Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Debata, która pokazała, jak głęboko jesteśmy w lesie

Kto blokuje zmiany w polskich lasach? Jaka jest szansa, by zaprzestano wycinek w TPK? Czy leśnikom uda się odzyskać zaufanie i dlaczego aktywiści nadal ciągani są po sądach? Podczas Święta Wolności i Praw Obywatelskich w Gdańsku odbyła się debata „Polskie lasy – czas na zmiany”.
zrąb lasu, Stary Bukowiec 2017
Podczas Święta Wolności i Praw Obywatelskich w Gdańsku odbyła się debata „Polskie lasy – czas na zmiany”

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Las kojarzy się z ciszą i spokojem. Ani cicho, ani spokojnie nie było podczas debaty współorganizowanej przez Koalicję Las Jest Nasz oraz „Zawsze Pomorze”, która odbyła się w niedzielę, 2 czerwca  na terenach postoczniowych w Gdańsku, w ramach Święta Wolności i Praw Obywatelskich. Publiczność reagowała szczególnie gorąco,  aktywnie słuchając paneli stów:

  • Marty Jagusztyn-Krynickiej z Fundacji Lasy i Obywatele, pomysłodawczyni internetowej mapy Zanim Wytną Twój Las, współtwórczyni Manifestu Leśnego, 
  • Pawła Pawlaczyka, członka Państwowej Rady Ochrony Przyrody i wieloletniego pracownika Klubu Przyrodników,
  • oraz Jerzego Fijasa, wicedyrektora generalnego Lasów Państwowych, byłego burmistrza Brus i pracownika Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku.

Gdzie ukrywa się hamulcowy?

Rozmowę zaczęliśmy od przypomnienia przedwyborczych obietnic partii tworzących rządzącą obecnie koalicję. W umowie koalicyjnej pojawiły się deklaracje wyłączenia z wycinki 20 proc. najcenniejszych lasów, ograniczenia eksportu nieprzetworzonego drewna, wprowadzenia zakazu spalania drewna w energetyce zawodowej, ustanowienia społecznego nadzoru nad lasami oraz zwiększenia powierzchni parków narodowych. Co przez pół roku udało się z tej listy zrealizować?

– Nie znamy jeszcze mapy drogowej, a mówimy o tym, jak jest zarządzana jedna czwarta mapy kraju – przyznała Marta Jagusztyn-Krynicka, dodając, że próba wprowadzenia zapowiadanych zmian jest bezprecedensowym wysiłkiem na skalę europejską.

Zastępca dyrektora generalnego LP przyznał, że jest świadom rosnącego zniecierpliwienia społeczeństwa, czekającego na szybkie przemiany. Konieczna jest jednak trwała zmiana systemowa. 

– Przepisy są ulokowane w różnych miejscach – tłumaczył dyrektor Jerzy Fijas. – Nie wszystkie ośrodki polityczne, które mają wpływ na kształt polskiego prawa, podzielają ten entuzjazm.

Chodzi tu głównie o prezydenta Andrzeja Dudę, który jest przeciwnikiem nowelizacji ustawy o lasach.

– Parków narodowych mamy tyle, ile mieliśmy – wyliczał Paweł Pawlaczyk, podkreślając, że mało czasu minęło od 15 października. – Jeśli chodzi o eksport i spalanie drewna, to nie zauważyłem, by zaistniała zmiana formalna.

debata „Polskie lasy – czas na zmiany”, Gdańsk 2024

Pozytywnym przykładem jest Puszcza Bukowa pod Szczecinem. Padły deklaracje, że nie będą wycinane drzewa ponadosiemdziesięcioletnie, a zmiana ta ma być trwała. To jednak jedyna taka decyzja. Styczniowe moratorium, ograniczające wycinki w dziesięciu najcenniejszych lasach Polski, w tym w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, jest tymczasowe i obniża poziom pozyskania drewna z Lasów Państwowych zaledwie o... siedem promili.

Zdaniem Marty Jagusztyn-Krynickiej, mogłoby dziać się więcej, gdyby Lasy Państwowe nie były tak oporne na zmiany. Podczas ogólnopolskiej narady o lasach przedstawiciele LP prezentowali „niedasizm” i blokowali inicjatywy aktywistów.

Leśnicy: Nie zabraknie nam determinacji

– Nie zgadzam się, że w Lasach Państwowych jest „niedasizm” – przewrotnie kontrował Paweł Pawlaczyk

LP są bardzo wysoko na skali „dasizmu”. Wielu rzeczy zgodnie z prawem w Polsce zrobić nie można, chyba że chcą to zrobić Lasy Państwowe. Wówczas – można rozpalić ogień w lesie, prowadzić wypasy, finansować ochronę przyrody. LP chcą, by mało się zmieniło, ale by dobrze to wyglądało. Dlatego wyłączenie z wycinek oznacza wycinanie drzew w bardziej elegancki sposób, by było to rozciągnięte w czasie.

Paweł Pawlaczyk / członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody

O ograniczeniach mówił dyrektor Fijas, tłumacząc, że lasy nie są własnością leśników, tylko społeczeństwa. Ponadto Lasy Państwowe, zatrudniające 27 tys. osób, są instytucją o pewnej bezwładności.

 – Dlatego że nie jesteśmy właścicielami lasu, trudniej podejmować decyzje – wyjaśniał. – Obowiązuje porządek prawny, podlegamy weryfikacji, ocenie i kontroli. Ze strony leśników jest jednak dużo chęci, by wprowadzać reformy. Nie zabraknie nam determinacji.

Obecne działania mają na celu zmianę odbioru leśnictwa. Nie przez sztuczne pudrowanie wizerunku, ale konsekwentne poczynania.

– Nam tej konsekwencji nie zabraknie – deklarował wiceszef Lasów Państwowych, dodając, że nie wszystko da się przełożyć na surowiec. – Największym wyzwaniem będzie zmiana dominujących funkcji lasu.

– Dobrze będzie porozmawiać o szczegółach – zaproponowała Marta Jagusztyn-Krynicka. – Poprzednia władza Suwerennej Polski używała Lasów Państwowych jako sprawnej machiny do robienia pewnych rzeczy. Zamawiała ekspertyzy od  naukowców, którzy brali granty od Lasów Państwowych. Dlaczego dziś Lasy Państwowe nie zamówią raportu, jak możemy doprowadzić do wielkiej transformacji albo jak wdrażać recykling drewna? Przecież macie dużo pieniędzy, a wydajecie te nasze wspólne pieniądze na wsparcie kół gospodyń wiejskich,  by produkowały dania regionalne, albo na kluby sportowe.

Mówiono także o problemie z Zakładami Usług Leśnych, które po wprowadzeniu w styczniu tego roku moratorium na wycinki w dziesięciu kompleksach leśnych w kraju, miały masowo protestować w związku z ograniczeniem możliwości zarobkowania. Okazało się, że protest był podsycany politycznie, a po przeliczeniu wyszło na jaw, że na kilka tysięcy ZUL-i w Polsce ucierpiało zaledwie 9, może 10 zakładów.

Teraz moratorium ma być przedłużone.

Jak ochronić TPK?

Kolejny temat – wycinki w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, i pytanie, czy TPK przestanie pełnić funkcje gospodarczą, a stanie się lasem społecznym – wyraźnie zelektryzował obserwatorów debaty.

– Trzeba określić, czym są lasy społeczne – zaczął dyrektor Fijas, któremu przerwał okrzyk z widowni:  

– Zgłaszamy cenne drzewa biocenotyczne do ochrony, a wy je wycinacie!

– Na 99 proc. TPK zostanie nazwany lasem społecznym – powiedział Paweł Pawlaczyk, dodając, że zmiana nazwy niekoniecznie musi oznaczać, że park rzeczywiście stanie się lasem społecznym.  

Wróciła też kwestia inicjatywy powołania w TPK Rezerwatu Lasy Sopockie. Dyrektor Fijas przypomniał, że las społeczny i las rezerwatowy to dwie różne kategorie. A potem odszedł od tematu wycinek w TPK, przedstawiając zmiany, do jakich doszło i ma dojść w zarządzanej przez niego instytucji.

Na zaufanie trzeba zasłużyć

– Finansujemy dużo przedsięwzięć dotyczących działań przyrodniczych, m.in. projekt mokradeł – mówił dyrektor Fijas

Nie jesteśmy sfokusowani na kwestie dotyczące tylko jednego profilu naszej działalności. Bierzemy na siebie odpowiedzialność. Należy stworzyć mechanizmy, które doprowadzą do partycypacji w zarządzaniu lasami. Potrzebna jest odrobina cierpliwości i zaufania. Bez próby rozmowy trudno będzie stosować rozwiązania dające trwałość rozwiązań systemowych. Jeśli nastąpi zmiana polityczna, te rozwiązania muszą być akceptowalne.

Jerzy Fijas / wicedyrektor generalny Lasów Państwowych

Wracając do kwestii rozliczeń z poprzednikami, dyrektor wspomniał, że środki wydawane w czasie poprzedniej kadencji Sejmu podlegają audytom, a ich wyniki są publikowane regularnie. Tam, gdzie są potwierdzenia nieprawidłowości lub działań wykraczających poza akceptację prawną, skierowano zgłoszenia do prokuratury. Części leśników wręczono zwolnienia dyscyplinarne.

Czy to wystarczy?

– Cierpliwość, z mojej strony – jak najbardziej, rozmowa – zawsze jestem do niej gotów, ale na zaufanie trzeba zasłużyć – odpowiadał Paweł Pawlaczyk. – Poprzednia ekipa Lasów Państwowych zaufanie to zrujnowała, a większość leśników nie zaprotestowała przeciw tej polityce.

Wrócono też do propozycji leśników, by wyłączyć z wycinki 10 proc. powierzchni lasów. Problem w tym, na co wskazywali paneliści, że „ochrona” objęła skrajnie mokre olsy, strome stoki, bagna lub strefy uzdrowiskowe, gdzie prawo zabrania wycinania drzew.

– Próbujecie usilnie zrobić zmianę pozorowaną – mówił członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody. – Nie jest to gest budujący zaufanie.

– Bunt społeczny będzie rósł, to się nie skończy – przestrzegała Marta Jagusztyn-Krynicka, wspominając o przeroście zatrudnienia w LP i płaconych przez korporację leśną podatkach trzykrotnie mniejszych niż w innych europejskich krajach.

Lasy do budżetu?

– Należy utrzymać status quo czy też Lasy Państwowe powinny stać się jednostką budżetową? – to pytanie wzbudziło aplauz publiczności wyraźnie optującej za drugim rozwiązaniem.

Paneliści nie odpowiedzieli jednoznacznie na to pytanie. Dyrektor Fijas przypomniał, że dyskusja dotycząca formy organizacyjno-prawnej toczy się od wielu lat, a próba włączenia LP do finansów publicznych zakończyła się niepowodzeniem. Do dziś lasy płacą 2 proc. podatku od sprzedaży drewna na rzecz budżetu państwa.

– Nie znam w Polsce i na świecie innej instytucji, której udało się tak szybko zniszczyć swój wizerunek – mówił Paweł Pawlaczyk. – Punktem przełomowym było zachowanie dyrektora generalnego Lasów Państwowych Józefa Kubicy, który stwierdził, że niemożliwe jest wykonanie wyroku sądu europejskiego. Było to wypowiedzenie zależności LP od państwa. Za takie rzeczy rozwiązuje się instytucje państwowe.

Ziobryści weszli w LP jak w masło. Czegoś takiego nie widzieliśmy w środowisku sędziów. Nad Lasami Państwowymi nie ma kontroli społecznej i politycznej. Są państwem w państwie, sędzią we własnej sprawie. Obecnie najważniejsze są wdrożenie wyroku TSUE i transparentność. Trzeba odciąć finansowe mechanizmy, powodujące, że LP budują silne wpływy na poziomie gmin.

Marta Jagusztyn-Krynicka / Fundacja Lasy i Obywatele

Dyrektor Fijas przypomniał, że Państwowe Gospodarstwo Leśne LP nie generuje prawa w Polsce, jedynie zarządzając majątkiem. 

– To powinno podlegać debacie – mówił. – Nie można opierać się na przekonaniu, że system jest doskonały, tylko ludzie zawiedli. Zawiodły bezpieczniki. My też jako leśnicy czekamy na rozstrzygnięcia.

Wstydliwy proces?

Debatę obserwował Brunon Wołosz, prezes Fidelis Siluas, który za napisanie do Komisji Europejskiej, że: „Korporacja rządowa Lasy Państwowe w istocie zarządza jak królestwem blisko 1/3 powierzchni Polski, całkowicie poza kontrolą” oraz „Jest organizacją korupcjogenną, której ponad połowa przychodów przepada w ogromnym mechanizmie biurokratycznym”, trafił przed oblicze sądu, oskarżony przez Nadleśnictwo Gdańsk o zniesławienie. Jest to klasyczny SLAPP, czyli strategiczny pozew przeciw partycypacji publicznej, narzędzie tłumienia debaty publicznej. I choć przed miesiącem wiceminister klimatu i środowiska zwrócił się Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych o wycofanie wniosków sądowych przeciw ekologom, proces Wołosza nadal się toczy.

– Czy oskarżenie przeciw prezesowi Fidelis Siluas zostanie wycofane? – spytałam dyrektora Jerzego Fijasa.

– Ostatnio dostałem informację, że nie ma SLAPP-owych postępowań prowadzonych przez LP – odparł wicedyrektor generalny, ku zdumieniu pozostałych panelistów, a Marta Jagusztyn-Krynicka przypomniała, że w korespondencji dyrektora generalnego LP z ministerstwem pisano o jedenastu takich sprawach.

– SLAPP oznacza, że instytucja, która ma siłę, władze i pieniądze, dusi wolność słowa, strasząc pozwami – tłumaczyła prezeska Fundacji Lasy i Obywatele.

Do głosu doszedł także Brunon Wołosz, informując zebranych, że Lasy Państwowe wydały do tej pory 50 tys. zł na proces sądowy, w którym został oskarżony. 

– Skoro 33 lata temu dało się z Lasów Państwowych zrobić korporację, można z nich zrobić służbę publiczną – przekonywał. – Nie idźmy drogą pozornych reform. SLAPP jest papierkiem lakmusowym.

Debata – choć trwała prawie pół godziny dłużej niż zaplanowano, pozostawiła po sobie niedosyt. Było to wyraźnie widać, kiedy schodzącego ze sceny wicedyrektora Lasów Państwowych szczelnie otoczyły osoby przysłuchujące się dyskusji, by podać kolejne przykłady niedoskonałej komunikacji z leśnikami.

Nie padły wszystkie pytania, które miały zostać zadane, zabrakło wielu odpowiedzi. A to oznacza, że, mimo deklaracji, jeszcze z wieloma problemami jesteśmy głęboko w lesie.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
to się zdecydujcie... 11.06.2024 18:23
Palenie drewnem w energetyce zaliczane jest do OZE. To jest green czy nie?

Reklama
Reklama
Reklama