Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Sytuacja, do której doszło w gdańskiej szkole, pokazuje, że powinniśmy bardzo uważnie obserwować dzieci

Jak wyleczyć społeczeństwo ze ślepoty na krzywdę dziecka? – Mówić o tym i jeszcze raz mówić. Proszę mocno podkreślić, że jeśli osoby, które mają wiedzę o takiej sytuacji, nie zgłoszą tego, ponoszą odpowiedzialność karną – podkreśla Barbara Chrobak, wiceprzewodnicząca Państwowej Komisji ds.Pedofilii. Komisja zamierza monitorować śledztwo gdańskiej prokuratury w sprawie rzekomo niewłaściwego zachowania wobec uczennic nauczyciela WF z gdańskiej szkoły Montessori.
Chrześcijańska Szkoła Montessori w Gdańsku

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

W jaki sposób informacje, takie jak chociażby o wydarzeniach związanych z wycieczką uczniów szkoły Montessori w Gdańsku, mogą dotrzeć do Państwowej Komisji ds. Pedofilii?

Są na to trzy drogi. Informacje tego typu trafiają do Komisji przez zgłoszenie (na naszej stronie podany jest adres mailowy i wzór zgłoszenia). Można umówić się na spotkanie z członkiem Komisji. Trzecią kategorią są sprawy, które przekazywane są za pośrednictwem mediów. Wówczas zwracamy się do prokuratury z pytaniem, czy taka sprawa jest prowadzona, a następnie ją monitorujemy. Jeśli sprawa nie była przedmiotem postępowania przygotowawczego, Komisja zgłasza przestępstwo.

Barbara Chrobak

Jak wygląda monitorowanie sprawy przez Komisję?

Na bieżąco monitorujemy przebieg postępowań przygotowawczych. Zgodnie z Ustawą o pedofilii, każdy członek Komisji jest uprawniony do udziału w rozprawie sądowej na prawach oskarżyciela posiłkowego, na wniosek pokrzywdzonego lub jego opiekunów.

Podczas rozprawy członek Komisji uprawniony jest do składania wniosków, zadawania pytań stronom lub wnosi o apelację wyroku. Bardzo ważnym elementem, z punktu widzenia psychologicznego, jest, że jako członkowie Komisji jesteśmy wsparciem dla poszkodowanych, ich rodzin, bliskich, opiekunów.

Inną istotną kwestią jest, że uczestniczymy w sprawach cywilnych jako osoby zaufania. Poszkodowani występują z roszczeniami cywilno-prawnymi nierzadko po kilkudziesięciu latach od traumatycznych wydarzeń. Szukanie sprawiedliwości po tylu latach najdobitniej świadczy o intensywności negatywnych przeżyć osób wykorzystanych seksualnie w dzieciństwie. Tego typu sprawy są niezwykle trudne, nie tylko dla samych poszkodowanych, ale wszystkich uczestników procesu sądowego.

Kolejnym aspektem jest to, że niejednokrotnie poszkodowanych nie stać na profesjonalistę – adwokata, radcę – i nasze wsparcie czy doradztwo merytoryczne jest tutaj konieczne.

Nie pojawiają się pytania, dlaczego tak długo milczeli?

Za każdym numerem statystycznym, za każdą sygnaturą kryją się czyjś dramat i ból, nierzadko skrywane przez dekady. Znam osoby, które mają około 50 lat, a trauma z dzieciństwa stale im towarzyszy.

Szczególnie trudno jest żyjącym w środowiskach wiejskich. Ludzie milczą latami, obciążając niesłusznie siebie, wreszcie coś w nich pęka. I wtedy słyszą, że zły dotyk przecież nie był aż tak ważny. A to nieprawda! Był ważny dla osoby, która go doświadczyła. Teraz okazuje się, że wśród 850 spraw, które wpłynęły do Komisji, około 300 nie było nigdzie wcześniej zgłaszanych.

Jaka jest skala problemu pedofilii?

Duża. Przez lata temat był swego rodzaju tematem tabu, także i z tego względu, że wielu przestępstw wykorzystania seksualnego dzieci dopuszczali się księża. Myślę, że takim mocnym przełomem w sposobie postrzegania problemu był, m.in., film braci Sekielskich. Coraz więcej osób, także dorosłych, głośno mówi o traumie z dzieciństwa. Tak jak to zrobiła posłanka Lewicy, która jako dziecko była molestowana przez trenera tenisa. Wcześniej poszkodowani wstydzili się, obawiali stygmatyzowania przez środowisko, obwiniali siebie lub starali się wyprzeć te zdarzenia.

Zawiadomienie po kilkudziesięciu latach ma sens?

Od kilku dni, po podpisaniu przez prezydenta nowelizacji ustawy o Państwowej Komisji ds. Pedofilii, jesteśmy jedyną instytucją w kraju, która może prowadzić sprawy przedawnione, w sytuacji gdy zapadło prawomocne postanowienie o umorzeniu lub odmowie wszczęcia postępowania, z uwagi na przedawnienie.

Co to da?

Wysłuchamy w postępowaniu wyjaśniającym obu stron i zbierzemy materiał dowodowy. Jeśli okaże się, że doszło przed laty do wykorzystania seksualnego dziecka, sprawcę możemy wpisać do Ogólnopolskiego Rejestru Pedofilii, dostępnego online dla każdego obywatela. Zatrudniając zatem nauczyciela, pracodawca ma obowiązek sprawdzić, czy taka osoba nie widnieje w rejestrze.

Możecie także występować do instytucji kościelnych o przekazanie dokumentów. Czy pomoże to w sytuacji, gdy z około 850 badanych przez Komisję przypadków aż co trzeci dotyczy duchownych?

Niestety, uzyskanie materiałów tego typu jest bardzo trudne. Odnosząc się do podanych w ostatnim raporcie danych statystycznych, trzeba jednak podkreślić, że nie mówimy o udowodnionych przypadkach, a o odsetku zgłoszonych spraw. Bardzo łatwo kogoś pomówić, trudniej odbudować dobrą opinię. I naprawić krzywdę.

Dość dużo się jednak o kościelnym środowisku ostatnio mówi...

Duchowny, tak jak nauczyciel, to zawód zaufania publicznego. Do tego dochodzą rodzice obdarzani zaufaniem przez dziecko. Któż, jak nie oni wszyscy, powinni otaczać dzieci opieką, a nie krzywdzić? Sprawcą czynów pedofilskich może być każdy – nie tylko duchowny, ale także rodzic, dziadek, wujek, nauczyciel czy trener.

Pojawiają się opinie, także w kontekście naszych tekstów o rzekomym zachowaniu nauczyciela gdańskiej szkoły, że muśnięcie piersi dziewczynki czy klepnięcie w pośladek to przecież nie gwałt. I choć granice tego typu zachowań przesunęły się w ostatnich latach, nadal część osób dziwi się, że nie można poklepać dziecka po pupie.

Jest bardzo cienka linia między zachowaniem niedopuszczalnym a takim, które nie nosi znamion molestowania. Czy umycie dziecka przez ojca lub posadzenie sobie dziecka na kolanach to już zły dotyk? Nie możemy popadać w paranoję. Zdarzają się, to prawda, przypadki wykorzystania dzieci przez rodziców, ale przytulenie dziecka nie jest molestowaniem. Niestety, w sprawach okołorozwodowych pojawiały się próby wykorzystania relacji dziecko-rodzic do niesłusznego oskarżenia tego drugiego.

Z drugiej strony, sytuacja, do której doszło w gdańskiej szkole, pokazuje, że powinniśmy bardzo uważnie obserwować dzieci. Wydawałoby się, że nauczyciel głaszczący, klepiący w pośladek, trzymający za rękę dziewczynkę, to nic takiego. Nie należy jednak lekceważyć podobnych zachowań. To intymna sfera każdego dziecka, a dla dorastającej dziewczynki skutki mogą być poważne.

Od Krzysztofa Sarzały, terapeuty, członka Rady ds. Przeciwdziałania Przemocy usłyszałam, że często dopiero reakcja osoby z zewnątrz pozwala na przerwanie nieodpowiednich zachowań wobec najmłodszych. Jak wyleczyć społeczeństwo ze ślepoty na krzywdę?

Mówić o tym i jeszcze raz mówić. Proszę mocno podkreślić, że jeśli osoby, które mają wiedzę o takiej sytuacji, nie zgłoszą tego, ponoszą odpowiedzialność karną.

Art. 240 k.k. mówi, że jeśli osoba, mająca wiarygodną wiadomość o usiłowaniu lub dokonaniu czynu zabronionego, nie zawiadamia niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Choć prawo takie obowiązuje od 2017 roku, wiele osób jest tego nieświadomych.

Czyli, jeśli się potwierdzi, że nauczyciel przekraczał granice, a takie zgłoszenia od kilku lat były kierowane do dyrekcji gdańskiej szkoły, mogą być wyciągnięte konsekwencje?

Tak. W przypadku potwierdzenia opisanych zachowań, władze szkoły, jeśli nie zgłosiły tego zdarzenia, a miały wiedzę na ten temat, mogą odpowiedzieć karnie. Zwracaliśmy się już do sądu o interpretację tego przepisu. Stoimy przy tym na stanowisku, że osoby, które wiedziały o takich przestępstwach przed wejściem w życie ustawy, powinny je po 2017 roku zgłosić, pod rygorem odpowiedzialności karnej.

Świadomość prawa jest chyba w tym przypadku bardzo mała?

Zgoda. Konieczne jest piętnowanie krzywdzenia dzieci, a nie udawanie, że nic się nie dzieje. Głośna była sprawa rodziny z pięciorgiem dzieci z Łodzi. Szanowanej przez sąsiadów i znajomych, odwołującej się do wartości. Krótko mówiąc – wzór. Okazało się, że działali w międzynarodowej zorganizowanej grupie przestępczej, wykorzystując swoje dzieci i dzieląc się nagraniami.

Dlatego, nawet w rozmowach, także prywatnych z wnuczkami, powtarzam – jeśli cokolwiek wiecie, podzielcie się tym. Dziecko nie raz opowie o problemie nie rodzicom czy nauczycielom, ale koleżance. Najważniejsze jest przerwanie trwającej krzywdy.

A co z działaniem prewencyjnym?

Jako Komisja złożyliśmy wniosek dotyczący braku przedawnienia w stosunku do przestępstw wykorzystania seksualnego. Jednym z bardzo głośnych przypadków było porwanie, gwałt i zabójstwo jedenastolatka przez pedofila z Sosnowca. Mężczyzna już w przeszłości był karany za porwanie dziecka oraz posiadanie i rozpowszechnianie treści pornograficznych z udziałem dzieci. Gdyby nie było instytucji przedawnienia, można by było zapobiec tej straszliwej tragedii.

Bywa, że dzieci bronią swoich „uwodzicieli”?

Dzieci, w zetknięciu z uwodzącym je dorosłym, są bezradne. Dorosły jest bardzo miły, dziecko czuje się wyróżnione. Słyszy: jesteś najlepsza, najlepszy, wybrałem cię z grupy. Dzieci nie zdają sobie sprawy, że oprawca okrąża je coraz bliżej, uzależniając ofiarę od siebie. A potem dziecko dorasta i czuje się odrzucone. Dorośli potrafią manipulować, dzieci – nie. W każdej szkole potrzebny jest psycholog, który powinien obserwować zachowania dzieci i reagować, gdy pojawią się pierwsze sygnały krzywdzenia dziecka. Nie tylko przez dorosłych, ale i innych uczniów, stosujących przemoc rówieśniczą.

Niestety, system wsparcia psychologicznego jest u nas niewystarczający. Ale to temat na odrębną rozmowę.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama