Filmy pooglądane. Bankiety odespane. 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za nami. Co prawda niektórzy krytycy narzekają, że mało było filmów udanych, ale krytycy, jak sama nazwa wskazuje, głównie... krytykują. A to widzowie zdecydują, czy mają rację, czy nie.
Do końca nie było pewne, który film dostanie Złote Lwy. Jeszcze przed rozpoczęciem festiwalu suflowano, że to czarno-biała "Ojczyzna" Pawła Pawlikowskiego - polski kandydat do Oscarów sięgnie po tę statuetkę. Ale jury nagrodziło również czarno-biały film "Przez ścianę".
Wieczorna gala, w sobotni wieczór rozpoczęła się od przejścia ekip filmowych po czerwonym dywanie. Mieliśmy tym razem prawdziwy wysyp gwiazd i kandydatów na nie. A potem już powoli zaczęto odsłaniać kolejne karty werdyktu
Mała gala to preludium do gali rozdania najważniejszych nagród gdyńskiego festiwalu. Triumfatorem było "Przez ścianę" Macieja Sobieszczańskiego, Film w piątkowy wieczór dostał nagrodę od dziennikarzy, Stowarzyszenia Kin Studyjnych, nagrodę "Don Kichota" oraz Festiwali i przeglądów filmu polskiego za granicą.
Festiwal i po... festiwalu. Prawie, bo jeszcze przed nami sobotnia gala rozdania nagród i zaspokojenie ciekawości - kto w tym roku zdobędzie Złote Lwy. Tym razem w kuluarach ścigają się dwa tytuły. Jeden to „Przez ścianę” Macieja Sobieszczańskiego, a drugi to „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego - polski kandydat do przyszłorocznego Oscara.
To był festiwalowy dzień pełen wzruszeń. Sandra Drzymalska opowiadając o Violetcie Villas, nie mogła powstrzymać łez. O wzruszających scenach mówiono po filmie "Mniej obcy", którego bohaterem jest Jan Borysewicz z Lady Pank. Wreszcie prawdziwie poraził i olśnił film "Przez ścianę", o wielkiej miłości w strasznych czasach, z fenomenalną rolą Marii Dębskiej.
Love story z PRL-u oraz filmowa baśń, która zaczyna się od słów "nigdzie w przyszłości". A na finał "Pojedynek" z aktorem "Gry o tron".
"Dobry chłopiec", "Syrenka Picassa" i "Czas, który nie nadszedł" czyli od thrillera psychologicznego do pierwszej, polskiej, filmowej dystopii. w drugim dniu gdyńskiego festiwalu.
FPFF w Gdyni, w poniedziałek 21 września, rozpoczął swoją podróż w drugą pięćdziesiątkę. Miejmy nadzieję, że będzie ona udana jak ta pierwsza pięćdziesiątka. Na razie, na starcie wydaje się ona bardzo ciekawa, z mocnym początkiem. Bo festiwal otworzył film Jana Holoubka, reżysera, który tym razem do Gdyni przyjechał z filmem "Dziki dziki wschód" i grupą polskich gwiazdorów.
Nasze kino nie daje się, na szczęście, zamknąć w jednej szufladce. Prowadzi nas szeroko, różnymi ścieżkami. A słowem, które najbardziej oddaje charakter polskiego kina jest nadal różnorodność - mówi Joanna Łapińska, dyrektorka artystyczna 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni
Gdybyśmy chcieli w ciągu tygodnia uczestniczyć we wszystkich projekcjach, spotkaniach i wydarzeniach towarzyszących festiwalu, to musielibyśmy mieć co najmniej trzy życia. FPFF rozrasta się, czyniąc tym samym Gdynię we wrześniu każdego roku polskim Cannes. Już za kilka dni, w poniedziałek, 21 września, gala otwarcia i film „Dziki, dziki wschód” Jana Holoubka będą symboliczną chwilą rozpoczęcia największego filmowego święta ludzi kina i jego fanów.
To pierwszy, polski horror inspirowany lokalnym folklorem i mrocznymi opowieściami. Film po raz pierwszy zostanie pokazany na 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w sekcji Perspektywy.
Dzięki reklamom możemy codziennie publikować wiadomości z całego Pomorza całkowicie za darmo. Wyłączenie blokady reklam to realne wsparcie lokalnych mediów