Lęk przed jutrem i polityczny horyzont 2027 roku
Z kilkudziesięciu sesji każdy uczestnik mógł wysłuchać tylko niewielkiej części – tak było i ze mną. Ale wspólny mianownik dało się wyczuć niemal wszędzie, może poza panelami gospodarczymi: lęk przed tym, co nadchodzi.
Nie uciekła od niego nawet otwierająca forum rozmowa filozofów o sensie życia. Karolina Wigura przypominała, że „zaraz mamy 11 listopada, a potem wybory”, a Magdalena Środa ostrzegała, że w roku wyborczym myślenie w kategoriach najbliższych 15 minut to eskapizm.
– Musimy myśleć w nieco dłuższych kategoriach – mniej więcej do listopada 2027 roku – mówiła.
Podobnie dyskusje o przyszłości projektu europejskiego kończyły się zawieszeniem głosu w oczekiwaniu na rozstrzygnięcia przy urnach: wybory prezydenckie we Francji i parlamentarne w Polsce w 2027 roku.
Nie będzie powrotu
Powszechne wydawało się za to pogodzenie z myślą, że do tego, co było, nie ma powrotu. Historyk starożytności prof. Marek Węcowski, autor książki o Homerze, mówił w dyskusji o sensie życia:
– Historia się nie powtarza. Nie wiemy, co będzie się działo w Polsce na podstawie tego, co działo się wcześniej w Polsce czy gdzie indziej. Ale wiemy jedno: ucząc się historii, poszerzamy wyobraźnię, widzimy możliwe scenariusze. A wyobraźnia powinna być najważniejszym dobrem polityka – i starożytni dobrze to wiedzieli.
Podczas panelu o globalnym Południu prof. Adam Burakowski, były ambasador w Indiach radził wprost, żeby „powoli zapomnieć stary świat, bo on już nie istnieje”.
Skoro tak, paląca staje się potrzeba nowych pomysłów – w końcu to Forum Nowych Idei. Tyle że odpowiedzi dotyczyły przeważnie tego, dlaczego jest tak, jak jest, a nie tego, jak z tego wybrnąć.
We własnym gronie
Być może pewnym ograniczeniem pola dyskusji była ideowa jednorodność uczestników. Na scenach dominował obóz liberalno-demokratyczny, który zgodnie diagnozował kryzys liberalnej demokracji. Ale trudno sobie wyobrazić, by populiści chcieli rozmawiać o tym, jak uniknąć niebezpieczeństw, do których prowadzi populizm. Jeśli ich nie widzą, nie mają o czym mówić. Jeśli widzą, nie przyznają się do tego, bo nie leży to w ich interesie.
Poza europejską perspektywę wyszła rozmowa o globalnym Południu z udziałem m.in. byłej premierki Nowej Zelandii Helen Clark i wieloletniego szefa saudyjskiego wywiadu księcia Turkiego al-Fajsala. Dotyczyła jednak raczej oporu wobec polityki siły, jaką dziś uprawiają wszystkie supermocarstwa, niż przyszłości demokracji.
Helen Clark tłumaczyła, jak działa weto w Radzie Bezpieczeństwa ONZ przy wyborze sekretarza generalnego: kandydat może mieć 14 z 15 głosów, ale jeden sprzeciw stałego członka przekreśla jego szanse.
– To jest po prostu absurdalne – podsumowała.
Katalog strachów
Lista lęków była długa:
- kryzys liberalnej demokracji,
- sztuczna inteligencja i dominacja wielkich firm technologicznych,
- wojna w Ukrainie i agresywna polityka Rosji,
- ekspansja Chin – zwłaszcza technologiczna, czego symbolem był chiński humanoidalny robot spacerujący po kuluarach,
- brak pewności co do roli USA.
- demografia.
O tym, jak poważnie traktowane jest rosyjskie zagrożenie, najlepiej świadczyły słowa wicepremiera i ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza, który bronił unijnych pożyczek na zbrojenia z programu SAFE:
– Wolę brać kredyt dzisiaj, niż żeby ktoś musiał płacić własną krwią za kilka lat.
Najmniej mówiono o zmianach klimatycznych – jakby inne nieszczęścia unieważniły to zagrożenie. Nie zapomniano za to o nierównościach płci. Henryka Bochniarz przypominała, że od początku obowiązuje na EFNI zasada: „żadnego panelu bez kobiet”.
Kilka sesji poświęcono tym, którym zostawiamy ten rozchwiany świat. Kacper Górski z inicjatywy Youth Voice Poland mówił, że młodzi mają wrażenie, iż nie są traktowani jak ludzie. Przykład? Po niedawnych atakach nożowników w szkołach w jego internacie zapowiedziano zakaz trzymania noży kuchennych.
– Tyle że ja tym nożem nie zamierzam nikogo ranić, tylko chcę sobie przekroić bułkę – tłumaczył.
Optymizm w gospodarce
Najwięcej optymizmu było w dyskusjach gospodarczych, zwłaszcza o Polsce: transformacji energetycznej, kolei, lotnictwie. Prof. Marcin Piątkowski przekonywał, że złoty wiek polskiej gospodarki „wciąż trwa”.
Mniej było tu jednak euroentuzjazmu. Narzekano na nadmiar regulacji – zarówno unijnych, jak i polskich. Mecenas Katarzyna Bilewska zwracała uwagę, że w Polsce prawo tworzy pięć czy sześć ośrodków, a żaden ich nie koordynuje.
Spore zadowolenie z siebie demonstrowali obecni na forum członkowie rządu.
– Polska zmienia się na naszych oczach i jest liderem transformacji cyfrowej – mówił wicepremier Krzysztof Gawkowski.
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak chwalił się 600 pociągami dziennie, to o połowę więcej niż na początku kadencji. A wiceminister rozwoju i technologii Michał Jaros na zarzuty, że w Polsce brakuje przewidywalnej legislacji, powołał się na rozmowy z przedsiębiorcami z Polski, którzy chcą inwestować w Uzbekistanie czy Afryce.
– Tam przepisy prawa i warunki funkcjonowania przedsiębiorstw mogą się zmieniać co rok albo co kilka miesięcy. W Polsce nie ma drastycznych zmian – przekonywał.
Biznes może odetchnąć z ulgą.
Na forum zabrakło zapowiadanego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. Do Sopotu nie dotarł też premier Donald Tusk, którego piątkowe (16 października) wystąpienie miało być zwieńczeniem forum. W tym czasie uczestniczył w szczycie Rady Europejskiej w Brukseli. Widać uznał, że to jednak tam należy szukać jutra.



Napisz komentarz
Komentarze