Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
ReklamaHossa Wiczlino Gdynia

Dziesiątki tysięcy Kaszubów „wyparowało”? Zaskakujące wyniki spisu powszechnego

Wstępne wyniki Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań 2021, ogłoszone przez Główny Urząd Statystyczny, wywołały olbrzymie wątpliwości, a wręcz oskarżenia o manipulacje. Przykładowo, zamiast 233 tysięcy osób deklarujących kaszubską przynależność narodową lub etniczną, i 108 tys. deklarujących używanie w kontaktach domowych języka kaszubskiego, jak w 2011 roku, dekadę później liczby te spadły odpowiednio do niespełna 177 tys. i 88 tys. – Nie mam żadnych powodów by wysuwać podobne zarzuty złej woli wobec pracowników GUS, ale sam mam dziś więcej pytań niż odpowiedzi – komentuje prof. dr hab. Cezary Obracht-Prondzyński, socjolog, antropolog i historyk specjalizujący się w problematyce Kaszub i Pomorza.
Dziesiątki tysięcy Kaszubów „wyparowało”? Zaskakujące wyniki spisu powszechnego

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Narodowy Spis Powszechnego Ludności i Mieszkań 2011. Ilu Kaszubów mieszka w Polsce?

„Wśród prawie 233 tys. osób deklarujących przynależność kaszubską 216 tys. stanowiły takie, które zadeklarowały przynależność polsko-kaszubską, 16 tys. zaś – wyłącznie przynależność kaszubską” – czytamy w opracowaniu „Struktura narodowo-etniczna, językowa i wyznaniowa ludności Polski” przygotowanym przez Główny Urząd Statystyczny na podstawie Narodowego Spisu Powszechnego przeprowadzonego w 2011 roku.

Z załączonych do tamtego raportu tabel wynikało, że:

  • właśnie kaszubską jako swoją pierwszą identyfikację narodowo-etniczną wskazywało wówczas 17,7 tys. osób, z czego 16,4 tys. jako jedyną,
  • kolejne 214,8 tys. osób miało zaś deklarować taką tożsamość jako drugą.

W raporcie sprzed ponad dekady znalazła się również informacja, że kaszubski jako język używany w kontaktach domowych zadeklarowało 108,1 tys. osób (z czego 3,8 tys. jako jedyny).

Narodowy Spis Powszechnego Ludności i Mieszkań 2021. Zaskakujące wstępne wyniki

Trudno więc dziwić się ożywionej dyskusji, jaką wywołała publikacja GUS z wtorku, 11 kwietnia zatytułowana „Wstępne wyniki Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań 2021 w zakresie struktury narodowo-etnicznej oraz języka kontaktów domowych”.

„Kolejną [po śląskiej – dop. red.] najliczniej reprezentowaną grupą były osoby deklarujące przynależność kaszubską – 176,9 tys. osób (co stanowi 13,2% wśród ogółu osób deklarujących identyfikację inną niż polska). Grupa ta częściej deklarowała identyfikację kaszubską jako drugą (162,2 tys.)” – czytamy w 7-stronicowym dokumencie.

Dowiadujemy się z niego również, że:

  • liczba osób wskazujących kaszubski jako język używany w domach spadła do 87,6 tys. (a tych rozmawiających we własnych czterech ścianach wyłącznie w tym języku – do 1,7 tys.).

Coraz mniej Kaszubów. Wyniki Narodowego Spisu powszechnego zostały zmanipulowane?

– Interpretacja jest szalenie trudna. Choć od spisu upłynęły 2 lata, to otrzymaliśmy tylko dane cząstkowe, które nie pozwalają stwierdzić, czy mamy do czynienia z procesem asymilacyjnym: odchodzeniem czy eskapizmem od deklaracji kaszubskich na wysokim poziomie – zaznacza na wstępie prof. dr hab. Cezary Obracht-Prondzyński, socjolog, antropolog i historyk zajmujący się, m.in., problematyką mniejszości narodowych i etnicznych oraz kulturowymi problemami współczesności, w szczególności badacz kultury Kaszub i Pomorza, określany jako kaszubolog. – Możemy to próbować wyjaśniać stroną techniczną: nowe dane opierają się w olbrzymiej większości na samospisie [wypełnienie formularza w Internecie], a dodatkowa deklaracja językowa czy etniczna wymagała wykonania kolejnego kroku czy wysiłku.

– Pamiętajmy, że nie badamy elit, a prowadzimy badania populacyjne, co mogło oznaczać, że takie działania były dla niektórych osób zbyt skomplikowane, przy czym warto zaznaczyć, że w 2011 roku w tych „najbardziej kaszubskich” gminach przeprowadzono pełen spis, a więc rachmistrz faktycznie rozmawiał z mieszkańcami – tłumaczy.

W moim przekonaniu, niesłychanie ważny jest też kontekst. W 2011 roku mieliśmy do czynienia z zupełnie innym klimatem politycznym i społecznym. Nie byliśmy wówczas w ogólnopolskiej kampanii „anty-innościowej”, podczas gdy teraz od długiego czasu trwa nieustanny trening anty-uchodźczy, anty-niemiecki i wycelowany w kolejne grupy. W takiej atmosferze, gdy na mniejszościach wiesza się psy, przyznać się do swojej inności nie jest łatwo. Klimat zwyczajnie nie sprzyja „wychylaniu się”.

prof. dr hab. Cezary Obracht-Prondzyński / socjolog, Uniwersytet Gdański

– Dodatkowo przy poprzednim spisie możliwość złożenia podwójnej deklaracji była atrakcyjną nowością, wokół której nie brakowało pozytywnego szumu i dyskusji, a GUS wręcz zachęcał nas, by opowiedzieć o sobie – dodaje prof. Cezary Obracht-Prondzyński.

Badacz kierujący Zakładem Antropologii Społecznej na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego zaznacza też, że częściowe wyniki spisu, upublicznione w listopadzie 2022 roku, zdają się rozmijać z kolejnymi wstępnymi danymi, udostępnionymi przez GUS teraz – w kwietniu 2023 roku. Sygnalizuje również, że nowe dane nie pokazują rozkładu poszczególnych odpowiedzi na województwa, nie wspominając już o powiatach czy gminach.

Wszyscy pytają: dlaczego jest mniej? Uczciwie muszę powiedzieć: Nie wiem, dlaczego. Przecież nie mamy żadnego tąpnięcia demograficznego. Z Kaszub nie zniknęło nagle kilkadziesiąt tysięcy osób.

prof. dr hab. Cezary Obracht-Prondzyński / socjolog, Uniwersytet Gdański

– Jest możliwa jeszcze jedna interpretacja: Ludzie nie chcą albo nie uważają za istotne, by deklarować się jako Kaszubi. W 2011 roku oferta takiej deklaracji była świeża i atrakcyjna, więc skorzystało z niej wielu „letnich” Kaszubów – nie mam, oczywiście, na myśli pory roku, a ich zaangażowanie w tę kulturę. Teraz tego nie zrobili. Możemy zadać sobie pytanie, i to ważne pytanie, które stoi przed liderami społeczności kaszubskiej: czy nie mamy w tym przypadku do czynienia z problemem autostereotypu, który nie jest zachęcający? Być może kulturowy wzór Kaszuby przestaje być dla wielu osób atrakcyjny? Tylko, że znów podane obecnie dane GUS nie wskazują na wiek, a więc pokolenie dokonujące danej deklaracji, i nie wiemy nic na temat wykształcenia tych osób. To oznacza, że nie można stawiać tez typu, na przykład: „jesteśmy lepiej wykształceni, a w związku z tym coraz mniej kaszubscy” lub „jesteśmy coraz bardziej metropolitalni, zurbanizowani i miejscy, czyli odcinamy się od kaszubskich korzeni”. To jest po prostu niepoważne. To zbyt istotna sprawa, by traktować nas jako społeczności mniejszościowe w taki sposób. Mówię to z gorzką refleksją.

– Państwo polskie po raz kolejny okazuje się tekturowe – jesteśmy ponad 2 lata po spisie i mamy niespójne, cząstkowe dane, którym towarzyszą zrozumiałe olbrzymie emocje. Ludzie oczekują wyjaśnień, a my nie dysponujemy wystarczającą wiedzą, by dokonać interpretacji. To z kolei oznacza, że ludzie będą podważali te wyniki, i takie rzeczy już się dzieją. Pojawiają się komentarze, że liczby zostały zmanipulowane, są ukrywane i ktoś chce coś pomniejszyć. Nie mam żadnych powodów, by wysuwać podobne zarzuty złej woli wobec pracowników GUS, ale sam mam dziś więcej pytań niż odpowiedzi – konkluduje.


Spadek liczby deklaracji kaszubskości przez błąd w komunikacji? Kaszëbskô Jednota vs. ZKP

– Uważam, że na znaczne spadki, zarówno liczby deklaracji przynależności do wspólnoty etnicznej i narodowej, jak i na podobne spadki w liczbie deklaracji dotyczących używania języka kaszubskiego, wpłynęły równolegle trzy czynniki. Narzędzia spisowe i sama metodologia sprawiły, że wynik bardziej przypomina sondaż niż rzeczywisty spis – mówi dr Artur Jabłoński, działacz społeczny i oświatowy.

– Kolejnej przyczyny upatrywałbym w dwutorowym przekazie na temat spisu, rozpowszechnianym w mediach tradycyjnych i społecznościowych. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie wprost stwierdzało:

„wybierz narodowość polską, możesz ewentualnie jako drugą deklarację wskazać przynależność kaszubską, kociewską czy borowiacką, ale przede wszystkim zaznacz, że w domu rozmawiasz po polsku i po kaszubsku” – zaznacza.

Ten przekaz, moim zdaniem, doprowadził do spadku aż o 56 tysięcy deklaracji tożsamości kaszubskiej w stosunku do liczby z 2011 roku, bo ludzie, ze względu na kwestie techniczne czy zwykłe lenistwo, nie wypełniali już kolejnego pytania dotyczącego drugiej identyfikacji. Był to błąd lub może celowe działanie ZKP, które ma taką bardzo polskocentryczną politykę.

dr Artur Jabłoński / działacz społeczny i oświatowy, członek rady programowej stowarzyszenia Kaszëbskô Jednota

– Przekaz środowisk kaszubocentrycznych był znacznie prostszy: wybierz narodowość kaszubską i język kaszubski – w grupie, która kierowała się tymi wskazaniami, nastąpił spadek zaledwie o tysiąc osób – zwraca uwagę dr Artur Jabłoński.

Dr Artur Jabłonski, w latach 2004-2010 prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, a dziś, m.in., członek rady programowej stowarzyszenia Kaszëbskô Jednota, zastrzega, że choć dane przedstawione przez GUS określone są jako „wstępne”, to nie spodziewa się już poważniejszych modyfikacji w ostatecznych wyliczeniach.

Trzeci i ostatni ze wspomnianych czynników to klimat polityczny panujący obecnie w Polsce, gdzie pewien dostrzegalny nacjonalizm rządzących wpływa na fakt, że nie jest łatwo deklarować przynależność do grupy mniejszościowej.

dr Artur Jabłoński / działacz społeczny i oświatowy, członek rady programowej stowarzyszenia Kaszëbskô Jednota


– Kwestia rzetelności tych wyników i ich natury warsztatowej, wiążącej się choćby z faktem, że prawie 500 tys. osób pozostało niezdeklarowanych w sprawie identyfikacji narodowo-etnicznej [identyfikację 473,3 tys. osób raport GUS określa jako „nieustaloną” – dop. red.], może budzić pewne wątpliwości – twierdzi Jan Wyrowiński, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

Trzeba jednak pochylić czoło nad tymi niepokojącymi wynikami, bo skoro tak się dzieje, przy całym naszym wysiłku wkładanym w naukę języka i podtrzymywanie kultury, bez wątpienia potrzebne są refleksja i zastanowienie. Czekamy na pełne dane GUS i na pewno nie opuszczamy rąk. To tylko skłania do wzmożenia wysiłków.

Jan Wyrowiński / prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego

– Oczywiście, absolutnie nie zgadzam się z obwinianiem ZKP o spadek liczby deklaracji kaszubskości – mówi Jan Wyrowiński.

Wbrew stanowisku takich grup, jak stowarzyszenie Kaszëbskô Jednota, nie uważamy, że Kaszubi są odrębnym narodem. Jednak włożyliśmy bardzo wiele energii w propagowanie udziału w spisie i wskazywanie, że można w sposób bardzo zdecydowany podkreślić swoją kaszubskość, a równocześnie polskość, gdy ktoś tak się identyfikuje. Zresztą, wystarczy spojrzeć na przykład Ślązaków, gdzie spadek liczby deklaracji był jeszcze wyższy, by zauważyć, że przekaz radykalnie akcentujący odrębność nie zadziałał.

Jan Wyrowiński / prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego

– Z wyciąganiem ostatecznych wniosków poczekamy na pełne dane, jednak na pewno było wiele czynników, które wpłynęły na spadek liczby kaszubskich deklaracji: trudny czas pandemii, niestety, również ogólnopolska polityka, bo fakt, że jeden z głównych aktorów sceny politycznej, choć nie demonstracyjnie, identyfikuje się z kaszubszczyzną, także może zniechęcać wiele osób – warto pamiętać, że wśród Kaszubów podziały są w tej kwestii obecne, jak w całym społeczeństwie. Jesteśmy przyzwyczajeni, że różnego rodzaju „prawdziwi” Kaszubi zarzucają nam „odkaszubianie”, i dalej będziemy robić swoje – zapowiada Jan Wyrowiński.

– Jestem przekonany, że za 10 lat, w następnym spisie powszechnym, wyniki będą lepsze, bo weźmie w nim udział pokolenie, które przeszło przez edukację kaszubską, poznało kaszubszczyznę w szkole, i zniwelowana zostanie obecna przerwa pomiędzy młodymi a starymi. Nie jest tajemnicą, że wynikający z wcześniejszej polityki państwa odwrót od kaszubskości jest dziś najsilniejszy w średnim i nieco starszym pokoleniu, podczas gdy to najstarsze powoli wymiera – dodaje.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
ReklamaHossa Wiczlino Gdynia
ReklamaPomorskie dla Ciebie - czytaj pomorskie EU
Reklama Kampania 1,5 % Fundacja Uśmiech dziecka