Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Wycinka w obszarze chronionym pod Otominem. „Rabunkowy wywóz drewna z lasu”?

- To jest po prostu rabunkowy wywóz drewna z lasu, który zamiast chronić aglomerację staje się plantacją desek dla przedsiębiorstwa Lasy Państwowe – ocenia sytuację w Otomińskim Obszarze Chronionego Krajobrazu trójmiejski fotograf i fotoreporter Maciej Moskwa. Inżynier Piotr Kamiński z LP przekonuje tymczasem, że lasu w ostatnich 200 latach tam przybyło, a nie ubyło i zaznacza: - W ramach zabiegów pielęgnacyjnych wycięliśmy niewielką część drzew, pozostawiając powyżej 80 procent z nich. Drzewa wycięte ograniczały wzrost i rozwój drzew pielęgnowanych.
Wycinka w obszarze chronionym pod Otominem. „Rabunkowy wywóz drewna z lasu”?

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

- Od jakichś 30 lat, bo jeździłem nad Jezioro Otomińskie już jako 6-7-letni dzieciak, widzę jak zmienia się sytuacja. O ile potrafię jakoś przeboleć wyasfaltowanie drogi do Sulmina i wycinkę starych dębów, które tam rosły i rozumiem, że droga łącząca mieszkańców z Trójmiastem była potrzebna, o tyle nie potrafię zrozumieć rozjeżdżania tak pięknego kompleksu leśnego ciężkim sprzętem i postępującej trzebieży drzew. Jadąc ulicą Otomińską widzę, że buków jest po prostu coraz mniej. Argument leśników: trzeba zrobić miejsce kolejnym pokoleniom drzew, mnie nie przekonuje. Byłem w lasach i puszczach, gdzie leśnicy nie „pomagają” i drzewa radzą tam sobie świetnie. To jest po prostu rabunkowy wywóz drewna z lasu, który zamiast chronić aglomerację staje się plantacją desek dla przedsiębiorstwa Lasy Państwowe – mówi w rozmowie z "Zawsze Pomorze" Maciej Moskwa, gdański fotograf i fotoreporter, laureat Grand Press Photo, który zaznacza, że nie ma w tym temacie eksperckiej wiedzy, a na wycinki reaguje jako zwykły obywatel, dostrzegający ich niespotykaną na przestrzeni dziesięcioleci skalę.

W mediach społecznościowych umieścił w niedzielę 2 kwietnia 2023 r. zdjęcie stosów wyciętych pni, ponad dwukrotnie przewyższających wzrost dorosłego człowieka.

Lasy Państwowe na swojej stronie internetowej informują, że Otomiński Obszar Chronionego Krajobrazu ma powierzchnię przeszło 2 tysięcy hektarów. „Przeważającą część powierzchni zajmują pofalowane tereny, pokryte lasami z dużym udziałem buka, świerka i sosny. Krajobraz urozmaica Jezioro Otomińskie, o bogatej linii brzegowej, obfitującej w liczne zatoczki. Teren ten został wydzielony pod ochronę, ze względu na zwarty kompleks leśny, który wraz z jeziorem jest miejscem intensywnej turystyki i rekreacji” - czytamy.

Byłem w lasach i puszczach, gdzie leśnicy nie „pomagają” i drzewa radzą tam sobie świetnie. To jest po prostu rabunkowy wywóz drewna z lasu, który zamiast chronić aglomerację staje się plantacją desek dla przedsiębiorstwa Lasy Państwowe

Maciej Moskwa / fotoreporter

Nazajutrz po wpisie Macieja Moskwy materiał na temat wycinki pod Otominem publikuje "Gazeta Wyborcza".

- To zdrowe drzewa, głównie buk, jest też trochę sosny, wycinane tylko po to, żeby je wyeksportować. Ja nie mówię, żeby w ogóle nie ciąć, bo to nie jest Puszcza Białowieska czy Karpacka, ale w czasie ochronnym taki zrąb? To wszystko dzieje się w majestacie prawa, a oni potem sobie premie wypłacą - mówi Joannie Wiśniowskiej z "GW" pan Stanisław z Otomina, a Marta Świtała, ornitolożka ze stowarzyszenia Ptaki Polski ocenia: - Idealnym rozwiązaniem byłoby zaniechanie prac związanych z wycinką w tym realnym okresie lęgowym ptaków albo chociaż w najbardziej newralgicznym dla większości leśnych gatunków ptaków - marzec do czerwca.

Zupełnie inaczej wycinkę postrzega inżynier nadzoru w Nadleśnictwie Kolbudy.

- Pracuję jako leśnik od 17 lat i od początku jestem związany z Otominem, bo to właśnie tu zaczynałem wtedy od stażu. Staramy się traktować otomińskie lasy jako miejsce, gdzie gospodarka leśna jest drugoplanową działalnością po funkcjach społecznych i krajobrazowych lasu. Dbamy o to, by chronić las i zarazem wykonywać nasze obowiązki, a więc dokonywać przebudowy drzewostanu. Za wyjątkiem zbliżonych do optymalnego dla siedliska buków rosnących nad samym jeziorem, lasy są tu w 90 procentach zdominowane przez sosny w wieku od 100 - 70 lat, a więc są efektem przedwojennych i powojennego zalesień. Analizując wysokiej jakości pruskie mapy z przełomu XVIII i XIX wieku widzimy, że lasu na tym obszarze jest dziś o około 50 procent więcej niż wówczas i w większości rośnie on na gruntach porolnych: dawnych pastwiskach i polach. Posadzone w ramach zalesień drzewostany sosnowe trzeba częściowo przekształcić w lasy z przewagą gatunków liściastych, które kiedyś liczniej występowały na tych siedliskach – wskazuje inż. Piotr Kamiński.

Zdaję sobie sprawę, że zapach ciętego drewna, błoto jakie maszyny zostawiły na drodze i charakterystyczny dla obecnej pory roku brak liści na drzewach, potęgują nieprzyjemne wrażenie, ale gwarantuję, że już w przyszłym roku zauważalny będzie pozytywny skutek dla tych drzew, które pozostały.

inż. Piotr Kamiński / Nadleśnictwo Kolbudy

ZOBACZ RÓWNIEŻ: 3 drzewa za oknem każdego mieszkania, mapa wycinek i inne postulaty do władz Gdańska

I dodaje: - W ramach zabiegów pielęgnacyjnych wycięliśmy niewielką część drzew, pozostawiając powyżej 80 procent z nich. Drzewa wycięte ograniczały wzrost i rozwój drzew pielęgnowanych. Chcemy by możliwie w pełni wykorzystywały one zasoby słońca i wody. To prawda, że proces zmierzający w tym kierunku jest w stanie postępować sam z siebie, ale po pierwsze mamy obawy, że mogłoby się to odbywać zbyt drastycznie, a po drugie – niejako przy okazji – równocześnie pozyskujemy drewno konieczne byśmy mieli meble czy okna, do których produkcji używamy tego surowca. Musimy wziąć pod uwagę fakt, że pod okapem sosen rośnie tam tak zwane „drugie piętro”, a więc buki, dęby, graby, trochę lipy i jaworu, które potrzebują światła, by stać się w przyszłości głównym składnikiem drzewostanu. Staramy się wykorzystywać do pozyskiwania drewna maszyny wielooperacyjne, a więc tzw. harwestery. Głównym powodem nie tylko są kwestie ekonomiczne, ale również bezpieczeństwo – każdy pilarz, choćby był nie wiadomo jak przygotowany i doświadczony, podobnie jak górnik, zawsze ryzykuje. Tymczasem pracownik siedzący w klimatyzowanej kabinie maszyny, operując głowicą, jest bezpiecznie osłonięty nawet w sytuacji popełnienia jakiegoś błędu. Oczywiście, skutkiem są, dość duże ilość drewno skumulowane w krótkim czasie przy drogach wywozowych, ale alternatywa to niepotrzebne zagrożenie. Poza tym 15 hektarów zabiegu trzebieży można w ten sposób wykonać w tydzień, gdy w innym przypadku okoliczni mieszkańcy byliby narażeni na co najmniej 1,5 miesiąca codziennego hałasu pilarek od godziny 7 rano do 15-16. Zdaję sobie sprawę, że zapach ciętego drewna, błoto jakie maszyny zostawiły na drodze i charakterystyczny dla obecnej pory roku brak liści na drzewach, potęgują nieprzyjemne wrażenie, ale gwarantuję, że już w przyszłym roku zauważalny będzie pozytywny skutek dla tych drzew, które pozostały.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama