Covidowa kula śnieżna. Kto nam pomoże, gdy wszyscy będą chorzy lub na kwarantannie?

Liczba codziennych zakażeń w Polsce szybko zbliża się do granicy 100 tysięcy, a na kwarantannach i izolacjach jest już prawie 1,5 mln osób. Czy wirus może sparaliżować państwo?
Dorota
Abramowicz
28.01.2022 / 17:12

Na Pomorzu stwierdza się ponad 5 tys. dziennych zachorowań, oficjalnie około 100 tys. jest zakażonych lub poddanych kwarantannom. Oznacza to, że coraz więcej pracowników, czasem kluczowych dla funkcjonowania państwa nie przychodzi do pracy. Chorują lekarze, pielęgniarki, pracownicy punktów testowania, farmaceuci. Chorują policjanci i kierowcy autobusów, nauczyciele, hydraulicy. Obecnie najtrudniejsza sytuacja jest w Gdańsku, gdzie tylko na kwarantannie przebywa około 20 tys. osób. A to - jak twierdzą eksperci - dopiero początek.

Choroby lekarzy groźne dla pacjentów

W obecnej sytuacji największym dramatem byłby brak personelu medycznego. Lekarzy i pielęgniarek jest już teraz stanowczo za mało, a kolejne zachorowania w tej grupie mogły być groźne dla zdrowia i życia pacjentów.
- Niestety, pracownicy ochrony zdrowia także chorują - przyznaje dr Jerzy Karpiński, pomorski lekarz wojewódzki. - Administracje jednostek przechodzą na pracę hybrydową, by ograniczać kontakty. Chorują też osoby pracujące w punktach testowania.
Na razie nikt nie zajmuje się zbieraniem danych, dotyczących poszczególnych szpitali.
- Nie mamy sygnałów o masowych zachorowaniach personelu medycznego - uspokaja dr Tadeusz Jędrzejczyk, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego. - Wynika to z bardzo dużego, przekraczającego 90 proc. stopnia wyszczepienia pracowników ochrony zdrowia.
Na obecnym etapie epidemii na pierwszej linii frontu są jednak placówki podstawowej opieki zdrowotnej.

- Mogę mówić tylko o mojej przychodni - słyszę od dr. Andrzeja Zapaśnika, prezesa BaltiMed w Gdańsku. - Mam jednego chorego lekarza i jedną infekcyjną pielęgniarkę. Problem się dopiero zaczyna, zwłaszcza, że zachorowań jest dwa razy więcej, niż w ubiegłym tygodniu.

Przeciążeni nie tylko ludzie, ale i system

Lekarze walczą nie tylko ze zwiększoną liczbą chorych, ale także z kolejnymi awariami przeciążonego systemu elektronicznego. Już w poniedziałek wystąpiły problemy w systemie EWP, w którym rejestruje się zlecenia i wyniki testów w kierunku SARS-CoV-2, kwarantanny i izolacje. Pojawiły się także kłopoty z wypisywaniem e-recept i e-skierowań. Usterka została naprawiona, ale w środę w Gdańsku i wielu innych miejscowościach w kraju znów zablokowana została możliwość wystawiania skierowań na testy przez internet. Spowodowało to bałagan w i tak koszmarnie długich kolejkach do punktów wymazowych. W Gdańsku kolejką do punktu przy szpitalu na Zaspie musiała kierować policja.
- Brak możliwości wykonywania testów PCR paraliżuje prace poz. Chcemy w tej sytuacji w przychodni uruchomić wykonywanie testów antygenowych dla pacjentów - mówi dr Zapaśnik. - Zamierzamy testować wszystkich pacjentów przyjmowanych stacjonarnie.

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

W wyjątkowo trudnej sytuacji podstawowej opieki zdrowotnej po cichu wykreślono z ostatniego rozporządzenia obowiązek wykonywania przez lekarzy wizyt domowych u każdego zakażonego pacjenta. Jednak nadal lekarze poz mają jedynie 48 godzin na bezpośrednie zbadanie pacjentów w wieku 60 plus z potwierdzonym zakażeniem koronawirusem. Jak informuje Porozumienie Zielonogórskie, zrzeszające placówki poz, w związku z narastającymi trudnościami w przychodniach zmieniono harmonogramy pracy. Zostaną osobno wprowadzone godziny covidowe, a osobno godziny przyjęć dla osób z innymi chorobami.

Pulskoksymetr zamiast osłuchiwania

- Przede wszystkim uświadamiamy, że wiara pana premiera w osłuchiwanie chorych z covid-19 nie znajduje podstaw w aktualnej wiedzy medycznej, ponieważ decydujące jest monitorowanie innych parametrów, poczynając o saturacji krwi i częstości akcji serca, mierzonych pulsoksymetrem - twierdzi dr Zapaśnik. - Zalecamy również wpisywanie swoich pomiarów do systemu Domowej Opieki Medycznej (DOM), który znakomicie się sprawdza w monitorowaniu stanu zdrowia zakażonych i zapewnia szybką pomoc w stanach pogorszenia. Przychodnia kontaktuje się od razu telefonicznie z takim chorym. Osobom młodszym będą wysyłane esemesy. Przewidujemy, by w razie pogorszenia stanu zdrowia chory z covid-19 mógł kontaktować się z nami przez specjalnie dedykowaną linię telefoniczną. Chciałbym, by wszyscy kontaktujący się z nami zakażeni z covid-19 byli traktowani jako osoby „pilne”.
Nikt nie jest w stanie na razie przewidzieć, na ile Omikron sparaliżuje system ochrony zdrowia w przyszłym tygodniu. Co ważne - przypominają lekarze - pracownicy medyczni mogą korzystać z rozporządzenia obowiązującego od prawie roku. Pozwala ono zwalniać szybciej z izolacji bezobjawowego pracownika ochrony zdrowia pod warunkiem wykonania dwukrotnego testu na covid-19. Wynik testu oczywiście musi być ujemny.

W Ministerstwie Zdrowia zapadła decyzja o skróceniu od 1 lutego kwarantanny izolacji dla pracowników medycznych. Izolacja ma trwać 7 dni, ale jeśli w piątym dniu choroby test będzie ujemny, medyk będzie mógł wrócić do pracy.  Kwarantannę skrócono do pięciu dni.

Nowe zasady obejmą także wojskowych, policjantów i strażaków.

Ktoś uczyć musi, czyli nauczyciel wf zastąpi matematyka

W ostatnim tygodniu liczba uczniów i nauczycieli, wyłączonych z normalnej pracy i nauki z dnia na dzień niemal się podwajała. Prawie 600 nauczycieli jest w izolacji, spowodowanej zakażeniem, chorych jest też łącznie ok. 2,5 tysiąca dzieci - to były dane z Pomorza w poniedziałek. We wtorek - i to tylko w gdańskich szkołach - na kwarantannie było już 15 024 dzieci i 318 nauczycieli. Dzień później w gdańskich placówkach (samorządowych i niepublicznych szkołach i przedszkolach) kwarantanna dotknęła już 572 nauczycieli i 15 147 uczniów.

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

- W tym roku na kwarantannie byłam już dwa razy – mówi matematyczka z gdańskiej podstawówki. - Czasem zastępował mnie nauczyciel wf, raz plastyczka. Ja sama prowadziłam w zastępstwie lekcje z biologii i historii. Jak długo się tak da ciągnąć? Ciągłe okienka, odwoływanie lekcji, bo nie można znaleźć wolnego nauczyciela. A przy tym nieustannie słyszymy, że to nasz, jako szkoły, problem, by lekcje zorganizować. Jak można to zrobić, jeśli jednocześnie nie ma siedmiu nauczycieli? Jaka jest wartość takich zastępczych lekcji?

- Niemal nie ma dnia, żebyśmy nie zaczynali od zmian w grafiku – mówi dyrektorka gdańskiego ogólniaka. - Albo dowiadujemy się, że jakaś klasa idzie na kwarantannę, albo nauczyciel.

W Trójmieście nauczanie hybrydowe – m.in. z powodu nieobecności nauczycieli - w tym tygodniu obowiązywało już w 26 szkołach podstawowych i 19 ponadpodstawowych. Na całym Pomorzu to 95 podstawówek i niemal 50 szkół ponadpodstawowych. Tylko w Sopocie w tylko w jednej szkole – SP nr 9 – na kwarantannie jest 100 uczniów.

- Zaczęło się tuż po nowym roku – mówi nauczycielka. - Najpierw jedna klasa trafiła na zdalne, trzy dni później kolejne dwie klasy, łącznie z nauczycielami. Potem pierwsze wróciły do normalnej nauki, ale zdalna zaczęła się w starszych klasach, bo zakażeni byli nauczyciele. Mamy w szkole nauczycielskie małżeństwo – ona była na kwarantannie, on nie, bo przepisy tego nie wymagają, a ktoś uczyć musi. I w efekcie po tygodniu mieliśmy kolejnych nauczycieli na kwarantannie, po kontakcie w pokoju nauczycielskim.

W związku z rosnącą liczbą zachorowań na Covid-19 dynamicznie zmienia się też sytuacja w kociewskich szkołach.

- W poniedziałek w samorządowych szkołach podstawowych w Tczewie 79 klas było na kwarantannie, a 59 uczniów jest zarażonych Covid-19 – informuje Małgorzata Mykowska, rzeczniczka tczewskiego magistratu. - Covid-19 zarażonych jest 24 nauczycieli i dwóch pracowników obsługi. Najtrudniejsza sytuacja jest w Szkole Podstawowej nr 8 (18 klas na kwarantannie i ośmioro zakażonych nauczycieli.

Trudna sytuacja jest również w szkołach podległych Starostwu Powiatowemu w Starogardzie Gdańskim. Z danych na środę wynika, że liczba oddziałów w kwarantannie wynosiła 67 na 164 klasy w szkołach prowadzonych przez powiat.

Nie zakaź kierowcy swego

Sytuacji pandemicznej z niepokojem przyglądają się przedstawiciele trójmiejskich przewoźników. Ci, z którymi rozmawialiśmy zgodnie przyznają, że rośnie w ich firmach liczba absencji, jednak na razie nie jest na tyle duża, by konieczne było podejmowanie radykalnych decyzji. Jednocześnie bacznie obserwują rozwój pandemii, analizują sytuacje kadrowe w swoich zakładach oraz zaostrzają środki bezpieczeństwa.

- Bierzemy pod uwagę, że w pewnym momencie nie wszystkie autobusy będą mogły wyjechać na ulice – mówi Lech Żurek, prezes Przedsiębiorstwa Komunikacji Autobusowej w Gdyni. – Dwa razy dziennie analizujemy raporty dotyczące sytuacji kadrowej.

Zarząd Komunikacji Miejskiej w Gdyni zdecydował się na wprowadzenie działań profilaktycznych, także po to, by lepiej zabezpieczyć kierowców. Od 20 stycznia br. z użytku wyłączone są pierwsze drzwi w autobusach i trolejbusach, ponadto wyznaczono strefę bezpieczeństwa przy kabinie bez dostępu dla pasażerów.

- W administracji wprowadziliśmy pracę w trybie hybrydowym, na zapleczu serwisowym ograniczamy kontakt brygad do minimum, zamknęliśmy dyspozytornię. Robimy wszystko, by ograniczyć bezpośrednie kontakty pracowników do minimum, jednak nie mamy wpływu na to co dzieje się po pracy – dodaje prezes spółki PKA.

Z kolei prezes Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Gdyni podkreśla, że wszyscy przewoźnicy są w stałym kontakcie z organizatorem transportu, czyli Zarządem Komunikacji Miejskiej, któremu na bieżąco raportują o swoich sytuacjach kadrowych.

- Rezygnacja z kursów będzie ostatecznością – zapewnia prezes Bogusław Stasiak.

Tomasz Adamski
rzecznik prasowy do spraw karnych w Sądzie Okręgowym w Gdańsku

W miarę wzrostu ilości zakażeń, może zwiększyć się ilość absencji pracowników, ale również mogą pojawić się problemy ze stawiennictwem stron postępowania i świadków.

- W opracowanych wcześniej planach urlopowych oraz grafikach pracy prowadzących pojazdy przewidzieliśmy zwiększone w tym okresie zapotrzebowanie pracowników do realizowanych przez nas zadań. I obecnie swoje zadania wykonujemy bez zakłóceń – mówi Anna Dobrowolska, rzeczniczka prasowa spółki Gdańskie Autobusy i Tramwaje.

Kierowcy i motorniczowie GAiT pracują w zamkniętych kabinach i nie sprzedają biletów.

W przypadku Szybkiej Kolei Miejskiej w Trójmieście w sytuacji zwiększonej liczby zachorowań wśród maszynistów, możliwe będzie wspomaganie kadrowe w ramach grupy PKP.

Policjantów nie powinno zabraknąć

Według danych przekazanych nam w środę przez Komendę Wojewódzką Policji w Gdańsku, spośród około 6 tysięcy pomorskich funkcjonariuszy, 60 przebywało wówczas na kwarantannie, a kolejnych 114 w izolacji.

- Policjanci szczególnie narażeni są na transmisje koronawirusa podejmując codziennie setki interwencji. Nie ma dziś niebezpieczeństwa, by zagrożone było wykonywanie przez policjantów z Pomorza ich ustawowych zadań – zaznacza podkom. Karina Kamińska z Zespołu Prasowego KWP w Gdańsku. - W tym miejscu warto zwrócić się z apelem o należny szacunek i zrozumienie dla funkcjonariuszy, którzy na co dzień z dużym poświęceniem dbają o nasze bezpieczeństwo i porządek – dodaje.

Z wyliczeń przedstawionych przez sędziego Tomasza Adamskiego, rzecznika prasowego do spraw karnych w Sądzie Okręgowym w Gdańsku wynika, że we wtorek, spośród ogółem 146 sędziów i 357 urzędników tam zatrudnionych w związku z pandemią nieobecnych w pracy było łącznie 30 osób.

- Absencje chorobowe dotychczas nie spowodowały zaburzeń w pracy sądu. Niestety, w miarę wzrostu ilości zakażeń, może zwiększyć się ilość absencji pracowników, ale również mogą pojawić się problemy ze stawiennictwem stron postępowania i świadków – zastrzega sędzia Tomasz Adamski.

Współpraca: Małgorzata Gradkowska, Krystyna Paszkowska, Karol Uliczny i Jacek Wierciński

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze