Przed świętami Bożego Narodzenia w Gdyni zatrzymano 29-latkę, która uderzyła starszą kobietę, proszącą ją o założenie maseczki w trolejbusie. Dzień wcześniej ta sama agresorka zaatakowała inną pasażerkę (niszcząc okulary za 2,5 tys. zł) za zwróconą uwagę o obowiązku zasłaniania ust i nosa. W centrum handlowym w Lęborku 65-latka zelżyła policjantów proszących o nałożenie maseczki. W awanturę z policjantami w Starogardzie Gdańskim wdał się 36-latek, który wszedł do budynku KPP bez maski i domagał się badania stanu trzeźwości.

Zagrożeni czują się farmaceuci. Po trzech incydentach w Warszawie, podczas których zdemolowano wnętrza aptek, wybito szyby i poturbowano farmaceutę za zwrócenie uwagi w sprawie braku maseczki, zaprotestowały Izby Aptekarskie. Wystąpiono o nadanie farmaceutom statusu funkcjonariusza publicznego.

Szans na status funkcjonariuszy publicznych nie mają pracownicy sklepów i poczty. Policja z Zabrza niedawno pokazała nagranie, na którym mężczyzna bije pracowniczkę urzędu pocztowego. Naraziła się, nie obsługując petenta bez maseczki.

Maseczkowa wojna. Zero tolerancji, gdy patrzy policjant

– Pomorscy policjanci, prowadząc działania poświęcone walce z rozprzestrzenianiem się COVID -19, każdego dnia sprawdzają, czy mieszkańcy stosują się do obowiązku zasłaniania ust i nosa w miejscach, gdzie ten nakaz obowiązuje – mówi podkom. Karina Kamińska z zespołu prasowego KWP w Gdańsku. – Do działań włączyli się także Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Gdańsku oraz funkcjonariusze Straży Miejskiej.

Tylko od 1 stycznia na Pomorzu przeprowadzono prawie 10 tys. kontroli sklepów, centrów handlowych oraz środków komunikacji zbiorowej. Policjanci interweniowali wobec ok. 8,5 tysiąca osób niestosujących się do obowiązku zasłaniania ust i nosa. Blisko 1650 ukarano mandatami, wobec 100 skierowano wnioski do sądu.

Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku

Postępujący wzrost zakażeń w regionie nakazuje stosować zasadę zero tolerancji. Osoba nieprzestrzegająca przepisów może zostać ukarana mandatem w wysokości 500 zł.

Problem w tym, że funkcjonariuszy nie można wysłać wszędzie.

– Kiedy patrole odchodzą, część klientów ściąga maseczki – słyszę od pracownicy sklepu w gdyńskiej Rivierze. – Czy zwracamy im uwagę? Nie zawsze.

– Niektórzy wchodzą bez masek  do Biedronki i patrzą wyzywająco na pozostałych klientów – mówi pani Irena, emerytka ze śródmieścia Gdyni. – Bałam się coś powiedzieć takiemu panu, poszłam więc do kasjerki. A ona na to, że też się boi. Nie dziwię się, w końcu sama widziałam w telewizji, jak kopią ludzi.

Za to na internetowych forach, gromadzących przeciwników maseczek i szczepień, szczyty popularności osiągają filmy nakręcone podczas takich awantur. Ich „bohaterowie” chodzą potem w aureoli sławy „niepokornych”.

Maseczkowa wojna. Moda na niepokornych mało kosztuje

– Gdybym chciał być złośliwy, to powiedziałbym, że bycie „niepokornym” albo „wolnym człowiekiem” jest teraz a' la mode,  a do tego niewiele w naszym kraju kosztuje – mówi prof. Marcin Szulc z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego. – Przecież za nieprzestrzeganie zasad sanitarnych w praktyce nic nie grozi. Robienie z siebie bohatera walki o wolność jest po prostu groteskowe i żenujące. Szarpanie się w sklepie z obsługą próbującą pilnować porządku to jednak nie są Termopile, a uderzenie w twarz osoby, tylko dlatego, że poprosiła o założenie maseczki w autobusie, to przestępstwo z art. 217 k.k., czyli naruszenia nietykalności cielesnej.

prof. Marcin Szulc
Instytut Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego

Niektórzy artyści wyznaczają nowe granice śmieszności, komponując rzewne pieśni, jak to zakupy w maseczce odbierają ludziom wolność. Tymczasem prawa do wolności nie można definiować jako możliwości robienia tego, na co ma się ochotę. Nie jesteśmy samotnymi wyspami, żyjemy w społeczeństwie, czerpiemy z takiego życia pewne korzyści, ale mamy także w związku z tym pewne zobowiązania.

Nie jest to problem wyłącznie Polski. Przeciwnicy respektowania zasad sanitarnych i przymusowych szczepień głośno protestowali ostatnio we Francji, Niemczech, Austrii i we Włoszech. Portal Al Jazeera podał, że ponad 100 tys. osób maszerowało przez Francję przeciwko planom rządu dotyczącym wprowadzenia przepustki na szczepionkę przeciw COVID-19. Protestowano akurat wtedy, gdy Francja odnotowała ponad 300 000 zakażeń wirusem dziennie. W Wiedniu na ulicach zgromadziło się 40 tys. osób, a w Hamburgu – 16 tysięcy. Jeden z protestujących nosił Gwiazdę Dawida z napisem „nieszczepiony”. Także w USA niektórzy klienci poproszeni o założenie maski straszą sądem lub oskarżają sprzedawcę o dyskryminację.

Maseczkowa wojna. Biją, bo się boją?

Czym innym są protesty, czym innym jednak uderzenie człowieka, rozbicie okna, czy zdemolowanie apteki. Skąd u niektórych taka furia?

– Odpowiedzią na lęk bywają anarchizacja życia społecznego i wzrost agresji – mówi  Marcin Szulc. – Podczas lockdownu wzrosło spożycie alkoholu. Około 30 proc. Polaków w tym czasie piło alkohol ryzykownie. Wzrosła ilość przyjmowanych antydepresantów (20,7 mln opakowań w 2020 roku, o ponad 1 mln więcej niż w 2019 roku). Wzrosły oglądalność filmów pornograficznych w sieci i domowa przemoc.

Lęk nie jest jedynym powodem. Szerszy obraz zjawiska mogą pokazać unikatowe w skali kraju badania przeprowadzone przez naukowców z  Uniwersytetu Gdańskiego na grupie ponad trzech tysięcy osób. W zespole badawczym, prowadzonym pod kierunkiem profesor Beaty Pastwy-Wojciechowskiej, kierującej Zakładem Psychologii Osobowości i Psychologii Sądowej, próbowano odpowiedzieć na pytanie, jakie motywy kierują ludźmi, którzy nie chcą się szczepić.

Gdańscy naukowcy uzyskali na razie bardzo wstępne wyniki na temat obrazu osobowości osób kontestujących pandemię i odmawiających szczepień. Okazało się, że cechują je niższy poziom otwartości na doświadczenie, niższa ugodowość i bardzo niski lęk przed COVID-19.

Co ważne – nie wszystkie osoby kwestionujące pandemię i mające wątpliwości co do bezpieczeństwa szczepienia siebie lub bliskich, są takie same. Wiele z nich zachowuje się dojrzale i odpowiedzialnie, zakłada w sklepie maseczkę, żeby nie utrudniać sobie i innym życia, zachowuje fizyczny odstęp w kolejce. Nie traktują z pogardą członków rodziny, którzy wyrazili wolę zaszczepienia się, szanują ich wybór, choć sami uważają inaczej. Po prostu, chcą jakoś ułożyć sobie życie z innymi, licząc na to, że pandemia kiedyś się skończy.

Maseczkowa wojna. Kwestia empatii

Kto wobec tego otwiera front „maseczkowej wojny”?

– Do mediów najczęściej trafiają historie awantur wszczynanych przez osoby o skrajnych poglądach – wyjaśnia prof. Szulc. – Jednostki agresywne, radykalnie łamiące zasady sanitarne, prowokujące swoim zachowaniem innych, nastawione konfrontacyjnie, to jednak krzykliwa mniejszość. Pojawiły się już liczne publikacje na temat charakterystyki tej grupy. Pionierem był zespół naukowców z Brazylii, który opisał charakterystykę osób nieprzestrzegających zasad pandemicznych. Cechują się one niższym poziomem empatii, zaś wyższym obojętności na cierpienie innych, większą skłonnością do kłamstwa i podejmowania ryzyka, co tłumaczyłoby łamanie prawa i akceptację dla konsekwencji, jakie mogą w związku z tym ponieść.

prof. Marcin Szulc
Instytut Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego

Te osoby są impulsywne i wrogie, łatwo je sprowokować, nie radzą sobie ze swoim gniewem. Są nieodpowiedzialne i chętnie manipulują innymi, aby uzyskać to, czego chcą albo uniknąć zobowiązań. Kluczową kwestią jest tu niski poziom empatii albo nawet jej brak. Nie są to optymistyczne doniesienia.

Według badań szwajcarskich, osoby nieprzestrzegające przepisów sanitarnych cechują:

  • niska akceptacja zasad moralnych,
  • niskie poczucie wstydu i poczucie winy,
  • słaba samokontrola i cynizm prawny wobec przepisów związanych z pandemią, czyli aroganckie obchodzenie przepisów związanych z bezpieczeństwem sanitarnym.

Gdańscy naukowcy, prowadzący międzynarodowe badania w zespole profesora Tomasza Besty z Instytutu Psychologii UG, wzięli udział w analizie zachowania podobnych grup w Polsce i w USA. Co z niej wynika?

prof. Marcin Szulc
Instytut Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego

Wiele z tych osób zachowujących się skrajnie zmaga się z poważnymi własnymi problemami, potrzebuje uwagi. Cechują je deficyty zachowania, wspomniany już brak empatii i niedostatek kompetencji społecznych, który wiąże się ze wspieraniem hierarchii, czyli orientacją na społeczną dominację (mężczyźni częściej niż kobiety prezentują taką orientację), i przekonaniem, że niektóre grupy są po prostu gorsze od własnej. Takie osoby cechuje często także fundamentalizm religijny.

Naukowiec podkreśla jednak, że czym innym jest deklarowanie poparcia dla określonych grup, a czym innym podejmowanie radykalnych działań społecznych.

Maseczkowa wojna. Nie pluj na mnie, bo się boję

Deficyt deficytem, ale jak zachować się, gdy w tramwaju stanie naprzeciwko nas kaszlący człowiek bez maseczki? Lub gdy ktoś w sklepowej kolejce zieje nam oddechem w szyję? Jak mu wytłumaczyć, że boimy się zakażenia, bo w domu czekają małe dziecko i schorowana babcia?

– Każdy sam musi przemyśleć, czy, gdy znajdzie się w takiej sytuacji, będzie gotowy zareagować i co zrobi, gdy dialog nie pójdzie po jego myśli – radzi psycholog.

Są dwie opcje. Pierwsza to zwrócenie się do obsługi sklepu z prośbą o rekcję.

Druga – możemy skierować bezpośrednią prośbę do osoby bez maseczki. Trzeba przy tym pamiętać, że często gniew uszczupla nasze kompetencje społeczne i prowadzi do eskalacji napięcia, a w ostateczności do wybuchu agresji.

Bardzo ważne jest więc, w jaki sposób mówimy, jak ubieramy nasze myśli w słowa. Zastanówmy się, czy jest różnica w pozornie podobnych komunikatach: „jesteś głupi” a „postąpiłeś głupio”? Pierwszy ocenia osobę, a drugi jej zachowanie. Zachowanie można zmienić, a człowieka już nie tak łatwo. Warto zatem najpierw uprzejmie zapytać, czy są powody, dla których ktoś nie nosi maseczki, a następnie poprosić o jej założenie: „Bbyłabym wdzięczna, gdyby zechciał/-a Pan/Pani ubrać maseczkę, będę spokojniejsza o własne zdrowie”.

– To oczywiście wcale nie musi zadziałać – przyznaje prof. Szulc. – Jednak odniesienie do własnych uczuć i  zdrowia na pewno jest lepsze niż odwoływanie się do przepisów czy straszenie policją. Jeśli, mimo uprzejmej prośby, osoba bez maseczki nas zignoruje albo zachowa się agresywnie, zalecałbym wycofanie, by nie narażać swego zdrowia i bezpieczeństwa.

Pacyfikacja agresora nie wchodzi w rachubę. Niewielu z nas ma umiejętności policyjnego negocjatora. Nie mamy też kompetencji do egzekwowania prawa.

A czy w ogóle można obniżyć u kogoś poziom agresji?

– Nie wiem, czy da się obniżyć poziom agresji, ale wiemy, że osoby o cechach antyspołecznych kierują się przede wszystkim własnym interesem, nie zważając na koszty, jakie w związku z tym poniosą inni – uważa psycholog. – Komunikat kierowany wobec nich powinien odnosić się do tego, jakie konkretne indywidualne korzyści osiągną dzięki zaszczepieniu i respektowaniu zasad sanitarnych, a jakie mogą ponieść straty.

Natomiast, im więcej z nas będzie się stosować do zasad sanitarnych, noszenia maseczek, czy trzymania dystansu, tym bardziej wytworzy się pewien rodzaj presji społecznej. Ważne jest też, aby wszyscy obywatele byli równi wobec prawa. Wobec osób je łamiących należy wyciągać konsekwencje. Aroganckie lekceważenie zasad pandemicznych przez część obywateli przyczynia się w percepcji osób przestrzegających reguł do wzrostu poczucia niesprawiedliwości, bezradności i niemocy państwa w egzekwowaniu prawa.

Zarazem rosnące poczucie bezkarności ośmiela do nieprzestrzegania także innych zasad pandemicznych. Pojawia się pewność, że nic za to nie grozi i można swoją wolę narzucić pozostałym. Pamiętajmy, że bezkarność rodzi bezczelność.

Maseczkowa wojna. Ważne są wiedza i zaufanie

Czy można jeszcze liczyć na zmianę podejścia części społeczeństwa do zaleceń naukowców?

– W tej kwestii jestem pesymistą – twierdzi prof. Marcin Szulc. –  Żeby coś zrobić, potrzebujemy wsparcia systemowego. Żebyśmy zaczęli wychodzić z marazmu, konieczne są jednoznaczne i konsekwentne działania decydentów. Problemem jest brak zaufania obywateli do władzy.

Według  badań prowadzonych w lutym i marcu 2021 roku przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego i Ośrodka Grape, aż 41 proc. Polaków uważa, że podawane przez władze statystyki zakażeń i zgonów z powodu COVID-19 są celowo fałszowane, podobny odsetek jest niechętny szczepieniom.

– I choć niektórzy uważają, że zapowiadany dramatyczny wzrost zakażeń, hospitalizacji i zgonów wywołany przez nadciągający wariant Omikron zmiecie „antymaseczkowców niezłomnych”, to prawdopodobnie nadal zwolennicy pseudonaukowych teorii będą wpływali na poglądy części społeczeństwa. Aby to zmienić, potrzebna jest m.in. dobrze zaprojektowana, mądra edukacja, której celem jest rozbudzenie w ludziach naukowej ciekawości i zaufania do wiedzy – uważa naukowiec z UG.

Na razie, szanse są niewielkie. W końcu nie kto inny, jak małopolska kurator oświaty oznajmiła ostatnio publicznie, że szczepionki przeciw COVID-19 to eksperyment. Nie poniosła konsekwencji – przełożeni dali jej szansę, by dalej mogła nieść kaganek oświaty.

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze