Reklama

W bólach dzieci rodzisz będziesz. Lęk i trauma polskich matek

O tym, co czuje kobieta i jak jej obawy mogą przełożyć się na moment narodzin dziecka opowiada d.r hab. Anna Michalik, dyrektor Instytutu Pielęgniarstwa i Położnictwa Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego
Jak obawy kobiety przełożyć się na moment narodzin dziecka
Żeby poród dobrze szedł, kobieta musi się czuć bezpiecznie, nie może być w lęku

Autor: Canva | zdjęcie ilustracyjne

Czy kobiety w Polsce obawiają się porodu?

Trafiła pani w mój czuły punkt. Rzeczywiście, mamy bardzo mocne przesłanki by uznać, że kobiety w Polsce bardzo boją się porodu. Świadczy o tym bardzo wysoki odsetek cięć cesarskich w naszym kraju.

Jak duży?

Co drugie dziecko w Polsce rodzi się przez cięcie cesarskie. Natomiast duże badania epidemiologiczne mówią, że zależność pomiędzy wykonywaniem cięć cesarskich, a zmniejszaniem śmiertelności matki i dziecka zanika wtedy, kiedy cięć cesarskich jest około 19 proc. w populacji. Większa ilość cięć tak naprawdę nie ma wpływu na zmniejszenie umieralności matek i dzieci.

Można w związku z tym założyć, że wysoki odsetek chirurgicznych metod zakończenia ciąży wynika z czynników pozamedycznych.

Przez strach wybieramy stół operacyjny zamiast rodzenie dziecka w bólu?

I tu dotykamy kolejnego problemu, czyli niskiego poziomu dostępu rodzącej kobiety do znieczulenia zewnątrzoponowego, które jest najbardziej skuteczną metodą znoszenia bólu porodowego. Jeszcze dwa lata temu mogło z niego skorzystać zaledwie 14 proc. kobiet. Obecnie, po wprowadzeniu przez Ministerstwo Zdrowia różnych benefitów dla szpitali, sytuacja nieco się polepszyła, aczkolwiek nadal nie jest zadowalająca. I kobiety rzeczywiście boją się bólu, a także relacji z personelem medycznym. W Polsce spotykamy bowiem swoją położną dopiero na sali porodowej. Nie ma możliwości nawiązania wcześniejszej relacji, która w porodzie jest wszystkim. Żeby poród dobrze szedł, kobieta musi się czuć bezpiecznie, nie może być w lęku.

Lęk wpływa na jakość porodu?

Oczywiście! Mamy bardzo mocne dowody naukowe na to, że poród w lęku trwa dłużej, notuje się też więcej interwencji, łącznie ze śródporodowym cięciem cesarskim powodu np. braku postępu porodu. Tymczasem śródporodowe nagłe cięcie cesarskie oraz porody instrumentalne, wspomagane próżnociągiem czy kleszczami tworzą szczególnie traumatyczne wspomnienia z sali porodowej. W 2019 r. przeprowadziłam badania ponad tysiąca kobiet niskiego ryzyka położniczego, czyli zdrowych, bez wskazań do cięć cesarskich. Wynik był dla mnie szokujący. Otóż w tej populacji kobiet panie, które urodziły wcześniej dziecko siłami natury, w kolejnej ciąży miały wyższą preferencję cięcia cesarskiego, niż te, które były w ciąży po raz pierwszy. Oznacza to, że doświadczenie porodu drogami i siłami natury jest na tyle trudne, że w kolejnej ciąży kobiety są bardziej skłonne, by szukać możliwości urodzenia przez cięcie cesarskie, niż żeby jeszcze raz przeżywać to doświadczenie.

Może jest to także jeden z powodów, dla których większość kobiet poprzestaje na jednym dziecku?

Niestety, tak. Kiedy zaczynałam pracę jako położna 20 lat temu, mieliśmy około 350-400 tysięcy porodów rocznie. W ub. roku było w Polsce 238 tysięcy porodów. To najniższy wynik od II wojny światowej, wręcz drastyczny spadek. Obawiam się, że liczba narodzin będzie się w dalszym ciągu zmniejszać. Jest to oczywiście związane z innymi czynnikami, ale także z niepewnością matek. Spójrzmy, co cały czas dzieje się wokół zmian w ustawie dopuszczającej przerwanie ciąży. Do tego dochodzi zamykanie w tym toku już kilkudziesięciu oddziałów porodowych oraz degradacja zawodu położnej.

W ostatnich miesiącach przed szpitalami przeprowadzającymi legalne aborcje odbywają się regularne protesty. Tak dzieje się m.in. na gdańskiej Zaspie, gdzie protest zorganizowano „przy okazji” bezpłatnych warsztatów dla ciężarnych pod hasłem „Ballada z położną”. Czy nie jest to traumatyzowanie kobiet, które chcą bezpiecznie urodzić zdrowe dzieci?

Z pewnością. Koleżanki położne, pracujące na Zaspie, mówią, że zarówno one, jak i pacjentki bardzo to przeżywają. Trzeba wiedzieć, że w szpitalu św. Wojciecha ginekologia usytuowana jest na poziomie zero. Pojawiają się obawy, że za chwilę ktoś wtargnie na oddział i będą problemy. Niewiarygodne, że nadal możliwe są takie akcje, zagrażające pacjentkom i personelowi medycznemu. Kilka miesięcy miasto Gdańsk miało zakazać protestów przed szpitalami, ale ponoć wystąpiły jakieś kwestie prawne.

Co jeszcze sprawia, że nie umiemy odpowiednio zadbać o przyszłe matki?

Obecny system jest bardzo rozproszony. Z kobietą w ciąży pracuje kilku specjalistów, w tym położna, lekarz, może też psycholog, dietetyk, fizjoterapeuta. Wzajemnie o sobie nie wiemy, a jedynym naszym źródłem informacji jest sama ciężarna, ewentualnie papierowa dokumentacja którą ona przyniesie. Nie porozumiewamy się ze sobą, co nam daje poczucie mniejszej sprawczości. Ponadto system prowadzenia ciąży w Polsce zakłada bardzo dużą medykalizację. Robimy chociażby bardzo dużo badań USG. Równocześnie większość przyszłych matek w naszym kraju, myślę, że na poziomie już 80 proc. prowadzi ciążę poza systemem finansowanym przez państwo, czyli w gabinetach prywatnych. Dzieje się tak zwłaszcza w dużych miastach, przy czym wiele kobiet prowadzi ciążę podwójnie. Chodzą do NFZ, żeby mieć badania za darmo, potem wracają do prywatnych gabinetów. Tak czy inaczej, nie zapewnia to ciągłości opieki. Chociaż z drugiej strony od niedawna finansowane jest też prowadzenie ciąży przez położną.

Czym różni się opieka położnej od opieki lekarza?

Położne są po to, by wspierać fizjologię. Mają rozpoznać granicę, kiedy pacjentkę wymagającą specjalistycznego leczenia należy wysłać dalej. Jesteśmy trochę inaczej kształcone, niż lekarze. Lekarze są nauczani w nastawieniu na komplikacje, a my na utrzymanie fizjologii. Uważam, że poszerzenie roli położnych w prowadzeniu ciąży zwiększałoby poczucie bezpieczeństwa kobiet.

Ostatnio zrobiło się głośno o kształceniu położnych. Resort zdrowia wpadł na pomysł, by położne musiały skończyć najpierw studia pielęgniarskie, a potem dodatkowy, 18-miesięczny kurs.

Absurdalna sytuacja, powiem szczerze. To próba narzucenia z góry, bez konsultacji społecznych, innej ścieżki dojścia do zawodu, co przyniosło masowe protesty. Idea zawodów pielęgniarki i położnej jest inna. Pielęgniarki są kształcone, by być z człowiekiem chorym, bądź stosować działania edukacyjne, profilaktyczne. My wprawdzie też jesteśmy kształcone, żeby towarzyszyć kobiecie czy noworodkowi w chorobie, ale jednocześnie stoimy na staży fizjologii. To trochę inne podejście do filozofii zawodu. Inna sprawa to pomysł, by w półtora roku zmieścić wszystko, co stanowi o jądrze zawodu położnej, czyli neonatologię, położnictwo, prowadzenie porodu. Do tego dochodzi ginekologia, przedmioty związane ze zdrowiem reprodukcyjnym, diagnostyką prenatalną. Warto dodać, że sama specjalizacja ginekologiczno-położnicza u lekarzy trwa pięć lat.

Kolejny punkt zapalny to sugestia, by SOR-y zastępowały oddziały porodowe.

Poród to jedna sprawa, ale pozostaje jeszcze zaplecze neonatologiczne. Jeżeli noworodek będzie potrzebował wsparcia, niezbędny jest zarówno zarówno sprzęt, jak i specjalista. I co wtedy? Kto zapewni noworodkowi wsparcie oddechowe? Mówi się o transporcie dziecka do większego ośrodka, ale jeśli będzie ono w stanie ciężkim, to trudna sprawa. 

Jak kompleksowo zapewnić poczucie dobrostanu matkom i noworodkom? Przed porodem, w jego czasie i zaraz po narodzinach dziecka?

Przede wszystkim konieczna jest redukcja kobiecego lęku i zapewnienie dobrego, bezpiecznego porodu. Można to zrobić np. przez zapewnienie ciągłości opieki. Trzeba pamiętać, że poczucie bezpieczeństwa jest dla rodzącej kobiety równie ważne, jak bezpieczeństwo medyczne. Dalej – specjaliści opieki okołoporodowej powinni zwracać uwagę na objawy podwyższonego poziomu lęku czy braku wsparcia społecznego. W takich przypadkach warto wiedzieć, jak pokierować kobietą – gdzie może ona skorzystać z porady prawnika, pracownika socjalnego, psychologa. Warto też umożliwić kobietom rozmowę na temat przeszłych trudnych wydarzeń w ich historii położniczej – chodzi o tzw. rekonstrukcję poznawczą, czyli między innymi o zmierzenie się z być może nieprawdziwymi czy błędnie rozumianymi przekonaniami na temat ciąży i porodu, a także uświadomienie kobiecie, że to, co się wydarzyło np. przy poprzednim porodzie, wcale nie musi się powtórzyć. A proszę mi wierzyć, że często to są bardzo trudne historie. Rozmawiajmy, dlaczego ten poród przebiegał tak, a nie inaczej? Czy to musiało się tak wydarzyć? Dlaczego podjęto określoną decyzję w tamtym momencie?

I to pomoże?

W zeszłym roku w lipcu byłam na stażu w Dublinie w Irlandii. Widziałam, jakie efekty przynosi dodatkowe wsparcie kobietom, które będąc w lęku, potrzebują takiego przygotowania. Nawet przez rok po porodzie kobieta może wrócić do szpitala i porozmawiać z wykwalifikowaną położną o tym, jak wyglądał jej poród. Chodzi o to, żeby wytłumaczyć kwestie, które przez kobiety odbierane są jako trudne. Usługa ta nazywa się birth reflections. Jeśli chodzi o nadzór medyczny, robimy to profesjonalnie. Natomiast w obecnej fragmentaryzacji działań, w pośpiechu zapominamy o prostych rzeczach. O tym, co czuje kobieta i jak jej obawy mogą przełożyć się na moment narodzin dziecka.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama