Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Rasizm w szkole na Kaszubach? „Dzieci mówią to, co usłyszały od dorosłych”

Sąd Rejonowy w Kartuzach wszczął postępowanie o demoralizację sprawie 14-latka i 10-latki, którzy ze względu na kolor skóry dyskryminowali inne dzieci - poinformowała Gazeta Wyborcza. Oskarżonych uczniów w obronę wziął Eugeniusz Pryczkowski, wiceprzewodniczący rady powiatu kartuskiego. - Zgadzam się, że nie należy piętnować dzieci - uważa Krzysztof Sarzała, twórca Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku, koordynator w Fundacji Ukryte Skrzydła. - Problem w tym, że one mówiły to, co usłyszały od dorosłych. Rodziców, krewnych.
Rasizm w szkole na Kaszubach? „Dzieci mówią to, co usłyszały od dorosłych”

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Dzieci w wieku 7 i 9 lat, o polsko-brytyjskim pochodzeniu, mające ciemnoskórego ojca były prześladowane przez dwójkę uczniów z wiejskiej  szkoły na Kaszubach. Grożono im pobiciem, ostrzegano, że "Polska jest dla Polaków", mówiono m.in. "Wyjeżdżaj stąd, ty demonie", "Fuj, muszę się umyć, bo cię dotknęłam" . Sprawą zajęła się prokuratura, która skierowała do Sądu Rejonowego w Kartuzach akt oskarżenia. Sąd w listopadzie ub.r. wszczął sprawę o demoralizację. Jako że rasizm jest przestępstwem z art. 257 kodeksu karnego, sąd może nakazać  środki wychowawcze lub poprawcze.

Do sprawy wrócił wiceprzewodniczący rady powiatu kartuskiego Eugeniusz Pryczkowski. Jak informują dziennikarze Gazety Wyborczej,  podczas ostatniej sesji rady miał on powiedzieć, że dzieci oskarżone o rasizm pochodzą z kaszubskich rodzin, które w przeszłości zostały doświadczone m.in. przez faszyzm i stalinizm i z tego powodu nie mogą być winne. Eugeniusz Pryczkowski zaapelował też do mediów, powstrzymały się od pisania o rasizmie na Kaszubach także z uwagi na dobro oskarżanych dzieci, które bardzo źle znoszą przesłuchania przed sądem i same wymagają pomocy medycznej.

Dzieci kopiują zachowania dorosłych

Jak powinno się rozwiązywać tego typu problemy, czy należy je nagłaśniać  i czy kartuski radny ma rację, biorąc w obronę oskarżane o rasizm dzieci? - pytamy Krzysztofa Sarzałę, twórcę Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku, koordynatora w Fundacji Ukryte Skrzydła.

Sytuacja jest rzeczywiście złożona. Zgadzam się z kartuskim radnym, że nie należy piętnować dzieci. Jednak argumentacja pana Pryczkowskiego w ogóle do mnie nie przemawia. Mówienie w tym kontekście, że Kaszubi są głęboko dotkniętym narodem, jest nieuprawnionym argumentem. Trzeba takie rzeczy zauważać, bo one o czymś świadczą. Jeśli dzieci w ten sposób odnoszą się do innej narodowości , ludzi o innym kolorze skóry, mamy do czynienia z poważnym problemem. I nie wiem, czy dotyczy on tej jednej kaszubskiej wsi, czy raczej całego kraju. Nie upatrywałbym jednak przyczyny w dzieciach. One są za małe, nie mają wiedzy historycznej, o kulturze, cywilizacjach. Nie sądzę, że zgłębiają tajniki internetu, szukając rasistowskich treści. Dzieci w tym wieku nie mają intelektualnych i emocjonalnych argumentów, żeby wyrabiać sobie takie opinie.

Skąd więc biorą się takie zachowania?
Odpowiedź jest prosta - słyszą, jak my, dorośli, się zachowujemy. One nas zwyczajnie kopiują. To jest problem, o którym warto mówić. Z jakiegoś powodu dzieci z tej niewielkiej kaszubskiej miejscowości są nastawione wrogo do dzieci innych kultur. A musimy przecież liczyć się, że ich przedstawiciele coraz częściej będą chodzić po naszych ulicach. Tymczasem wielu dorosłych zachowuje się w sposób nietolerancyjny i śmiem twierdzić, że uczniowie kaszubskiej szkoły powtórzyli słowa, które wcześniej usłyszeli. Być może od rodziców, ich przyjaciół, krewnych.

Co w tej sytuacji należy zrobić?
Przypomina mi się opisywany przez waszą gazetę problem z gdańską szkołą Montessori, gdzie miało dojść do nieodpowiedniego zachowania wuefisty wobec uczennicy. Jeśli będziemy chować głowę w piasek i udawać, że nic się nie stało, dalej będą się dziać nieciekawe rzeczy. Trzeba jak najszybciej podjąć debatę, rozmowę. Jestem fanem kultowego serialu "Przystanek Alaska". Wyobraziłem sobie, jak by rozwiązano tę sprawę w miasteczku Cicely.Zapewne jedna z ważniejszych postaci, żyjących w tej miejscowości zwołałaby zebranie mieszkańców w kościele, by zapytać, dlaczego ich dzieci mówią tak niedobre słowa. Czy oni to akceptują? Z czego to może wynikać? Czy możemy w przyszłości zapobiec takim działaniom? Na pewno takie działanie przyniosłoby lepsze efekty od wyciągania armat i stawiania przed sądem zarzutów o demoralizację. zawsze byłem przeciwny stawianiu przed sądem dzieci w tym wieku. Uważam, że jest to uprawnione w rzadkich przypadkach. Tu mamy do czynienia ze sprawą wymagającą interwencji psychologicznej i pedagogicznej, a nie prawnej. Należy interweniować, ale prawo trzeba zostawić na koniec. Nie podejrzewam, że dorośli świadomie uczyli dzieci nietolerancyjnych postaw - atakowania, grożenia pobiciem, jest to raczej temat na debatę.

Sytuacja jest rzeczywiście złożona. Zgadzam się z kartuskim radnym, że nie należy piętnować dzieci. Jednak argumentacja pana Pryczkowskiego w ogóle do mnie nie przemawia. Mówienie w tym kontekście, że Kaszubi są głęboko dotkniętym narodem, jest nieuprawnionym argumentem. Trzeba takie rzeczy zauważać, bo one o czymś świadczą. (...) Nie upatrywałbym jednak przyczyny w dzieciach. One są za małe, nie mają wiedzy historycznej, o kulturze, cywilizacjach. Nie sądzę, że zgłębiają tajniki internetu, szukając rasistowskich treści. Dzieci w tym wieku nie mają intelektualnych i emocjonalnych argumentów, żeby wyrabiać sobie takie opinie.

Krzysztof Sarzała / Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku

Kto powinien taką debatę zorganizować?
Lokalny samorządowiec - wójt, burmistrz. Oni są odpowiedzialni za to, co się dzieje i powinni się tym zaniepokoić. Ja na pewno byłbym zaniepokojony słysząc, że w szkołach finansowanych ze środków samorządowych i będących rdzeniem społeczności lokalnej doszło do podobnych zdarzeń. Oczywiście warto skorzystać  ze wsparcia specjalistów, są przecież lokalne ośrodki pomocy. Nie należy przy tym bać się, że nasza miejscowość będzie oskarżana o nietolerancję, że na jaw wychodzi to, co zrobiły "nasze kaszubskie dzieci". Uderzanie w lokalny patriotyzm jest nie na miejscu. Podobnie mogły zachować się dzieci z Wrzeszcza, Zielonej Góry, Katowic. To my, dorośli, modelujemy nasze dzieci, ucząc je określonych zachowań.  

Z dziećmi nie należy rozmawiać?
Z dziećmi później. Najpierw z dorosłymi. I nie należy wyrywać sobie włosów z głowy i bać piętnowania dzieci, tylko odważnie podjąć ważny temat, będący sygnałem, że coś niedobrego się dzieje. Porozmawiałbym z rodzicami, czy wiedzą, dlaczego ich dzieci kopiują takie absolutnie nie do przyjęcia postawy, sądy, zachowania.

Nie obawia się pan, że teraz może dojść do kolejnej traumy u wcześniej krzywdzonych nietolerancją dzieci?
Dlatego konieczny jest jak najszybszy dialog. Wtedy rodzice dzieci będących obiektem wcześniejszych ataków i one same zobaczą, że nie pozostawiono tego bez reakcji. Pozostaje kwestia, jak to ma być reakcja.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama