Patrzę na pana Zbyszka ukrywającego się w cieniu Góry Gellerta i myślę: jakżeż zmieniła się nasz ojczyzna od czasów, gdy „uczciwi nie mieli się czego bać”. Wielokrotnie słyszeliśmy te słowa z ust dzisiejszego Budapesztanina, kiedy jeszcze trząsł prokuraturą, a Zjednoczona Prawica demontowała w polskim systemie prawnym jeden bezpiecznik za drugim