Reklama

Ten trzeci w łóżku. Czy ludzkość wyginie przez smartfony?

W ostatnich czterech latach liczba narodzin na Pomorzu i w całej Polsce spadła o kilkanaście procent rocznie. Ekonomiści biją na alarm, eksperci mówią o obciążeniu ochrony zdrowia, a naukowcy, szukając przyczyn, wskazują na… daty wprowadzenia na rynek smartfonów w poszczególnych krajach. Sprawdź, co pokazują najnowsze badania!
randka, smartfon, zdjęcie ilustracyjne
Czy smartfony wpływają na spadek dzietności? Naukowcy analizują związek między technologią, relacjami a kryzysem demograficznym

Autor: Canva | Zdjęcie ilustracyjne

Spadek liczby urodzeń w Polsce i na Pomorzu. Baby-boom oraz nagła katastrofa

Jest rok 2009. W Polsce przychodzi na świat 417,6 tys. dzieci. Demografowie zacierają ręce, media piszą o polskim baby-boomie i największym w XXI wieku tempie przyrostu ludności, wynoszącym 0,1 proc.

Rok później doniesienia już nie są tak optymistyczne. Rodzi się 413 tys. dzieci, a w kolejnych latach jest już coraz gorzej. 

  • W 2025 roku zarejestrowano tylko 238 tys. porodów.
  • Każdego kolejnego roku Polska wyludnia się o kolejnych 155 tys. obywateli. 

Podobnie jest na Pomorzu, chwalonym wcześniej jako region o największej dzietności w kraju.

  • Wystarczy porównać rok 2009, kiedy to pojawiło się 27 064 dzieci, z rokiem 2024, w którym zanotowano 17 621 urodzeń.

O tym, jak dramatyczne mogą być skutki starzenia się społeczeństwa, napisano już dziesiątki prac naukowych. Nie ma kto zastąpić odchodzących na emerytury pracowników. Gospodarka przeżywa stagnację. Spadają składki na ZUS i NFZ. Za to przybywa starszych oraz schorowanych pacjentów.

Smartfony a dzietność. Czy istnieje związek?

Wróćmy jednak do przełomu lat 2009/2010, gdy nagle zaczęło się rodzić coraz mniej i mniej dzieci. Co się wówczas ciekawego w Polsce wydarzyło? 

  • Otóż na nasz rynek w 2010 roku wkroczyła technologia czwartej generacji rewolucjonizująca dostęp do szybkiego Internetu w telefonach.
  • Dziś w rękach Polaków, wliczając w to niemowlęta, jest już ponad 58 mln telefonów komórkowych. Ze smartfonów korzysta 97 proc. rodaków.

„Financial Times” w sobotę, 16 maja opublikował artykuł, który stawia bulwersującą tezę. Opierając się na badaniach Nathana Hudsona i Hernana Moscoso-Boedo z Uniwersytetu w Cincinnati oraz własnych analizach sytuacji demograficznych w krajach Ameryki, Azji, Afryki i Europy, łącznie z Polską, dziennikarze „FT” zauważyli, że nagły spadek dzietności – w biednych i bogatych państwach, od Afryki Subsaharyjskiej, przez Francję, aż po Indonezję i Japonię – zbiega się z datą pojawienia się smartfonów na lokalnych rynkach.

Mniej relacji społecznych, mniej dzieci

– To są punkty zwrotne – piszą autorzy artykułu „Why birth rates are falling everywhere at once” („Dlaczego wskaźniki urodzeń spadają wszędzie naraz”), dodając, że w wielu krajach wskaźnik urodzeń gwałtownie obniżał się po wprowadzeniu smartfonów, niezależnie od wcześniejszego trendu. A im młodsi byli użytkownicy, tym bardziej wyraźny był spadek.

Przyczyna? Otóż smartfony, zdaniem naukowców, zmieniły sposób, w jaki młodzi ludzie spędzają czas ze sobą, drastycznie ograniczając osobiste kontakty towarzyskie i prowadząc do załamania ich płodności. 

  • Jeden z komentatorów przypomina dane ATUS (American Time Use Surwey, czyli ogólnokrajowych badań statystycznych w USA), pokazujących, że nastolatki w tym kraju ograniczyły kontakty społeczne z 68 minut dziennie w 2003 roku do 38 minut w 2019 roku. 

A jeśli nie spotykamy się z innymi ludźmi, trudno znaleźć kogoś do pary. 

– Artykuł jest bardzo frapujący – uważa dr Tadeusz Jędrzejczyk, wicedyrektor Departamentu Zdrowia w pomorskim urzędzie marszałkowskim. 

Nagłośnił te publikację w mediach społecznościowych. 

Na pewno dużo jest na rzeczy. Na Pomorzu i w Polsce liczba narodzin spada od czterech lat o kilkanaście procent rocznie. I obawiam się, że tego spadku nie zatrzymamy.

dr Tadeusz Jędrzejczyk / wicedyrektor Departamentu Zdrowia w UMWP

Ten trzeci w łóżku. Smartfony a relacje partnerskie

W Korei Południowej, gdzie większość młodych kobiet pozostaje bezdzietna, po raz pierwszy opisano zjawisko zwane phubbingiem oznaczające ignorowanie rozmówcy przez skupianie się na ekranie telefonu. 

Jest to równocześnie kraj z największą liczbą rozwodów w Azji, bo zawsze jest ten trzeci w łóżku. Jednak problem spadku dzietności jest, moim zdaniem, bardziej wielopłaszczyznowy. A telefon staje się łatwym celem do bicia.

prof. Marcin Szulc / psycholog z UG

– Też nie jestem przekonany do tej tezy – dodaje dr Krzysztof Martyniak, socjolog i pedagog społeczny, socjoterapeuta w warszawskim liceum.

Kryzys demograficzny ma wiele przyczyn

– Z pewnością wpływa na to wiele różnych czynników. Zrzucanie wszystkiego na smartfony jest trochę zbyt dużym uproszczeniem. Smartfon to narzędzie jak każde inne, jak młotek, czy widelec – zwraca uwagę dr Krzysztof Martyniak.

Poprzednie pokolenia nie miały możliwości korzystania z dobrodziejstw internetowych. Nam była potrzebna druga osoba, jej twarz, zapach, musieliśmy się o siebie ocierać społecznie. Młodzi ludzie obecnie albo tego, mówiąc brutalnie, nie potrzebują, albo to sublimują. Ich relacje, seksualizacja, budowanie tożsamości swojej czy grupowej – wszystko to odbywa się przy pomocy narzędzia, jakie po prostu mają.

dr Krzysztof Martyniak / socjolog i pedagog społeczny, socjoterapeuta

Dr Krzysztof Martyniak przypomina także, że spadek dzietności obserwujemy od bardzo wielu lat. Zmieniają się także, od czasów powojennych, wiek, w jakim na świat przychodzi pierwsze dziecko, oraz to, czy decydujemy się na kolejne dzieci. Czyli – mówiąc krótko – mamy do czynienia ze zmianą modelu życia rodzinnego

– Oczywiście, można na to nałożyć korzystanie ze smartfonów, rozwój technologiczny, zmiany relacji międzyludzkich, rodzinnych, a nawet poszukiwania partnera czy partnerki do seksu, który też się zmienił, bo teraz wystarczy kamera, czasem zdjęcia – podkreśla mój rozmówca. –To wszystko staje się dużym workiem wypełnionym zmianami cywilizacyjnymi i technologicznymi.

Presja sukcesu i wysokie koszty życia. Czy smartfony doprowadzą do wyginięcia ludzkości?

Czy to oznacza, że wyginiemy przez smartfony?

– Tak postawione pytanie może wzbudzać strach – zauważa dr Magdalena Iwanowska z Instytutu Psychologii UG, specjalistka psychologii mediów i edukacji medialnej. – W podejściu do mediów i technologii staram się unikać tzw. paniki technologicznej. To zjawisko nie jest nowe – towarzyszyło nam, np., przy pojawieniu się radia, telewizji i Internetu. Za każdym razem słyszeliśmy, że nowe medium zagrozi więziom międzyludzkim, po czym z czasem okazywało się, że albo dana technologia zanikła, albo – po wprowadzeniu odpowiednich regulacji prawnych – stawała się integralną częścią życia. 

– Zaznaczam, że podejście „bez paniki” nie neguje obaw, są one jak najbardziej uzasadnione, ale zachęca do wyważonej, opartej na dowodach analizy wpływu technologii na nasze funkcjonowanie. A ten wynika z bardzo wielu uwarunkowań. Prawdopodobnie przyczyn spadającej dzietności jest znacznie więcej – dodaje. 

Dr Magdalena Iwanowska zgadza się, że spadek liczby dzieci rzeczywiście zbiegł się w czasie z upowszechnieniem smartfonów i tego, co się w nich znajduje, np. mediów społecznościowych. Badacze oraz badaczki podkreślają jednak, że poza technologiami, za spadkiem dzietności mogą stać głębsze, bardziej kulturowe i ekonomiczne przyczyny. Jakie?

Media społecznościowe a obraz idealnego życia

Pierwszą może być presja na osiągnięcia, charakterystyczna dla kultury neoliberalizmu. Przekaz „musisz być kimś”, tzn. odnieść sukces, sprawia, że młodzi ludzie wchodzą w relacje coraz później albo w ogóle. Najpierw trzeba zdać maturę na wysokim poziomie, potem skończyć studia, osiągnąć określoną sytuację finansową. To przesuwa wiek, w którym w ogóle zaczyna się myśleć o rodzicielstwie. Oczywiście, media społecznościowe mogą mieć udział we wzmacnianiu tego typu przekonań – np. poprzez pokazywanie wyidealizowanych obrazów życia, w których ludzi stać na drogie podróże czy gadżety.

dr Magdalena Iwanowska z Instytutu Psychologii UG, specjalistka psychologii mediów i edukacji medialnej

Kolejny powód, na który zwraca uwagę badaczka, to kulturowo promowany indywidualizm, który zachęca do niezależności i samostanowienia. Po raz pierwszy w historii mamy społeczną akceptację dla osób, które nie żyją w parze ani nie zakładają rodziny. Tu również swój wkład mają media społecznościowe.

Do tego, jak uważa ekspertka, należy dodać kwestie ekonomiczne i związane z bezpieczeństwem, czyli rosnące koszty życia i wychowania dzieci, niedostępność mieszkań oraz niepewność geopolityczną i klimatyczną. Wiele młodych osób świadomie rezygnuje z rodzicielstwa, uznając, że świat, w którym żyjemy, nie jest bezpiecznym miejscem. 

– W tym przypadku media społecznościowe (ale te tradycyjne też) także mogą pełnić ważną rolę. W końcu to one nieustannie informują o różnych zagrożeniach – mówi dr Magdalena Iwanowska.

Problemy zdrowotne i zmiana oczekiwań wobec partnerów

Do tego dochodzą czynniki zdrowotne. Obserwujemy coraz więcej chorób cywilizacyjnych. Ich efektem mogą być bezpłodność kobiet, a szczególnie – bezpłodność mężczyzn. 

– Młodzi chłopcy nierzadko nie są zainteresowani budowaniem swojej atrakcyjności seksualnej z dziewczyną – twierdzi dr Krzysztof Martyniak. – Wolą spędzić więcej czasu na siłowni, a to się z kolei wiąże z braniem sterydów i środków psychoaktywnych niezwiązanych z alkoholem, bo „pozwalających” prowadzić samochód.

Dr Magdalena Iwanowska przypomina także o różnych oczekiwaniach kobiet i mężczyzn oraz problemie luki edukacyjnej, gdzie to panie są lepiej wykształcone od panów, którzy nie spełniają oczekiwań potencjalnych partnerek.

– Stąd istotną kwestią jest migracja wykształconych kobiet z mniejszych do większych ośrodków – uważa z kolei dr Krzysztof Martyniak. – Nie widząc perspektyw ze swoim wykształceniem, zostawiają chłopaków w rodzinnych miejscowościach i jadą do dużych miast. I tam szukają mężów, nierzadko na tzw. rynku wtórnym, czyli po 40. Oznacza to przesunięcie wieku dzietności oraz spadek urodzeń w mniejszych ośrodkach.

Wyniki badań opublikowane w „Financial Times” nie wskazują jednak, że to pęd kobiet do nauki blokuje decyzje o zostaniu mamą.  

  • Okazuje się, że w wielu krajach spadek liczby urodzeń i par jest znacznie większy wśród osób z najniższym wykształceniem oraz najniższymi dochodami.
  • Z kolei odsetek absolwentów uniwersytetów tworzących pary i posiadających dzieci jest stabilny, a nawet rośnie.

Jak zatrzymać spadek dzietności?

 – Na pewno nie można stwierdzić, że to smartfony stoją bezpośrednio za kryzysem demograficznym – mówi dr Magdalena Iwanowska. – Sami autorzy badania, o którym pani wspomina, zastrzegają, że smartfony nie wywołały spadku dzietności od zera – prawdopodobnie jedynie go przyspieszyły.

Jak więc zwolnić ten bieg ludzkości ku zagładzie? Kolejne państwa wprowadzają „bonusy na dziecko”, licząc, że zachęta ekonomiczna wpłynie na chęć posiadania potomstwa. W Polsce także mamy od lat taki program, najpierw 500, a następnie 800 złotych plus, co jednak nie odwróciło niekorzystnego trendu. 

Problemem w wielu miejscowościach nie jest już znalezienie miejsca w przedszkolu czy żłobku. Pozostaje, do dziś nierozwiązana, kwestia mieszkań dla młodych.

Można jednak licytować się na większe dodatki, można szukać wsparcia socjalnego, ale nic się nie zmieni, póki młode osoby nie znajdą partnerów, z którymi zechcą założyć rodzinę. A nie znajdą, jeśli nie zaczną się, jak ich rodzice i dziadkowie, spotykać z rówieśnikami. Może mniej atrakcyjnymi od smartfona, ale żywymi ludźmi, oferującymi dotyk, przytulenie.

– Trzeba jakoś sobie poradzić – mówi dr Tadusz Jędrzejczyk. – Choć jest duży kłopot. Pozostaje pytanie, czy trzeba dawać dziecku smartfon na I komunię. A może dopiero po ukończeniu 16. roku życia?

W kolejnych krajach trwają prace nad odcięciem dzieci i nastolatków od głównych mediów społecznościowych. Zaczęło się od Australii, gdzie zakaz obejmujący osoby do ukończenia 16. roku życia argumentowano odcięciem najmłodszych od szkodliwych treści. 

  • Regulacje w tej kwestii przygotowuje także Unia Europejska, przepisy zaostrzają lub chcą zaostrzyć Dania, Francja, Grecja, Włochy

Także w Polsce mają zostać wprowadzone ograniczenia dla dzieci do 15. roku życia., a od września tego roku resort edukacji wprowadza zakaz używania smartfonów w szkołach podstawowych.

Smartfon zamiast relacji?

Czy to jednak zmieni nasze zachowania społeczne i sprawi, że zechcemy mieć dzieci? W końcu smartfon nie siusia w pieluchy, nie płacze, a wyłączony – nie budzi nocą. Tylko przytulić się trudno.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama