Reklama

Od PRL-u do przyszłości. Trzeci dzień FPFF pełen kontrastów

Love story z PRL-u oraz filmowa baśń, która zaczyna się od słów "nigdzie w przyszłości". A na finał "Pojedynek" z aktorem "Gry o tron".
Trzeci dzień FPFF w Gdyni: miłość, futurystyka i wojenny „Pojedynek”
Trzeci dzień FPFF w Gdyni: miłość, futurystyka i wojenny „Pojedynek”

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni na dobre się rozkręcił. Przybywa gwiazd i kandydatów na gwiazdy. A na wiele seansów bilety są już wyprzedane.

„Nasza rewolucja”. Miłość silniejsza niż represje

Środowy poranek zaczął się od „Naszej rewolucji" filmu Piotra Domalewskiego, który Złote Lwy odebrał nie dalej jak przed rokiem za „Ministrantów" (wcześniej jeszcze za "Cichą noc"). Nic dziwnego, że na filmowy obraz wielkiej miłości opozycjonisty Jacka Kuronia i jego żony Gajki czekaliśmy z dużą ciekawością.

„Nasza rewolucja" to historia miłości silniejszej niż strach, represje i polityczna przemoc. To opowieść o dwojgu ludziach, którzy wierzyli, że razem mogą zmieniać świat i którzy tę wiarę potrafili przekuć w działanie. On – charyzmatyczny, bezkompromisowy, gotowy zapłacić najwyższą cenę za swoje przekonania. Ona – odważna, pełna ciepła i determinacji, cicha siła stojąca u podstaw wspólnej walki. Ich uczucie nie jest tłem dla historii – jest jej sercem i motorem - twierdzą twórcy filmu.

„Nasza rewolucja"
„Nasza rewolucja" (fot. FPFF)

Piotr Domalewski mówi, że to ta historia go znalazła, a nie on ją.

– Mam takie wrażenie, że jak się robi kino, które portretuje się prawdziwych ludzi, których znaliśmy nie tylko ze zdjęcia, ale czasami osobiście, to wydaje mi się, że uczciwe wobec widza jest to, żeby odtwórcy ról nam tych bohaterów trochę przypominali. To rodzaj takiej niepisanej umowy, ale pozwala łatwiej wejść w tę historię. Mieliśmy trudne zadanie, ale cieszę się, że z tego zdania się wywiązaliśmy - tłumaczy.

W roli Jacka Kuronia występuje Arkadiusz Jakubik, który przygotowywał się do tego sześć lat.

– Pamiętam moje rozmowy z reżyserem i producentem, żeby Jacka nie pokazywać jako świętego, jako bohatera, tylko żeby przemycić najwięcej tych niefajnych rzeczy, co było w nim pod spodem. To dla mnie jako człowieka, jako aktora i potencjalnego widza jest najciekawsze. I nie powiem nic odkrywczego, ale po tym filmie została mi jedna rzecz, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, miłość jest najważniejsza. Miłość i zdrowie - opowiada.

Nie chciał naśladować Kuronia, bo to mogło prowadzić do parodii i komedii na ekranie. I rzeczywiście na ekranie nie widzimy Jakubika, tylko granego przez niego bohatera.

Aktor wspominał jak w marcu, kiedy w Europejskim Centrum Solidarności pokazywano kilka fragmentów filmu, podszedł do niego przyjaciel Kuronia - Seweryn Blumsztajn. To pan gra Jacka Kuronia - spytał. No tak, chyba tak. Na co on odpowiada: nie zazdroszczę panu i odchodzi. W tym jest cała kwintesencja tego, z czym musiałem się zmierzyć. A potem kiedy obejrzał te pierwsze prezentowane fragmenty filmu doparł: - Nie wiem, tu nie ma Jacka. Jest człowiek i są emocje.

Do samego momentu rozpoczęcia zdjęć rozmawiałem godzinami z Piotrem (reżyserem - dop. aut.), żeby mi coś podpowiedział, pomógł podjąć decyzję.

– Ale musiałem sam wziąć na siebie tę odpowiedzialność. Mogłem wejść bardzo głęboko w buty Jacka Kuronia i jego niebywałej charakterystyczności, z tą zachrypniętą barwą głosu i niebywałą gestykulacją, ale doszedłem do wniosku, że nie tędy droga. Że to naśladowanie tej jego charakterystyczności sprawi, że zapomnimy o człowieku - tłumaczy Jakubik. I dodaje: - Bardziej zawierzyłem własnej intuicji zwyczajnego widza, dla którego najważniejsze w kinie są emocje. Zostawiłem tylko jedną, charakterystyczną cechę Jacka Kuronia, czyli palenie papierosów. Umówiłem się z reżyserem, Piotrem Domalewskim, że mój bohater pali niemal w każdej scenie, w każdym ujęciu. To był czas, kiedy paliło się niemal wszędzie, nawet w szpitalu, czy na sali sądowej. Trudno nam było znaleźć sceny, w których Jacek byłby bez papierosa.

„Nasza rewolucja" (fot. FPFF)

Gajkę Kuroń zagrała Magdalena Popławska. I jej rola jest bardzo dramatyczna. Gra żonę opozycjonisty, matkę, ale sama też wspiera tę walkę. Nie dożywa jednak czasów, kiedy Polska staje się wolna.

Magdalena Popławska gra Gajkę w sposób nieprzerysowany. Ona też decydowała o tym, gdzie stawiać przy swoje postaci akcenty.

– Cieszę się, że powstał ten film, bo właśnie wyciągamy z niebytu kolejną kobietę, o której niewiele wiadomo. Nie znałam dobrze swojej bohaterki, kiedy szłam na casting. Może się nie powinnam do tego przyznawać (śmieje się). Ale nareszcie wyciągamy na światło dzienne kobiety, które w tej walce o wolną Polskę nie były frontmenkami, ale miały bardzo duży udział.

W filmie syna Kuroniów Maćka zagrał... syn Arkadiusza Jakubika - Jakub - scenarzysta i reżyser, ale nie aktor. Ale czasami robi wyjątki, jak w tym przypadku. O swoim bohaterze czyli Maćku Kuroniu opowiada wprost, że miał „przerąbane" i to przez rodziców, bo to oni działali w opozycji, a on był największą ofiarą.

„Hot Spot”. Dystopia, która dzieli widownię

Drugim filmem, równie oczekiwanym, chociaż już dzielącym mocno widownię był „Hot Spot" Agnieszki Smoczyńskiej, która również na swoim koncie ma Złote Lwy i inne nagrody gdyńskiego festiwalu.

Dla wielu widzów ten futurystyczny film jest jak lustro, w którym się przeglądamy. Punktuje nasze bolączki i strachy, jakimi żyjemy. I robi to, wykorzystując parodię, a nawet kicz. Dla twórców - jak sami o tym mówią - „Hot Spot" to rodzaj baśni, która zaczyna się od słów „nigdzie w przyszłości". Ale dla wielu fanów science fiction, ten film to obraza. A reżyserka ma już swoich psychofanów, którzy za ten film "dają jej po twarzy" - jak to sama określa.

"Hot Spot"
"Hot Spot" (fot. FPFF)

O czym opowiada „Hot Spot”? W (nie)dalekiej przyszłości światem rządzi wszechobecna sztuczna inteligencja, kontrolująca niemal każdy aspekt życia. Skąd my te lęki znamy? – chciałoby się powiedzieć. Wszyscy w tym świecie są ze sobą nieustannie połączeni, a samotność staje się luksusem, który może mieć poważne konsekwencje. Gdy do miasta przybywa grupa religijnych wyznawców żyjących poza cyfrowym systemem, dochodzi do brutalnego morderstwa. Przybyszom przewodzi magnetyczna Rana, budząca jednocześnie niepokój i fascynację. Prowadzący śledztwo detektyw szybko odkrywa, że zbrodnia jest jedynie początkiem wydarzeń, podważających fundamenty rzeczywistości opartej na technologicznej kontroli. 

W filmie główną męską rolę gra Andrzej Konopka, a w kobiecych rolach widzimy Noomi Rapace - szwedzką aktorkę, znaną m.in. z filmu „Millenium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” jako Lisbeth Salander oraz Reikę Kirishimę z Japonii.

Agnieszka Smoczyńska wspomina, że kiedy po raz pierwszy czytała scenariusz i okrywała, co to jest za historia i co to za bohater, nie mogła się od niego oderwać.

– Przechodziłam z jednej konwencji w drugą i szłam za tym bohaterem, mężczyzną w średnim wieku, z wielkimi kolczykami w uszach, ubranym w obcisły kostium motocyklisty. I zrozumiałam, że w tym scenariuszu udało się złapać emocje współczesnego świata. A emocją współczesnego świata jest... lęk. I wtedy od razu zobaczyłam w tej roli Andrzeja Konopkę (prywatnie męża reżyserki), który ma w sobie sporo dystansu i poczucia humoru, jak bohater. I Andrzej jako człowiek i aktor potrafi ten lęk z siebie wydobyć i nie boi się z nim skonfrontować. To było coś, co opisywało DNA współczesnego świata - mężczyznę, który jest ojcem, ma pracę, żyje w tym systemie, jest mu dobrze i nagle kiedy spotyka się z czymś co mu jest nieznane, boi się tej konfrontacji otwarcia na to inne i totalnie się rozkłada. To było coś, co we mnie rezonowało. I jednocześnie ta cała zabawa gatunkami też mi się spodobała. Nazwaliśmy to sobie surrealną baśnią - wyjaśnia reżyserka.

Film już w piątek, 25 września wchodzi do kin.

„Pojedynek”. Polska historia i gwiazda z Westeros

Swoją premierę przed kilkoma miesiącami miał inny, festiwalowy konkurent do Złotych Lwów - „Pojedynek" Łukasza Palkowskiego.

To przede wszystkim pojedynek aktorskiej gry polskiej i irlandzkiej gwiazdy: Jakuba Gierszała i Aidana Gillena. Irlandczykowi światową rozpoznawalność przyniosły takie produkcje, jak „Prawo ulicy”, a przede wszystkim „Gra o tron” czy rola w „Bohemian Rapsody”.

"Pojedynek" (fot. FPFF)

W kobiecej, pierwszoplanowej roli, zobaczymy Julię Pietruchę, kiedyś serialową „Blondynkę”, która na pewien czas karierę aktorską i piosenkarską porzuciła dla podróży kamperem z rodziną po świecie, żeby ostatecznie, jak podają media plotkarskie, zacumować w Gdańsku.

„Pojedynek" wraca do czasów II wojny światowej. Konkretnie do 1939, kiedy świat pogrąża się w chaosie, a tysiące wybitnych Polaków trafia do rosyjskiej niewoli, w której próbuje się ich indoktrynować. W filmie obserwujemy psychologiczny pojedynek pomiędzy agentem wroga, a polskim jeńcem – światowej sławy młodym pianistą, który cieszy się szacunkiem współosadzonych. Agent próbuje złamać jego opór.

Niektórzy niesłusznie uważają, że to taki drugi „Katyń". Ale nie. Ten film dzięki Palkowskiemu nie ma patosu. A jednocześnie zawiera historyczną przestrogę, nie tylko kryjącą się w słowach jednego z bohaterów "Pojedynku" - radzieckiego agenta NKWD ( w tej roli Aidan Gillen ), że "wy Polacy jesteście tacy łatwowierni". Opisywana historia, częściowo prawdziwa, jest niezwykle dramatyczna i ciekawa, łącznie z wątkiem jedynej kobiety pilotki, która została rozstrzelana w Katyniu.

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama