Na ten mecz kibice obu drużyn czekali od lutego 2026 roku. To wtedy w Gdyni jedenastki Arki i Lechii zmierzyły się po raz ostatni. Na stadionie przy ul. Olimpijskiej żółto-niebiescy podejmowali biało-zielonych i był to jeszcze mecz w ramach rozgrywek PKO BP Ekstraklasy. Arka walczyła wtedy o utrzymanie, o Lechii mówiło się, że stać ja nawet na grę w europejskich pucharach. Tamte derby zakończyły się wynikiem 2:2 i w pewnym sensie – już z perspektywy czasu - można było dopatrzyć się analogii w późniejszych losach obu drużyn. Zarówno gdyńska Arka jak i gdańska Lechia solidarnie spadły do Betclic 1 Ligi.
Liczy się tylko wynik
Niezależnie od klasy rozgrywek, derby Trójmiasta budzą ogromne zainteresowanie. Tak jest od wielu lat, tak było i tym razem na Polsat Plus Arenie w Gdańsku. Dla kibiców obu drużyn miał wyjątkowe znaczenie, bo w derbach Trójmiasta nie ważny jest stylu, różnica bramek, pozycja w tabeli, ilość emocji – najważniejszy jest wynik. To on daje poczucie wyższości nad sąsiadem. Do tego dochodzi chęć przeżycia i uczestniczenia w takim meczu, dla wielu kibiców, którzy na co dzień nie chodzą na stadion. Dlatego atmosfera na stadionie podczas niedzielnego meczu także zapowiadała się na wyjątkową.
Dwa kluby, jeden cel: awans
Arka przystępowała do derbów podrażniona ostatnia porażką w Gdyni z Polonią Warszawa 1:2. Do tego „oliwy do ognia” dodawała jej pozycja w tabeli, na mecz w Gdańsku arkowcy wychodzili jako 15. drużyna w tabeli. To dla klubu zgłaszającego ekstraligowe aspiracje zdecydowanie za nisko. Lechia tuż przed derbami spadła z 4. na 9. miejsce, a to ze względu na to, że swoje mecze wcześniej rozegrali sąsiedzi w tabeli. Ponieważ Lechia też nie widzi innego celu w tych rozgrywkach jak awans, można było spodziewać zaciętej walki na boisku. Tak jak to było w ostatnich meczach trójmiejskich drużyn.
Lechia prowadzi po pierwszej połowie
Pierwsze minuty to wzajemne badanie się rywali. Lechia zaatakowała nieco śmielej korzystając z szybkości Kevina Dodaja i Artura Szacha, ale bez skutecznego wykończenia kliku ofensywnych akcji biało-zielonych. Arka chciała odpowiedzieć podobnym, ale nie potrafiła tego zrobić. Tempo meczu wzmacniały próby konstruowania ataków przez Lechię. Pod koniec pierwszej części meczu jeden z nich przyniósł, oczekiwany przez kibiców Lechii, efekt. Do strzale Dodaja piłkę przejął Szach, uderzył ją tak, że futbolówka odbiła się jeszcze od obrońcy Arki i wpadła pod poprzeczkę bramki Dawida Arndta. Było 1:0 dla Gdańszczan i takim wynikiem skończyła się pierwsza odsłona 49. derbów Trójmiasta.
Szybkie wyrównanie, szybka odpowiedź
Początek drugiej połowy należał do Arki, która dość szybko wyrównała. Vladislavs Gutkovskis tak uderzył piłkę, że ta wpadła do bramki przy spojeniu słupka z poprzeczką. Lechia nie chciała zbyt długo czekać na swoją szansę, którą po efektownej akcji celnym strzałem wykończył Kevin Dodaj.
Dym na trybunach przerywa mecz
Niestety, mecz był kilkukrotnie przerywany ze względu na odpalenie pirotechniki na stadionie. Kiedy po raz czwarty dym z trybun uniemożliwił grę, sędzia Bartosz Frankowski zdecydował o zejściu drużyn z boiska i oczekiwaniu na poprawę warunków gry i oglądania tego meczu. Mecz został przedłużony o 13 minut, ale więcej bramek kibice już nie oglądali. Zasłużona wygrana Lechii dała jej awans na 3. miejsce. Porażka Arki spowodowała, że do kolejnego meczu Gdynianie przystąpią z 15. miejsca.
Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 2:1 (1:0)
Bramki: Artur Szach (36), Kevin Dodaj (51) – Vladislavs Gutkovskis (47).



Napisz komentarz
Komentarze