Ciało mężczyzny znalezione w porcie we Władysławowie
Policjanci z Pucka wyjaśniają okoliczności śmierci mężczyzny, którego ciało odnaleziono w kanale portowym we Władysławowie.
Zgłoszenie o makabrycznym odkryciu wpłynęło do służb w czwartek, 5 marca, około godziny 17. Według przekazanych informacji ciało znajdowało się na dnie kanału portowego.
- Na miejsce skierowaliśmy patrol policji oraz techniki kryminalistyki i funkcjonariuszy pionu dochodzeniowego - wyjaśnia aspirant sztabowy Joanna Samula, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Słupsku. - Podczas prowadzonych czynności z udziałem prokuratora, technika kryminalistyki oraz funkcjonariuszy pionu dochodzeniowo-śledczego potwierdzono, że jest to poszukiwany od 26 stycznia 42-letni mieszkaniec powiatu puckiego. Zwłoki zostały zabezpieczone do dalszych badań, a prowadzone poszukiwania zakończono.
WIĘCEJ NA TEN TEMAT: Mężczyzna wpadł do kanału portowego we Władysławowie. Poszukiwania trwają
Oblodzony kanał utrudniał akcję ratunkową
W dniu zaginięcia mężczyzny, ratownicy SAR przez ponad dwie godziny poszukiwali mężczyzny, który wpadł do kanału portowego. Do zdarzenia doszło w nocy, a w akcji brały udział jednostki SAR z Władysławowa. Załoga statku m/s „Bryza” i łódź R-43 z ratownikami z Brzegowej Stacji Ratowniczej Władysławowo. Akcję przerwano po dwóch godzinach.
W miejscu, gdzie doszło do wypadku kanał był mocno oblodzony, co utrudniało poszukiwania. Następnego dnia poszukiwania już pod wodą kontynuowali strażacy nurkowie z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Kościerzynie. Wtedy też poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów.
Ciało znalazł czlonek fundacji SAR 112
Ciało znalazł Marcel Korkuś z Fundacji „SAR 112”, który działał na zlecenie rodziny poszukiwanego. Prowadził działania od godziny 13 do 16:30. Wszystko odbyło się za zgodzą władz portowych i pod nadzorem policji.
- Ta rodzina zgłosiła się do mnie już kilka tygodni temu jednak warunki lodowe w porcie uniemożliwiły poszukiwania - wyjaśnia Marcel Korkuś - Od wielu lat w fundacji zajmuję się poszukiwaniem zaginionych osób. Jest to rodzina wielodzietna i gdyby nie znaleziono ciała dzieci nie mogłyby liczyć na odszkodowanie i rentę po ojcu. Polskie prawo uznaje zaginionego za zmarłego dopiero po dziesięciu latach.
Korkuś przyznał nam, że koszt takiej akcji to kilka tysięcy złotych, ale dzięki temu, że prowadzi fundację rodzina poszukiwanego nie poniosła żadnych kosztów.

























Napisz komentarz
Komentarze