Selekcjoner reprezentacji Polski Jan Urban przekonywał, że nie czuje, by grał o swoją przyszłość. Zaraz potem dodał jednak coś, czego zignorować się nie dało: porażka z Rumunią „na pewno przybliżyłaby” decyzję o jego zmianie.
W Warszawie nie chodziło więc wyłącznie o trzy punkty. Chodzi o reakcję reprezentacji, która w dwóch pierwszych meczach Ligi Narodów zdobyła zaledwie punkt - po bezbramkowym remisie z Bośnią i Hercegowiną oraz porażce ze Szwecją 1:3. Biało-czerwoni nie wygrali już pięciu kolejnych spotkań i wokół Urbana zrobiło się nerwowo.
Problem w tym, że piłkarska rzeczywistość nie zawsze pyta trenera o samopoczucie. PZPN nie ustalił publicznie żadnego ultimatum. Prezes Cezary Kulesza zapewnił, że nie umawiano się na konkretną liczbę punktów, ani nie założono, że jeden mecz przesądzi o przyszłości Urbana.
Zwycięzca może być tylko jeden
Jednocześnie sam selekcjoner przyznał, że presja jest. I jest ogromna. Tym bardziej, że po drugiej stronie stanie Rumunia, która również przegrała oba dotychczasowe mecze - 1:2 ze Szwecją i 2:4 z Bośnią i Hercegowiną. To było spotkanie dwóch zespołów, które pilnie potrzebowały punktów, ale tylko jeden z nich zagrał w piątek przed własną publicznością i z takim ciężarem oczekiwań.
Obie ekipy zaczęły mecz dość szybko i agresywnie. W tym drugim celowali zwłaszcza Rumuni. Naszym trudno było stworzyć dobre okazje do zdobycia gola. Polscy piłkarze nie oddali nawet celnego strzału na bramkę Rumunii. Przełom w tej kwestii nastąpił w 24 minucie, kiedy to Radu Dragusin sfaulował w polu karnym wychodzącego na czystą pozycję Roberta Lewandowskiego. Rumun dostał czerwoną kartkę i musiał opuścić boisko, a Lewandowski oddał pierwszy celny strzał na bramkę gości i Polacy objęli prowadzenie 1:0. Do końca pierwszej połowy nasi reprezentanci byli stroną przeważającą, ale drugiego gola nie udało się wbić.
Druga część należała do Polaków
Co się odwlecze, to nie uciecze – w myśl tego starego powiedzenia zadziałali polscy piłkarze od początku drugiej części gry. Nicola Zalewski świetnie obsłużył Lewandowskiego, który zdobył 91 bramkę w karze, a chwile potem jego podanie do wychowanka Lechii Gdańsk Przemysława Frankowskiego dało trzeciego gola, którego zaliczono jednak jako gol samobójczy.
Polacy odbili sobie wszelkie niepowodzenia w dwóch pierwszych meczach Ligi Narodów. Grali coraz skuteczniej, potrafili wykorzystać przewagę jednego zawodnika i dali kibicom na stadionie i przed telewizorami sporo radości oraz nieco więcej spokoju w perspektywie kolejnych meczów. Także trenerowi Janowi Urbanowi.
Polska - Rumunia 6:0 (1:0)
Bramki: Robert Lewandowski (24 - karny, 47, 86), Virgil Ghita (samobójcza), Piotr Zieliński (62), Jan Bednarek (67).



Napisz komentarz
Komentarze