Zacięta pierwsza połowa i nietypowa sytuacja na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni
Na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni mecz 5. kolejki ekstraligi w sobotę, 3 października lepiej zaczęła Arka. „Buldogi” zdobyły pierwsze punkty, i to oni byli strona przeważającą. Ogniwo, co oczywiste, nie chciało odpuszczać, zdobywając punkty na remis 5:5, ale tym razem arkowcy nie dawali za wygraną. Kibice oglądali więc całkiem niezłe rugby.
W 26. minucie był już remis 12:12, ale z wyrównania stanu meczu Sopocianie nie cieszyli się zbyt długo. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy, Gdynianie zdobyli trzecie przyłożenie w tym spotkaniu, a że Dawid Banaszek podwyższył, to Arka schodziła do szatni z prowadzeniem 19:12. Co ciekawe, w tej części gry drużyny ani razu nie wiązały się w młynie.
Dominacja „Buldogów” po przerwie i bezradność Sopocian
Druga polowa pokazała, że to jednak nie był dzień Ogniwa. Arka potrafiła wykorzystać słabą dyspozycję ekipy Thomasa Fidlera, po przyłożeniu zdobytym w 75. minucie prowadziła już 34:19 i nie oddała sukcesu do końcowego gwizdka.
Święto w Gdyni, kryzys w Sopocie
Arkowcy wygrali te derby w pełni zasłużenie, zagrali jeden z najlepszych meczów w ostatnich latach. Na drugim biegunie postawa Ogniwa, które zagrało bardzo słabo, przegrywając trzeci mecz z rzędu.
Life Style Catering Arka Gdynia - Energa Ogniwo Sopot 39:26 (19:12)



Napisz komentarz
Komentarze