Reklama

Każdy miał pociąg do Sopotu. 125. urodziny miasta

Nasza, usytuowana na dworcu PKP wystawa, opowiada o początkach kolei w Sopocie, o tym jak wpłynęła ona na rozwój kurortu i turystykę miasta, którego 125. urodziny właśnie świętujemy – mówi Karolina Babicz-Kaczmarek, dyrektor Muzeum Sopotu.
Każdy miał pociąg do Sopotu. 125. urodziny miasta
Rodzina Fabianich w pociągu w Sopocie

Autor: Zbiory Muzeum Sopotu

Tylko w Sopocie pani zapowiadająca pociągi mogła nazywać się ...Czartoryska. Lata 70. to był bardzo ciekawy czas sopockiego dworca. Wszyscy wtedy chcieli jechać do Sopotu. Tytuł wystawy, „Pociąg do Sopotu” można wszak odczytać dwojako.

To tytuł przewrotny, dwuznaczny. Oczywiście, wystawa opowiada o początkach kolei w Sopocie, o tym jak wpłynęła ona na rozwój kurortu i turystykę miasta, którego 125 urodziny właśnie świętujemy. Z drugiej strony chcieliśmy podkreślić, jak ważnym miejscem był i nadal jest Sopot na mapie Polski. Niegdyś przyciągał rzesze kuracjuszy, którzy przybywali tu podreperować zdrowie, skorzystać z kąpieli morskich i zabiegów balneologicznych. Dziś miasto odwiedzają liczni turyści, którzy cenią nadmorski klimat i sezonowe atrakcje.

Pocztówka z widokiem peronu w Sopocie, ok. 1910 r. (Zbiory Muzeum Sopotu)

Jedna z bohaterek wystawy „Pociąg do Sopotu”, pani Jadwiga Materac, sopocka dróżniczka z lat 1971-80 i 1991-98 opowiadała mi kiedyś, jak to na tutejszym dworcu grasowała szajka fałszywych bagażowych. Nad okradzionymi litował się nawet Urząd Miasta, udzielając im pożyczek. Wśród poszkodowanych bywały i przyjezdne żony, których mężom ktoś z kolei … skradł w kurorcie serce. Sopocki dworzec zawsze był ważnym miejscem i ma swoją niebanalną historię. 

Pierwszy budynek stacji w Sopocie powstał po 1870 roku. Był utrzymany w stylu charakterystycznym dla dworców Kolei Wschodniej. Skromny w skali, ale starannie wykonany obiekt o wystroju nawiązującym do form historyzujących. Niestety, podczas walk w 1945 roku uległ zniszczeniu. Pożar strawił konstrukcję dachową i wypalił wnętrza. Pozostały jedynie fragmenty murów, żeliwne kolumny peronu podmiejskiego i niewielka bagażownia. Drugi dworzec funkcjonował w latach 1947-1970, zaś trzeci oddany został do użytku w roku 1970, przebudowano go dwa lata później. Był to typowy przykład ówczesnej standaryzowanej, modernistycznej architektury kolejowej. Prasa doceniła kamienną mozaikę w poczekalni oraz w barze kawowym, którą zrobiono z tak zwanych otoczaków morskich, zbieranych na orłowskiej plaży. W holu czas odmierzał zegar wykonany z imitacji bursztynu. Autorką modernizacji dworca była Albina Skiba, mama muzyka Krzysztofa Skiby. W związku z wystawą, Krzysztof Skiba na FB wspomina mamę. Wyznaje, jak bliski był mu tamten sopocki dworzec, i że pierwszym słowem, jakie nauczył się pisać było, nie mama, nie tata, tylko „SOPOT”. 

Warto wspomnieć, że obecny budynek sopockiego dworca otwarty został w 2015 roku.

Dworzec w Sopocie, lata 60. (fot. W. Niedzielko | Muzeum Sopotu)

W historii Sopotu dworzec zajmuje ważne miejsce, bo był jak brama do raju. Byli i tacy, co ze szczęścia, że tu dotarli, całowali na powitanie sopocki peron. Kiedy wjechał do Sopotu pierwszy pociąg?

1 lipca 1870 roku. Był to pociąg parowy, z wagonami pierwszej, drugiej i trzeciej klasy. Szybko, bo już dwa miesiące później, uruchomione zostało połączenie od strony Słupska. Od tej chwili Sopot znalazł się na stałej dwukierunkowej linii kolejowej łączącej Pomorze Zachodnie z Gdańskiem, a w szerszej perspektywie – z całą siecią Królestwa Prus i Cesarstwa Niemieckiego. Właściwie od razu po otwarciu linii rozpoczęto układanie drugiego toru na odcinku Gdańsk–Sopot. Jest to jasny sygnał, że spodziewano się bardzo szybkiego wzrostu ruchu pasażerskiego. Przewidywania sprawdziły się i już w 1889 roku oddano do użytku kolejny tor. Pod koniec pierwszej dekady XX wieku powstał pierwszy sopocki wiadukt na wysokości dzisiejszej ulicy Podjazd oraz pierwszy tunel pod torami w ciągu ulicy Marynarzy. W 1912 roku zbudowano dodatkowy peron dalekobieżny, obsługujący rosnący ruch pociągów pośpiesznych.

Peron w Sopocie, po lewej widoczni tragarze, przed 1907 (fot.. J. Faltin | Zbiory Muzeum Sopotu)

Jak na przestrzeni 150 lat istnienia sopocka kolej kształtowała tożsamość miasta?

Trzeba zdecydowanie podkreślić wagę, jaką stanowiło uzyskanie połączenia kolejowego w 1870 roku. Wydarzenie to było silnym impulsem do rozwoju młodego kurortu. W ciągu czterech dekad dzielących otwarcie linii kolejowej od wybuchu I wojny światowej Sopot przeszedł ogromną transformację. Zwielokrotniła się liczba mieszkańców, obszar zurbanizowany rozszerzył się daleko poza oryginalne centrum wsi, a sezonowy napływ gości osiągał przed 1914 rokiem dziesiątki tysięcy osób rocznie. Ważne inwestycje tego okresu były bezpośrednio powiązane z dostępnością miasta dzięki kolei. W sąsiedztwie dworca zaczęły powstawać pierwsze reprezentacyjne hotele tak, aby przybywający goście mogli szybko i łatwo dotrzeć do miejsc zakwaterowania. 

W późniejszych dekadach rozwój połączeń kolejowych, uruchomienie Szybkiej Kolei Miejskiej, niejako zespoliło całe Trójmiasto, pozwalając na szybkie przemieszczanie się do pracy czy szkół.

Wystawa na sopockim dworcu (fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

Rok 1952. „Już w styczniu Sopocianie mogli pojechać elektryczną kolejką z Sopotu do Gdańska” – informowali dziennikarze. Tuż po wojnie, do Gdańska czy Gdyni, najczęściej szło się na piechotę…

Rok 1952 to bardzo ważna data w historii Sopotu. Dokładnie 2 stycznia tego roku uruchomiono połączenie Szybkiej Kolei Miejskiej na odcinku Gdańsk Główny – Sopot. Tabor, z którego składały się pierwsze pociągi, miał zaskakujące pochodzenie: były to jednostki serii EW90, które przed II wojną światową obsługiwały berlińską kolej naziemną S-Bahn. Pojazdy te jeszcze do 1976 r. woziły pasażerów. Charakterystyczne żółto-niebieskie wagony S-Bahn trafiły do Trójmiasta w ramach reparacji wojennych. Do dziś barwy te są charakterystyczne dla trójmiejskiej SKM.

Rok 1983. Gazety alarmują: „W barze przekąskowym Kolejowy jest czysto, przytulnie i... ani jednego klienta. Powodu nie trudno się domyślić. Nie ma żadnego zimnego napoju, nie ma też herbaty, nie ma kanapek, nie ma garmażu. W jadłospisie widnieją tylko trzy pozycje: bigos za 63 zł, i pyzy za 81 zł oraz kawa. To wszystko”. Sopockie bary kolejowe też mają swoją historię?

Oczywiście. Chyba każdy z nas kiedyś – w sobie tylko znanych okolicznościach – z takich miejsc skorzystał. Dziś w Sopocie restauracje na dworcu wyglądają zupełnie inaczej, a serwowane dania spełniają oczekiwania nawet najbardziej wymagających gości. Ale wracając do lat 80. w barze dworcowym w Sopocie faktycznie serwowano bigos, flaki i gorącą kiełbasę. Nigdy nie było alkoholu, a to miało swoje konsekwencje. Osoby bezdomne wysiadujące w poczekalni przynosiły ze sobą mocne trunki, biesiadowały, a potem i spały na parapetach ogrzewanych od spodu kaloryferami.

Przez sopocki dworzec przewinęło się przez te wszystkie lata, podążając do kurortu – mekki artystów, mnóstwo znanych osób. To choćby wybitni po latach aktorzy, wtedy jeszcze młodzi, zaczynający karierę w Teatrze Wybrzeże, właśnie tu, w Sopocie dostali lokum: Bogumił Kobiela, Zbigniew Cybulski, który z sopockiego peronu na okrągło, jak to miał w zwyczaju, wskakiwał do ruszającego pociągu. Tadeusz Borowski, który po latach wspominał: „1963 rok. Dworzec w Sopocie. Ten zapach powietrza… Czuję go do dziś”, Władysław Kowalski czy Ryszard Ronczewski, który pamiętał, jak 6 grudnia 1945 roku wraz z rodziną wysiadł z pociągu i ujrzał na ścianie budynku dworca niechlujnie zamalowany napis „Zoppot”…

Jak wspomniałam, ostatnie tygodnie wojny były dla sopockiego dworca katastrofalne w skutkach. Dach budynku oraz wnętrza spłonęły. Jednak już wiosną 1945 roku, w zachowanych pomieszczeniach lub w ustawionych obok barakach tymczasowych, uruchomiono prowizoryczne funkcje dworcowe. Obsługiwano zarówno ruch cywilny, wojskowy oraz transport osadniczy. Z relacji „Dziennika Bałtyckiego” możemy się dowiedzieć, ze był to bardzo uciążliwy czas: przepełnione pociągi, brak taboru, długie oczekiwania na peronach, kradzieże bagażu. Sceneria jak z filmu.

Wystawa na sopockim dworcu (fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

Jacy ludzie, ważni dla Sopotu zapisali się w historii sopockiej kolei?

Warto wspomnieć chociażby Augustyna Ullera - Sopocianina od dziecka, urzędnika PKP, syna jednego z czołowych działaczy gdańskiej Polonii. Od 1935 roku działał w Polskich Kolejach Państwowych. 1 września 1939 roku został aresztowany. Z więzienia przy ulicy Kurkowej trafił na przymusowe roboty w Goszynie, następnie do obozu w Granicznej Wsi (Grenzdorf), do KL Stutthof, w kwietniu 1940 roku do KL Sachsenhausen, w czerwcu do KL Neuengamme. Tam zginął 29 września 1940 roku. Miał dwadzieścia pięć lat. Augustyna Ullera upamiętnia Pomnik Martyrologii Polskich Mieszkańców Sopotu, odsłonięty 22 marca 1985 roku. Znajduje się przy ulicy Tadeusza Kościuszki 17. Biogramy kolejarzy, które prezentujemy na wystawie zostały wybrane z teczek, które znalazły się w spuściźnie po Franciszku Mamuszce. Po 1945 roku skontaktował się z osobami działającymi przed wojną w środowisku polonijnym lub z ich rodzinami prosząc o wypełnienie kwestionariuszy osobowych oraz dostarczenie zdjęć. To dziś dla Muzeum Sopotu bezcenne źródło danych o naszym mieście. 

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama
Reklama
Reklama