Trener Michał Olik z Magdaleną Kester (po lewej) i Martyną Kandel zdobył w 1996 roku halowe mistrzostwo Polski młodziczek (Fot. Archiwum Michała Olika)

Michał Olik: Tenis nie będzie naszym sportem narodowym. Jest za drogi

Wygrana Igi Świątek na kortach Rolanda Garrosa i jej fantastyczna seria zwycięstw daje do myślenia. Skłania przede wszystkim do refleksji nad szansami wypłynięcia na szersze wody innych polskich młodych tenisistek i tenisistów. Czy to możliwe, czy Wojciech Fibak, Agnieszka Radwańska, Hubert Hurkacz i Iga Świątek to tylko wyjątki na historycznej, ale i współczesnej mapie polskiego tenisa. Zapytałem o to trenera Michała Olika, założyciela pierwszej prywatnej szkółki tenisowej w Trójmieście.
Adam
Mauks
20.06.2022 / 13:55

Czy po wygranej Igi Świątek we French Open obserwuje Pan wzmożony ruch na tenisowych kortach? Rodzice przyprowadzają dzieci na korty? A może młodzież sama przychodzi?

Przyznam, że nie widzę zwiększonego zainteresowania tenisem. Myślę, że go nie ma, bo dzieci są przez rodziców często upychane między lekcjami angielskiego z zajęciami judo. Są na kortach raz, może dwa razy w tygodniu i niezbyt chętnie garną się do tego sportu. On wymaga bardzo ciężkiej i systematycznej pracy, a nie jestem przekonany, czy dzisiejsza młodzież, oczywiście, nie generalizując, jest na to gotowa.

To bardziej „ambicja” rodziców?

Obawiam się, że tak. To często kwestia genów, bo jak rodzice uprawiali sport, to dzieci też „muszą”. To raczej rzadko kiedy przynosi pożądany efekt. Może łatwiej jest do czegoś dojść tym tenisistom, którzy uprawiają go już 10-15 lat, są bardziej wytrwali, ale nigdy nie ma gwarancji, że usatysfakcjonuje się rodziców i siebie. Prawda jest taka, że jeżeli rodzice nie mają dużych pieniędzy, to utalentowana nastolatka, która powinna jeździć po Europie, grać w turniejach i zdobywać punkty w rankingu nie będzie mogła się rozwijać. Dziś potrzeba na to minimum 50 tysięcy złotych miesięcznie. We Francji na przykład dzieci dwa, trzy razy w tygodniu grają w tenisa w szkołach. Tam działa system, a u nas go nie ma. Jeśli dziecko w wieku 12,13 lat dobrze gra to od razu może kształcić się w ośrodku szkoleniowym. Za pobyt, szkołę, wyżywienia i treningi nic nie płaci. Tam są warunki do tenisa. U nas ich nie ma.

To tylko potwierdza tezę, że tenis jest sportem drogim.

W Polsce bardzo drogim. Trzydzieści, czterdzieści lat temu nie było internetu, komórek. Pamiętam, że na kortach miałem zajęcia od godziny 8 rano do 21. Dzieciaki zasuwały, bo nic innego, poza piłką nożną, nie było. Dziś mają 65 możliwości do wyboru, ale do sportu ich nie bardzo ciągnie. Może dlatego, że w szkołach tych zajęć ogólnorozwojowych jest za mało? Dzieci były kiedyś dużo lepiej sportowo rozwinięte, bo miały dużo mniej rozrywek. Dziś na lekcjach wychowania fizycznego uczymy je biegać, skakać przez skakankę. Kiedyś tego nie potrzebowały, bo nauczyły się tego dużo wcześniej na podwórku. Proszę sobie wyobrazić, że teraz na ogólnopolskich turniejach do lat 10 czy 12 nie można zebrać ośmiu zawodników! To jest dramat.

Rozumiem, że tenis nie ma szans na to, by być naszym sportem narodowym?

Gdyby powstał ośrodek szkolenia dla dzieci i młodzieży z prawdziwego zdarzenia, to byłoby to marzenie realne. W obecnej sytuacji to chyba jest niemożliwe. Potrzebne są rozwiązania systemowe, a nie doraźne, krótkoterminowe akcje.

Przez te wszystkie lata pracy trenerskiej pewnie wiele Pan w tenisie widział?

Musze się przyznać, że choć tenis kocham, to nigdy nie byłem zawodowym tenisistą, a po raz pierwszy rakietę tenisową wziąłem do ręki w 1972 roku. Wtedy też kończyłem elektronikę na Politechnice Gdańskiej. Potem pracowałem trochę w szkole, na Uniwersytecie Gdańskim i w międzyczasie skończyłem kurs instruktora tenisa. W latach 80. zrobiłem kurs na trenera, zacząłem pracować z dziećmi. W 1990 roku założyłem prywatną szkołę tenisową, prowadziłem zajęcia w Sopockim Klubie Tenisowym. Po siedmiu latach gry z młodzieżą udało nam się zdobyć zimowe mistrzostwo Polski. Dużo czytałem, sprowadzałem sporo materiałów zza granicy. To w jaki sposób gra dziś Rafael Nadal uczyłem już 30 lat temu. Sporo ludzi z tenisowego światka, mówiło mi że „tak się nie gra”. Kiedy jakaś dziewczyna przyjeżdżała z Warszawy potrenować z moimi zawodniczkami, a potem trenowała w Stanach Zjednoczonych, to po powrocie mówiła, że nic nowego się tam nie nauczyła, bo już wszystko widziała w Sopocie. Do dziś uczę dzieci i młodzież tenisa, chociaż jestem już na emeryturze. Czasami zawodniczki z Polski przyjeżdżają i proszą, by poprawić im serwis. Kiedyś moje zawodniczki w wieku 12 lat umiały trzy rodzaje serwisu, a teraz większość w tym wieku potrafi tylko jeden. To nie rokuje najlepiej, no ale jeśli kocha się ten sport, to trzeba to widzieć, o tym mówić i coś z tym robić.

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze