Powrót po ćwierć wieku. I to od razu w Niemczech
Trudno o bardziej symboliczny scenariusz. Pierwszym rywalem w Lidze Europejskiej został VfL Gummersbach – klub z ogromnym europejskim dziedzictwem, reprezentant jednej z najmocniejszych lig świata. W niemieckiej hali, przy ponad trzech tysiącach widzów, Wybrzeże miało zmierzyć się nie tylko z przeciwnikiem, ale również ciężarem własnego powrotu na europejskie salony.
Przez ćwierć wieku europejskie występy Wybrzeża należały do historii. Do opowieści o drużynie, która potrafiła grać z najlepszymi, Marku Panasie, Danielu Waszkiewiczu czy Bogdanie Wencie, o wielkich meczach i czasach, gdy czerwono-biało-niebieskie barwy były niemal stałym elementem europejskiego krajobrazu piłki ręcznej.
Potem przez lata trzeba było tę historię budować właściwie od nowa.
Droga do Ligi Europejskiej. Brązowy medal i dojrzewanie projektu
Brązowy medal mistrzostw Polski w poprzednim sezonie był już bardzo mocnym sygnałem, że gdański projekt dojrzewa, a awans do Ligi Europejskiej był nagrodą. Ale dopiero Gummersbach miało odpowiedzieć na pytanie, co właściwie ten awans oznacza.
Odpowiedź przyszła szybciej niż ktokolwiek mógł oczekiwać.
Jak wyglądał mecz VfL Gummersbach - PGE Wybrzeże Gdańsk 34:38?
Wybrzeże wygrało 38:34. Co więcej, nie wygrało tego spotkania dzięki jednemu szczęśliwemu zrywowi. Gdańszczanie rozpoczęli od prowadzenia 10:5, później pozwolili gospodarzom odwrócić losy pierwszej połowy i zejść do szatni przy wyniku 17:19.
Po przerwie długo utrzymywał się wynik remisowy, aż przy stanie 27:27 inicjatywę przejęli goście. W pewnym momencie prowadzili już 33:28. Gummersbach próbował jeszcze wrócić do meczu, ale końcówka należała do Wybrzeża.
Dlaczego to zwycięstwo znaczy więcej niż dwa punkty?
I właśnie w tym wszystkim jest coś więcej niż sportowa sensacja. Bo powrót do Europy po 25 latach sam w sobie jest wydarzeniem, a powrót zakończony zwycięstwem nad renomowanym niemieckim zespołem jest wydarzeniem jeszcze większym.
Ale najważniejsze może być coś innego: Wybrzeże pokazało, że nie chce traktować europejskich pucharów jak muzeum własnej historii. Nie wróciło po to, żeby opowiadać, jak było kiedyś. Wróciło, żeby pisać kolejne rozdziały.
Co dalej? Terminarz Wybrzeża w Lidze Europejskiej
Oczywiście, jeden mecz nie może zmienić perspektywy całego sezonu. Liga Europejska dopiero się rozpoczęła i bez wątpienia przyjdą trudniejsze momenty i pewnie porażki, bo grania będzie dużo. Przed Gdańszczanami kolejne wymagające spotkania, a już 6 października w Ergo Arenie pojawi się HC Eurofarm Pelister.
Data, która wyznaczyła granicę
W sporcie są zwycięstwa ważne dla tabeli. Są też takie, które zostają w pamięci, bo wyznaczają pewną granicę. 29 września 2026 roku Wybrzeże tę granicę przekroczyło. Przez 25 lat europejskie puchary były dla gdańskiego klubu przeszłością. Od teraz znów są teraźniejszością. I może właśnie to jest największą wartością tego zwycięstwa. Nie cztery bramki przewagi, nie osiem trafień Mikołaja Czaplińskiego, siedem Filipa Michałowicza czy sześć Tomasza Gębali. Nie sam fakt pokonania zespołu z Bundesligi.
Najważniejsze jest to, że kiedy po ćwierćwieczu zabrzmiał hymn europejskich rozgrywek, Wybrzeże nie wyglądało jak gość zaproszony na chwilę, a gospodarz własnej historii.
Sportowy Gdańsk długo czekał na ten wieczór. A kiedy wreszcie nadszedł, jego drużyna powiedziała Europie: „Dobrze, że znowu tu jesteśmy”.



Napisz komentarz
Komentarze