Reklama

Gdy więzień zostaje ojcem. Z zakładu karnego do szpitala, żeby kangurować córeczkę

Sara, żona osadzonego odbywającego długoletni wyrok, zwróciła się do dyrektora więzienia z nietypowym życzeniem. Chciała, by jej mąż mógł po porodzie mieć chwilowy kontakt z dzieckiem. Udało się – odbywający karę więzienia, świeżo upieczony ojciec, przez pół godziny trzymał noworodka na rękach.
Sara z córeczką w szpitalu
Sara z córeczką. Zdjęcie pochodzi z archiwum prywatnego bohaterów

Autor: Archiwum prywatne bohaterów, Służba Więzienna, sw.gov.pl

– Pierwszy raz w mojej 22-letniej służbie, z czego przez wiele lat jako wychowawca i kierownik penitencjarny, spotkałam się z taką prośbą. Zgodnie z przepisami to osadzony musiał wystąpić o taką przepustkę na podstawie artykułu 141a Kodeksu karnego wykonawczego. I on, zaraz po żonie, też złożył taki wniosek, a ja zaczęłam się zastanawiać, co z nim zrobić – mówi ppłk Ewa Bartkowska, dyrektor Zakładu Karnego w Czarnem. 

W więzieniach urzędnicy udzielają wielu ślubów, czasem jest ich nawet po kilka dziennie. Osadzeni w specjalnych okolicznościach mogą także skorzystać z procedury in vitro. W ciągu ostatnich 2 lat zdecydowano się na to 3 razy. Jeden z tych przypadków dotyczy Sary i jej męża.

Miłość w realiach zza krat

Para poznała się, zanim mężczyzna trafił do więzienia, ale ich kontakt odnowił się, gdy już odbywał wyrok. Porozumiewali się telefonicznie i listownie, w tym często pisząc do siebie wiersze. Po licznych widzeniach w Zakładzie Karnym w Czarnem postanowili wziąć ślub w listopadzie 2023 roku. Rok później Sara wystosowała do dyrekcji prośbę o przewiezienie męża na leczenie in vitro. To był dla nich jedyny sposób, aby założyć rodzinę. Otrzymali zgodę, a transport do kliniki para opłaciła samodzielnie. Ciąża Sary została potwierdzona pod koniec grudnia. 

Kolejna niecodzienna prośba

Poród Sary miał się odbyć przez cesarskie cięcie. Zaraz po nim młoda mama miała przejść pod narkozą zabieg usunięcia mięśniaka. W związku z tym, dziecko nie miałoby z nią kontaktu w pierwszych chwilach życia. 

Dlatego właśnie para wystąpiła do władz więziennych z następną nietypową prośbą. Poprosili o możliwość konwojowania osadzonego do szpitala, aby mógł kangurować noworodka. Bliski kontakt rodzica z maluchem ma wpływ na jego późniejszy rozwój. Przyszły ojciec nie miał pozytywnej prognozy kryminologiczno-społecznej, w związku z czym nie miał możliwości korzystania z przepustek. Odsiaduje 13-letni wyrok za próbę zabójstwa i udział w bójkach z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Do końca kary zostało mu 6 lat na oddziale zamkniętym. Z tego względu możliwość spotkania z rodziną w warunkach wolnościowych będzie miał dopiero po jej odbyciu. 

Wpłynęło to na pozytywne rozpatrzenie prośby. Pomogło także porozumienie podpisane wcześniej przez Służbę Więzienną i Ministerstwo Sprawiedliwości – które dotyczyło ochrony praw dziecka osoby pozbawionej wolności.

Tacierzyński konwój

17 sierpnia rano konwój z osadzonym dotarł do szpitala. W wizycie niedoszłemu ojcu towarzyszyli funkcjonariusze Grupy Interwencyjnej Służby Więziennej oraz psycholog – który miał udzielić wsparcia w razie trudności. Para spotkała się pół godziny przed operacją, w asyście GISW. Po porodzie o 8:20 dziecko zostało przeniesione z sali operacyjnej do sąsiedniego, zabezpieczonego pomieszczenia. Tam czekał na nie ojciec, który wyjątkowo został rozkuty i nie był ubrany w więzienny drelich. Z trzykilogramową wówczas córeczką spędził 30 minut, trzymając ją przy swojej skórze. Jak wyznał wzruszony po powrocie do więzienia: „W takiej sytuacji wymięka największy twardziel.” Kolejny raz zobaczył córeczkę po 4 tygodniach, na pierwszym od jej narodzin widzeniu.

Matka pełna optymizmu

Teraz Sara czeka, aż jej mąż odzyska wolność. Sama od 10 lat prowadzi w Słupsku własną działalność w branży kosmetycznej. Wierzy, że więzienie to dla jej partnera tylko etap, po którym spędzą jako rodzina „dużo fajnych lat”:

– Ma skończone technikum gastronomiczne, chciałby pójść do szkoły i zostać barberem. (...) Wiem, że ma dobre serce. Gdy był młody, stracił ojca, który zmarł na raka, więc pomagał niepełnosprawnej mamie i siostrze – opowiada młoda mama.

Także wychowawcy zakładu karnego zauważają zmianę w zachowaniu osadzonego. Jak ocenia dyrektor ppłk Ewa Bartkowska:

– Przyznał, że wcześniej był skoncentrowany tylko na sobie, a cała ta sytuacja zmieniła jego myślenie. Musiał patrzeć na dziecko, na żonę i zobaczył, że to oni w tym momencie są najważniejsi, a nie on. Nie wiem, czy to będzie długotrwałe, ale przynajmniej na ten moment widać, że warto było zaryzykować.


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama SWP Strategia 2035
Reklama
Reklama
Reklama