Reklama

Po ćwierćwieczu Wybrzeże Gdańsk znów na europejskich salonach

Początek października to historyczny czas dla gdańskiej piłki ręcznej, a zwłaszcza klubu PGE Wybrzeże. Gdańszczanie świetnie zaczęli grę w Lidze Europejskiej.
Po ćwierćwieczu Wybrzeże Gdańsk znów na europejskich salonach
Piłkarze ręczni Wybrzeża jak na razie mogą być zadowoleni ze swoich wyników w europejskich pucharach

Autor: PGE Wybrzeże Gdańsk

Po 25 latach przerwy europejskie puchary ponownie zawitały do Gdańska. Powrót PGE Wybrzeża Gdańsk na międzynarodową arenę rozpoczął się od zwycięstwa 38:34 nad faworyzowanym niemieckim Vila Gummersbach, a tydzień później przyniósł pierwszy punkt zdobyty przed własną publicznością. W Ergo Arenie Gdańszczanie zremisowali z macedońskim HC Eurofarm Pelister 31:31, choć jeszcze kilka minut przed końcem przegrywali trzema bramkami.

Sam fakt powrotu Wybrzeża do europejskich rozgrywek jest dla gdańskiego klubu i kibiców szczypiorniaka wydarzeniem szczególnym. Przez ćwierć wieku występy na międzynarodowej arenie należały do historii, czyli do czasów, gdy czerwono-biało-niebieskie barwy regularnie pojawiały się w europejskich pucharach, a drużyna miała w składzie zawodników takich jak Marek Panas, Daniel Waszkiewicz, Bogdan Wenta, Zbigniew Urbanowicz, Leszek Krowicki, Andrzej Małuszkiewicz czy Wiesław Goliat. Kolejne lata oznaczały dla Wybrzeża konieczność budowania sportowej pozycji niemal od nowa.

Wspomina o tym m.in. Ryszard Gauden, były piłkarz ręczny dawnego Wybrzeża: 

Jerzy Nowak i Andrzej Wlazło odwiedzili mnie w Stegnie. Byłem zaskoczony tą wizytą. Był koniec lata 2010 roku. Nosiłem się wtedy z zamiarem przejścia na emeryturę. Przyjechali odwiedzić starego kolegę z boiska, a jednocześnie zaproponować mi przejęcie misji reaktywacji piłki ręcznej męskiej w Gdańsku, czyli powołania nowego klubu sportowego, będącego kontynuacją dawnego GKS Wybrzeże Gdańsk”. Tak zaczęła się walka o powrót na właściwe tory i odzyskanie tego, z czego kiedyś słynęło Wybrzeże. A Ryszard Gauden jest przy klubie do dziś i pełni funkcję doradcy zarządu.

Brązowy medal mistrzostw Polski wywalczony w poprzednim sezonie oraz awans do Ligi Europejskiej były sygnałami, że gdański projekt wszedł na kolejny etap. Prawdziwym sprawdzianem miały być jednak mecze z europejskimi rywalami. Pierwszy przyszedł w Gummersbach. Trudno było o bardziej wymagające otwarcie. VfL to klub z wielkimi tradycjami i reprezentant jednej z najsilniejszych lig piłki ręcznej na świecie. W niemieckiej hali, przy ponad trzech tysiącach widzów, PGE Wybrzeże nie zamierzało jednak ograniczać się do roli debiutanta.

Gdańszczanie rozpoczęli spotkanie bardzo dobrze i szybko objęli prowadzenie 10:5. Gospodarze zdołali odwrócić sytuację jeszcze przed przerwą i na początku drugiej połowy to oni byli w korzystniejszym położeniu. Wybrzeże zachowało jednak spokój. Przy stanie 27:27 przejęło inicjatywę, a w pewnym momencie prowadziło już 33:28. Gummersbach próbował jeszcze odrobić straty, ale końcówka należała do gości.

Wybrzeże wygrało 38:34, a zwycięstwo nie było efektem pojedynczego zrywu czy przypadku. Gdańszczanie musieli odwracać losy spotkania, odpowiadać na kolejne ataki gospodarzy i utrzymać koncentrację w decydujących minutach. Ważnymi postaciami byli Mikołaj Czapliński, autor ośmiu bramek, Filip Michałowicz, który zdobył siedem goli, oraz Tomasz Gębala z sześcioma trafieniami.

PGE Wybrzeże zremisowało z Macedonią Północną

Tydzień później poprzeczka znów została zawieszona wysoko. Do Ergo Areny przyjechał HC Eurofarm Pelister, czyli drużyna z Macedonii Północnej, która przez trzy poprzednie sezony występowała w Lidze Mistrzów. Dla gdańskich kibiców był to pierwszy domowy mecz europejskich pucharów od 25 lat.

PGE Wybrzeże rozpoczęło od prowadzenia 2:0 po trafieniach Wiktora Tomczaka i Nejca Žmavca. Pelister szybko odpowiedział jednak serią pięciu bramek. Gospodarze nie pozwolili rywalom odskoczyć na dobre. W 21. minucie, po skutecznej akcji Marcina Peplińskiego, prowadzili 12:11. Końcówka pierwszej połowy należała jednak do zespołu z Bitoli, który schodził do szatni przy prowadzeniu 17:16.

Po zmianie stron Pelister wykorzystał kilka błędów Wybrzeża i zbudował czterobramkową przewagę. Gdańszczanie konsekwentnie ją jednak odrabiali. Ważne interwencje zaliczał Kornel Poźniak, a kolejne trafienia pozwalały gospodarzom utrzymywać kontakt z rywalem.

Na kilka minut przed końcem Pelister prowadził 31:28. Wtedy rozpoczęła się ostatnia pogoń Wybrzeża. Przy stanie 30:31 Mateusz Zembrzycki zatrzymał rzut rywali, a kontrę na wyrównanie wykorzystał Mikołaj Czapliński.

Goście mieli jeszcze swoją akcję, ale nie zdołali zdobyć bramki. Gdańszczanom pozostało siedem sekund, by spróbować rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. Po przerwie na żądanie trenera Patryka Rombla gospodarze wywalczyli rzut wolny. Tomasz Gębala trafił jednak w poprzeczkę i pierwszy europejski mecz Wybrzeża w Gdańsku od ćwierćwiecza zakończył się remisem 31:31. Najskuteczniejszym zawodnikiem gospodarzy był Wiktor Tomczak, który zdobył osiem bramek. Pięć trafień dołożył Marcin Pepliński, a cztery Filip Michałowicz.

Po dwóch kolejkach PGE Wybrzeże ma trzy punkty. Znacznie ważniejsze od samego bilansu jest jednak to, w jaki sposób Gdańszczanie weszli w rywalizację na europejskim poziomie, czyli walecznie – bo w piłce ręcznej inaczej się nie da osiągnąć sukcesu, ale też bez kompleksów dla faworyzowanych rywali. To kibice cenią najbardziej. Nie oznacza to oczywiście, że jeden wygrany mecz i remis mogą przesądzać o całym sezonie. Liga Europejska dopiero się rozpoczęła, a przed Wybrzeżem kolejne wymagające spotkania. Najbliższe z nich odbędzie się 13 października 2026 roku, także w Ergo Arenie, gdzie Gdańszczanie zmierzą się z Dicorpebal Logroño La Rioja z Hiszpanii.

Na ocenę całej europejskiej kampanii przyjdzie więc jeszcze czas, ale już teraz można powiedzieć, że powrót Wybrzeża na międzynarodową scenę nie ma wyłącznie symbolicznego wymiaru. Gdańszczanie nie wrócili do Europy po to, by jedynie przypomnieć o swojej bogatej historii. W dwóch pierwszych meczach pokazali, że chcą rywalizować tu i teraz. Najpierw wygrywając na parkiecie renomowanego niemieckiego klubu, a następnie odrabiając trzybramkową stratę w końcówce spotkania przed własną publicznością. To się będzie pamiętać.

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama
Reklama