Poetami są tu wszyscy. Po premierze „Weisera” w Operze Bałtyckiej

„Weiser” – opera na podstawie powieści Pawła Huellego. Powstało dzieło pełne mistyki i symboli, przekaz, który nie narzuca, wręcz przeciwnie, otwiera na interpretacje, inspiruje.
Poetami są tu wszyscy. Po premierze „Weisera” w Operze Bałtyckiej
„Weiser” to dzieło dedykowane Miastu, przede wszystkim jednak autorowi ważnej gdańskiej książki

Autor: Krzysztof Mystkowski | KFP

Prapremiera „Weisera” w Operze Bałtyckiej. Reżyseruje Romuald Wicza-Pokojski. Na widowni tłumy. Z pewnością inaczej odczytali ten spektakl ci, którzy nie znają debiutanckiego dzieła Pawła Huellego „Weiser Dawidek”. Ci, dla których to ważna książka, jeśli spodziewali się adaptacji tego arcygdańskiego tytułu na operowej scenie, mogli poczuć się rozczarowani. Jednak dzieło operowe rządzi się własnymi prawami, to przekaz osobny. I takiego przedstawienia się spodziewałam.

Fot. Krzysztof Mystkowski/KFP

Libretto jak wiersz

W libretcie Anny Czekanowicz wykorzystane zostały fragmenty powieści „Weiser Dawidek”, wiersz Pawła Huellego „To”, ale i fragmenty pieśni kościelnych czy urokliwa kaszubska pieśń „Jabłoneczka”. Libretto to też, być może, przesłanie osobiste autorki, osobiste, bo wynikające z przyjaźni z uznanym, zmarłym w 2023 roku, gdańskim pisarzem, który – jak wyznała – duchowo towarzyszył jej podczas tej pracy.

Anna Czekanowicz to znakomita poetka, takie jest i jej libretto. Poetycki jest – ma się wrażenie – cały „Weiser”, swój „wiersz” zdają się tu układać nie tylko reżyser i kompozytorka, nie tylko soliści, scenografka czy reżyserka świateł, poetami zdają się być tu wszyscy.

Powstało dzieło pełne mistyki i symboli, przekaz, który nie odtwarza, nie powiela schematów, nie wydziwia, nie szokuje, co najważniejsze – nie narzuca, wręcz przeciwnie, otwiera na interpretacje, inspiruje.

Muzyka i głosy

Taki jest zwłaszcza akt I. Malarska scena procesji na Boże Ciało porywa pod względem reżyserskim, jednak zwłaszcza muzycznym. W muzyce Ewy Fabiańskiej-Jelińskiej jest wszystko, głębia, która – na dobrą sprawę – przynajmniej w tej scenie mogłaby obyć się i bez obrazu. Muzyka, która ilustruje, opowiada, ale i wydobywa całą tajemnicę, dramatyzm. Tworzy atmosferę. Teatr.

Fot. Krzysztof Mystkowski/KFP

Znakomitym pomysłem zaproponowanym przez kompozytorkę jest wykorzystanie w „Weiserze” białego głosu. Rolę Elki kreuje w premierowym przedstawieniu – zresztą świetna aktorsko – Anna Bochnak-Fryc z Akademii Głosów Tradycji. Dialog kontratenora Jana Jakuba Monowida (Weiser) i Anny Bochnak-Fryc to mistrzowski popis.

Z pasją prowadzą swe postaci Piotr Maciejowski (Piotr), Aleksander Zuchowicz (Szymek), Łukasz Kózka (Heller). Zapamiętamy mocne wejście Łukasza Koniecznego w roli Żółtoskrzydłego, ale i ks. Dudaka, którego z charyzmą kreuje Leszek Skrla.

Obraz, ruch i światło

Choreograficzny (Bartosz Dopytalski) majstersztyk to z kolei pełna dynamiki scena meczu, który rozgrywa się na podwórku otoczonym oknami kamienic. Sceny zbiorowe są mocnym punktem tego przedstawienia.

„Weiser” to też sceniczne obrazy. Swoje robi oryginalność stylu i ujmująca prostota, tak kostiumu (Marek Adamski), jak i scenografii, autorka Aleksandra Iwańczyk stawia na – takie można odnieść wrażenie – symbolikę formy i głębię koloru, tę z kolei znakomicie podkreśla gra świateł (Paulina Góral-Stykowska). Całość dopełnia niebanalny przekaz multimedialny autorstwa artysty wizualnego Radosława Deruby.

Porywa maestria orkiestry pod kierownictwem Radosława Dronia oraz – niezmiennie – popis chóru, który przygotował Jan Kurek.

Nad wszystkim unosi się tajemnica i czas zatrzymany w odłamkach ruin, Gdańska czasu odbudowy i sceny finałowej – wybuchu w tunelu, metafory końca i początku, początku i końca.

Opowieść o utracie

„Weiser Dawidek” był debiutancką książką Pawła Huellego. „Weiser” to też, po części, dzieło debiutantów. Anna Czekanowicz, choć związana z Operą Bałtycką przez wiele lat, debiutuje tu jako autorka libretta. To też pierwsza scenografia operowa Aleksandry Iwańczyk oraz pierwsze pełne dzieło operowe Ewy Fabiańskiej-Jelińskiej. Ta współpraca pokoleń, łączenia stylów od tradycji po współczesność, jest obecna w „Weiserze” od początku do końca, tak w inscenizacji, jak i w muzyce.

Fot. Krzysztof Mystkowski/KFP

Jak zapowiadał reżyser, którego urzekła biblijność książki Huellego (do tej symboliki też nawiązuje w inscenizacji), powstało dzieło o inności, bezpowrotnie utraconej młodości. Opowieść o dojrzewaniu i tajemnicy osadzonej w pejzażu Gdańska lat 50. Przede wszystkim jednak rzecz o utracie. Nie tylko dzieciństwa, bliskich osób czy pewnego etapu naszego życia, który minął. Może też wewnętrznego światła, którego nigdy już nie uda się w sobie odnaleźć.

– Swoją obecnością zmieniamy innych, po czym znikamy. W jakiej mierze, to już mogą wiedzieć tylko ci, którzy tu po nas zostają – mówił Romuald Wicza-Pokojski, przystępując do prób. – Wolałbym, by do głosu dochodziła tu poetyka autora niż sucha refleksja nad światem, w którym jesteśmy tylko na chwilę.

Tak się stało.

„Weiser” to dzieło dedykowane Miastu, przede wszystkim jednak autorowi ważnej gdańskiej książki. – Chciałbym, by Paweł Huelle był w tej naszej opowieści bardzo obecny – miał nadzieję reżyser.

W wierszu tej opowieści z pewnością uda się Go odnaleźć.

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama WSAiB Studia podyplomowe
Reklama
Reklama
Reklama WSAiB Studia podyplomowe