Trasa stadionowa Sanah rozpoczęta w Gdańsku
W piątek, 1 maja, Sanah rozpoczęła swoją drugą w karierze trasę stadionową. Kiedyś śpiewała, że marzy o stadionach - dziś to już jej naturalne środowisko. Start trasy w Gdańsku pokazał, że ta dziewczyna nie tylko doskonale odnajduje się na tak wielkich arenach, ale i świetnie rozumie, jak taki spektakl przygotować. Tylko co z tego, że to wszystko pięknie wyglądało, jeśli przez sporą część koncertu zamiast muzyki słuchaliśmy dudnienia? To był akustyczny kryminał. A przecież nie przyjechał Slipknot ze swoją młócką, tylko dziewczyna ze względnie prostym popowym repertuarem.
Akustyczna katastrofa na starcie trasy
Stadiony są niewdzięczne, to wiadomo od zawsze. Jednak Polsat Plus Arena jest jednym z tych obiektów, który powinien sprawiać najmniej problemów technikom. Jest w końcu dość kompaktowy mimo swoich gabarytów. A i tak był koszmar. Już współczuję tym, którzy pojawią się na finale trasy na Narodowym - tam dopiero będzie wesoło. No, chyba że dźwiękowcy się ogarną.
Ale - co ciekawe - nie było tak od początku. Kiedy Sanah wyszła na scenę, pierwsze utwory brzmiały całkiem nieźle. Chwilę później jednak wszystko się posypało - bywały momenty, kiedy naprawdę trudno było się nawet skupić na tym, jaki utwór jest grany.
Po około godzinie koncertu stwierdziłem, że przejdę się po stadionie. Bo różnie to bywa. Zatem zwiedziłem trybuny górne, dolne, z tyłu z boku, w rogu… Wiadomo - jak zwykle najlepiej było na płycie lub blisko niej, ale pozostałe miejsca pozostawały wiele do życzenia. Naprawdę szkoda, ponieważ ogrom pracy został włożony w przygotowanie tego show.
Spektakl dopracowany w każdym detalu
To druga trasa stadionowa Sanah. Ostatnio w Gdańsku gościła trzy lata temu i był to kapitalny spektakl. Już wtedy pokazała, że doskonale rozumie, jak przygotować tak duży koncert. Teraz otrzymaliśmy chyba jeszcze lepsze widowisko.
Gigantyczna multimedialna scena z wielkim wybiegiem w kształcie litery S robiła wrażenie i mimo że dodatkowa scenografia, liczebność zespołu i tancerek nie powalała swoją wielkością, to wykorzystano całą przestrzeń do cna. Dużo się tu działo. Koncert podzielony na kilka części co chwilę pokazywał nową oprawę, kreacje czy rozwiązania techniczne. Były platformy, były płomienie, był dym, świetne oświetlenie, no wszystko, co musi być podczas takiego wydarzenia.
Byli także - co jest już standardem na tego typu koncertach - goście. W Gdańsku pojawili się Mela Koteluk oraz Michał Bajor. Ponownie zatem Sanah stawia na naprawdę wysoką jakość, a nie tylko znanych i lubianych czy towarzystwo wzajemnej adoracji na młodej scenie polskiego popu.
Nie zabrakło także znanego z poprzedniej trasy latania nad publicznością, ale i akustycznych setów wykonanych na mniejszych scenach ustawionych pośród publiczności. Sanah świetnie radzi sobie nie tylko z wykorzystaniem stadionowych możliwości, ale też z utrzymaniem uwagi widza. A to naprawdę ważna rzecz - zwłaszcza gdy w setliście jest blisko 40(!) piosenek.
Różnorodność repertuaru i fenomen popularności
Pomówmy zatem chwilę o muzyce. Może nie wszystko było słychać, ale jak już było, to było bardzo przyjemnie. Sanah można lubić lub nie, ale trzeba jej oddać, że naprawdę sprawnie porusza się po naprawdę różnorodnym repertuarze.
I tu też należy szukać odpowiedzi na jej popularność. Bo z jednej strony mamy wesołe piosenki w sumie o niczym - jak „Szampan” czy „Ale jazz” - ale też nie brakuje w repertuarze sięgania po piękną polską poezję chociażby Szymborskiej, Leśmiana czy Baczyńskiego.
To także pokazuje, że horyzonty Sanah są naprawdę szerokie. Szerokimi garściami czerpie z najróżniejszych gatunków - pop, poezja śpiewana, indie, a nawet country. Sama też siada przy pianinie czy sięga po skrzypce. Jest to naprawdę świadoma i utalentowana artystka. A do tego wciąż niezwykle naturalna - ciesząca się każdą chwilą na scenie. Tu coś pogada, tu zaczepi, tam odda komuś swoje buty.
PRZECZYTAJ TEŻ: Męskie Granie 2026 w Gdańsku. Kogo zobaczymy na scenie?
Mimo wszystko był to udany start sezonu koncertowego na gdańskiej Polsat Plus Arenie. W tym roku na stadionie pojawią się jeszcze Dawid Podsiadło, Enrique Iglesias i Andrea Bocelli. I należy tylko trzymać kciuki, że w ich przypadku nie będzie takiego koszmaru z nagłośnieniem.





















Napisz komentarz
Komentarze