Gorące dyskusje i pierwsze emocje
Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni rozpędza się. Są już pierwsze rozczarowania i oczarowania, gorące dyskusje i podziały. Bo nie od dziś wiadomo, że polskie kino dzieli. I nie da się zdefiniować, dlaczego do jednego widza film trafia, a do innego nie. Marek Koterski kiedyś powiedział, że kiedy 300 osób ogląda jeden film, to tak jakby te osoby oglądały 300 różnych filmów. Każdy z nas ma swój seans, swoje przeżycia i emocje. To jest magia kina – odkrywanie...
„Czas, który nie nadszedł”. Pierwsza polska dystopia
Drugi dzień festiwalu stał pod znakiem filmu z Agatą Kuleszą "Czas, który nie nadszedł" w reżyserii Julii Rogowskiej.
Kulesza, jak wiadomo, to aktorska marka nie do podrobienia. Nic dziwnego, że film z jej udziałem wzbudzał zainteresowanie. Zwłaszcza, że jest to pierwsze, polskie kino dystopijne i futurystyczne.
Co jest tematem filmu? Najkrócej mówiąc, w świecie, w którym starzenie stało się największym tabu, miłość okazuje się jeszcze trudniejsza niż przemijanie. Ona odmówiła „wiecznej młodości”, on ją wybrał.
Sara (w tej roli Agata Kulesza i jej partner Oskar (Dobromir Dymecki) planowali zestarzeć się razem naturalnie. Dokonali jednak odmiennych wyborów. Sara pozostała wierna naturalnemu biegowi życia, Oskar skorzystał z kuracji antygenetycznej, zapewniającej młodość i miejsce w nowym społeczeństwie. Po latach niespodziewanie się spotykają - dzieli ich wygląd, łączy brak odpowiedzi na pytania spychane przez lata na drugi plan. Czy uczucia mogą przetrwać czas i nieodwracalne zmiany? Czy można być wolnym w świecie, który odmawia prawa do przemijania?

Reżyserka Julia Rogowska oraz scenarzystka Małgorzata Piłacińska opowiadały, że początkowo marzyły o takich aktorkach jak Andie McDowell czy Meryl Streep, ale świetnie, że na tę rolę przystała Agata Kulesza. Dla nas było ważne, żeby ta energia, którą miała Sara, była też w naszej aktorce. I Agata, po prostu, ją miała.
Obie tłumaczą, że pomysł na film zaczął się od bohaterki, a nie od historii. Chciały, żeby bohaterką była kobieta dojrzała.
– Miałyśmy poczucie, że oglądamy na ekranie kobiety, które są w okresie dojrzewania, a my chciałyśmy bohaterki, która coś już przeszła w życiu. Przyniesie ze sobą jakieś doświadczenia i wie czego chce - mówiła reżyserka.
Julia Rogowska bardziej chciała pokazać świat science fiction, a dla Małgorzaty Piłacińskiej ważne było filmowe love story. Całość dała dobry efekt.
Dla reżyserki to debiut filmowy pełnometrażowy.
Występujący w drugoplanowej roli Bartosz Bielenia mówił nieco żartobliwie podczas konferencji prasowej:
– Kiedy spotkaliśmy się z Julią, żeby porozmawiać o mojej postaci, to jedno z pierwszych jej zdań brzmiało tak, że bardzo jej się podoba wizja, że mnie szybko zabije. Mnie to kupiło z miejsca. Pomyślałem, że jeśli ktoś chce mnie zabić, to ma silne uczucia wobec mnie i na pewno będzie nam się ciekawie pracowało.
Dla mnie to też historia niespełnionej miłości między moim bohaterem, a Sarą. To uczucie jest jak piękna, wielka obietnica czegoś niemożliwego - kontynuował.
„Czas, który nie nadszedł” był współfinansowany przez Gdański Fundusz Filmowy.
„Syrenka Picassa”. Spacer przez polską historię
Innym filmem, który można było obejrzeć drugiego dnia festiwalu była "Syrenka Picassa" festiwalowego weterana, można powiedzieć, Janusza Zaorskiego.
Ten rysunek Picassa z 1948 roku był takim pretekstem, żeby pójść przez Polskę, od tamtego roku aż do czasów współczesnych - mówi reżyser.

Bohaterka filmu Mary przypadkowo odkrywa Syrenkę narysowaną na ścianie swojego małego mieszkania w Warszawie. Okazuje się, że narysował ją Pablo Picasso podczas swojej wizyty w roku 1948! Kobieta jest zachwycona, nie zdaje sobie jednak sprawy, że Syrenka postawi jej życie na głowie. Za ścianą mieszka Radomski, starszy mężczyzna, emerytowany dziennikarz, który pamięta wizytę Picassa. Odkrycie Syrenki wcale mu się nie podoba. Wracają do niego sprawy z przeszłości. Przeważnie te, o których zdążył już zapomnieć. Wraca myślami do wizyty Picassa, a także do losów sąsiadów, którzy w zamian za otrzymane mieszkanie musieli pokazywać Syrenkę wszystkim zainteresowanym.
W rolach głównych Andrzej Seweryn i Magdalena Koleśnik.
„Dobry chłopiec”. Thriller, który wywołuje ciarki
Widzowie mogli jeszcze obejrzeć „Dobrego chłopca” Jana Komasy, naszego eksportowego reżysera, który już kręci w różnych miejscach na świecie.

"Dobry chłopiec" to psychologiczny thriller, który chwilami wywołuje ciarki na skórze. Dziewiętnastoletni Tommy lubi beztroskie, pełne używek i lekkomyślnej przemocy życie. Pewnej nocy zostaje porwany przez nieznajomego, Chrisa. Po obudzeniu się w piwnicy położonego na uboczu domu, chłopak jest poddawany pewnej „tresurze”, która ma z niego zrobić „dobrego chłopca”. Pytanie: jak daleko można się posunąć w tej resocjalizacji? I czy ona odnosi skutek?
Ten film ma międzynarodową obsadę. Występują m.in. Stephen Graham, Andrea Riseborough i Anson Boon.




Napisz komentarz
Komentarze