Dom zły w Czernikach. Wszyscy wiedzieli, ale nikt "pod łóżkiem nie leżał"

Co najmniej cztery lata miał trwać kazirodczy związek ojca i córki, wcześniej to samo miało spotkać starszą córkę. Ludzie mieli swoje podejrzenia, ale nikt głośno o nich nie mówił. Dopiero koleżanki 20 -letniej Pauliny G. podniosły alarm
Małgorzata
Gradkowska
21.09.2023 / 17:05

Czerniki: Martwe noworodki w domu. Ojciec i córka z zarzutami

Teraz przypominam sobie, że 10, może 12 lat temu, przy okazji jakiejś rozmowy o rodzinie G., ktoś rzucił, że G. w końcu pewnie za córki się weźmie – mówi mieszkanka Starszej Kiszewy. - Z czego to się pojawiło, nie wiem, ale w sumie i tak nikt tego nie pociągnął… Ot, takie rozmowy między ludźmi.

W Starej Kiszewie o niczym innym się teraz nie mówi – w piekarni, pod sklepami, pod urzędem gminy, na ulicy. Rodzina G. z pobliskich Czernik od zawsze była na językach, wszyscy próbują sobie przypomnieć, o czym co się przez lata szeptało.

- Od dawna ludzie wiedzieli, że tam coś się dzieje, że tam są robione rzeczy złe. Tylko nikt nie wiedział, jak bardzo źle jest - mówi jeden z mieszkańców. - Ale plotek było dużo.

CZYTAJ TEŻ: Czerniki: Martwe noworodki znalezione w domu. Ojciec i córka w areszcie

- Ta rodzina od dawna była pod obserwacją służb, ale dopóki nie było twardych dowodów, nic nie można było zrobić – tak Marian Pick, wójt Starej Kiszewy tłumaczył fakt, że prze lata nie odkryto dziejącej się w pobliskich Czernikach tragedii.

W Czernikach jest kilkanaście domów, mieszka tam tylko 180 osób. Dom rodziny G. stoi pośrodku wsi. W piątek 15 września policja przeprowadziła tam interwencję, w wyniku której w piwnicy znaleziono zakopane szczątki noworodka. Wezwano techników i prokuratora. W ciągu kilku kolejnych godzin funkcjonariusze odkopali na terenie posesji kolejne ciało, następnego dnia jeszcze jedno.

W ciągu kilku pierwszych godzin śledztwa wyszło na jaw, że 20-letnia Paulina G. miała godzić się na kazirodczy związek ze swoim ojcem, trwający prawdopodobnie od co najmniej czterech lat. 54-letni Piotr G. usłyszał zarzut trzech zabójstw i kazirodztwa. Paulina - dwóch zabójstw i kazirodztwa. Śledczy ustalają informacje, że Piotr G. miał wcześnie przymuszać do kazirodztwa także inną córkę. Podejrzewa się, że to ona mogła być matką jednego z zabitych noworodków.

- Jak najszybciej przeprowadzono sekcję zwłok tych dzieci – mówi Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. - Ze wstępnych informacji wynika, że jedno z tych dzieci urodziło się kilka tygodni przed ujawnieniem zwłok.

Na razie biegli, bez dodatkowych badań, nie byli w stanie ustalić, kiedy urodziły się pozostałe dzieci. - Na pewno narodziły się znacznie wcześniej – mówi prokurator.

W poniedziałek 18 września Piotr G. i Paulina G. zostali aresztowani na trzy miesięące.

Marian Pick
wójt gminy Stara Kiszewa

Ta rodzina od dawna była pod obserwacją służb, ale dopóki nie było twardych dowodów, nic nie można było zrobić

Żona mówiła sąsiadom 15 lat temu

G. przeprowadzili się do Czerników 25 lat temu, wcześniej rodzina mieszkała w Gdańsku. Wówczas, jak pamiętają sąsiedzi, G. mieli ośmioro, może dziewięcioro dzieci, najstarszy syn ma teraz ponad 30 lat. Gdy Hanna G. zmarła 15 lat temu, dzieci było już 12: cztery córki i ośmiu synów. Od czasu jej śmierci Piotr G. sam zajmował się dziećmi, w ostatnich latach mężczyzna mieszkał tylko z dwojgiem: 20-letnią Pauliną i 24-letnim niepełnosprawnym Damianem. Pozostałe dzieci wyprowadziły się z Czernik.

(wideo: Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

Piotr G. nie pracował, rodzina żyła z zasiłków.

- Pamiętam ze szkoły tych starszych braci - mówi jeden z dawnych mieszkańców Starej Kiszewy. - Trzymali się razem, czasem się z nami bawili po szkole, ale też nikt specjalnie się nimi nie interesował. Pamiętam, że po 10-20 groszy zbierali od innych na przerwach, żeby bułkę kupić, czasem oddawaliśmy im kanapki. Wiadomo było, że są pod opieką społeczną, bieda tam aż piszczała. Jeśli się dorośli w szkole jakoś interesowali, to chyba raczej pod kątem tej biedy. Wszyscy potem szybko powyjeżdżali, a tych najmłodszych dzieciaków to już nie znałem, chociaż teraz ludzie mówią, że coraz bardziej się izolowali.

ZOBACZ TAKŻE: Przez lata było pięć postępowań w sprawie Piotra G. z Czernik. Będzie kontrola prokuratury

- Słyszałem od starszych mieszkańców, że Hanna G. kilka tygodni przed śmiercią mówiła sąsiadkom, że mąż się dobiera do córek – mówi dawny kolega szkolny braci G. - Teraz ludzie to sobie przypominają. I że były awantury, a ona często chodziła pobita.

Sam się zastanawia, dlaczego przez te wszystkie lata służby nie dostały „twardego dowodu”, że w rodzinie G. może dochodzić do przestępstw. - Wszystko takie „podobno”… Podobno żona mówiła, podobno jeden z sąsiadów kilka lat temu poszedł z tym do opieki społecznej. I nic z tych wszystkich „podobno” nie wynikło, choć służby, opieka społeczna jeździła tam i sprawdzała.

- Był kurator, nieraz była też policja. Chyba lepiej wiedzieli, co tam się dzieje niż my – mówiła dwa dni po ujawnieniu tragedii jedna z sąsiadek.

Inna opowiadała kilka dni temu mediom, że o tym, co się dzieje w domu, mówił głośno czasami 24-letni Damian.

- Mówił mi, że się wyprowadzi. Powiedział: „Tata mnie bije, wyzywa i wyrzuca z domu. Przeklina na mnie". Dodał, że jest coś jeszcze. Dopytałam co, a on na to, że ojciec z córką... i dlatego go wyrzucali. Nie wiem, czy to widział, ale musiał widzieć, bo skąd wiedział, że coś takiego robią? – mówiła kobieta w rozmowie z dziennikarzem TVN.

Przyznaje też, że nie przekazała tego ani urzędnikom, ani policji. - Wszyscy siedzieli cicho, to co ja miałam mówić? - pyta. - Sama nic nie widziałam, tam zawsze okna były zasłonięte. Nikt tam nikomu pod łóżkiem nie leżał.

Rodzina miała nadzór kuratora i była pod opieką gminnego ośrodka pomocy społecznej. Tymczasem sprawa wyszła na jaw dopiero kilkanaście dni temu, bo sytuacją Pauliny G. zainteresowały się jej koleżanki z pracy.

dawny kolega szkolny braci G.

Słyszałem od starszych mieszkańców, że Hanna G. kilka tygodni przed śmiercią mówiła sąsiadkom, że mąż się dobiera do córek.  Teraz ludzie to sobie przypominają. I że były awantury, a ona często chodziła pobita.

Koleżanki podniosły alarm

Paulina uczyła się w wieczorowej szkole zawodowej, w ramach praktyk zawodowych pracowała w piekarni w Starej Kiszewie. Pracujące z nią koleżanki zauważyły, że dziewczyna może być w ciąży.

- Pytały ją o to, mówiła, że nie, że w ogóle pewnie nigdy nie będzie mogła być w ciąży, bo ma chore jajniki – opowiada ich znajomy. - Ale że tak wygląda, bo ma torbiele. Tyle że jakiś miesiąc temu na kilka dni zniknęła, a potem wróciła szczuplejsza. Dziewczyny o tym między sobą rozmawiały, wreszcie jedna podejrzała sms-y Pauliny do ojca. Okazuje się, że po porodzie, gdy Paulina wróciła do pracy, to on zajmował się noworodkiem.

- W telefonie miała go zapisanego jako „Piotr”. Ona napisała: „I co robi?”, a on natychmiast odpowiedział: „ciągle ryczy” - mówiła „Faktowi” jedna z koleżanek Pauliny G. - Szybko się męczyła, zasłaniała sutki, bo ciekł jej pokarm.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Martwy noworodek w Stanowie. Prokuratura potwierdza zabójstwo

Właśnie te koleżanki zaalarmowały opiekę społeczną.

- W poniedziałek 4 września otrzymaliśmy informację, że dziewczyna była w ciąży, ale tej ciąży nie ma - mówił tuż po ujawnieniu sprawy wójt Marian Pick. - 5 września pani kierownik ośrodka pomocy skierowała tam pracownika socjalnego, żeby to sprawdzić. Pracownik pojechał w takich godzinach, żeby zastać tę dziewczynę w domu, czyli w godzinach późno popołudniowych i zrobił to pod pretekstem rozmowy z synem tego mężczyzny i bratem kobiety, który jest osobą intelektualnie niepełnosprawną.

W czasie rozmowy dziewczyna leżała na łóżku w ubraniu, mówiła, że trochę źle się czuje, bo boli ją brzuch. - Pracownica sporządziła notatkę. W środę 6 września pani kierownik złożyła doniesienie na policję. Policja zareagowała, a potem był szok - mówił wójt.

Zbrodnia w Czernikach: umorzono pięć spraw

Wójt zastanawia się teraz, że być może czujność wszystkich uśpił fakt, iż przed laty nie potwierdziły się wcześniejsze podejrzenia wobec Piotra G.

- Były informacje, które się nie potwierdzały. Kiedyś był epizod, który rozpatrywała prokuratura, ale okazało się, że to były pomówienia i na tym sprawa się skończyła – mówił Marian Pick. Miało chodzić o podejrzenia związku kazirodczego Piotra G. z jedną ze starszych córek. Dziewczyna do niczego się jednak nie przyznała.

Kilka dni po odkryciu zwłok dzieci okazało się jednak, że w ostatnich latach organy prokuratorskie pięciokrotnie prowadziły postępowania, dotyczące znęcania się nad członkami rodziny oraz czynów kazirodczych. Z braku dowodów potwierdzających podejrzenie popełnienia przestępstwa wszystkie postępowania były umarzane.

- Prokuratura prowadziła w sprawie Piotra G. pięć postępowań. Najstarsze z nich - dwie sprawy - dotyczyły podejrzenia czynów kazirodczych, w ostatnich latach trzykrotnie podejmowano postępowania wskutek podejrzenia znęcania się nad innymi członkami rodziny - przekazała nam prokurator Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej. - We wszystkich przypadkach zapadały decyzje o umorzeniu postępowania, ponieważ nie pojawiły się informacje ani materiały potwierdzające w wystarczającym stopniu podejrzenie popełnienia przestępstwa. W trybie nadzoru służbowego dokonana zostanie ocena prawidłowości postępowań, zarówno co do gromadzenia materiału dowodowego jak i podjętych decyzji.

Teraz sąsiedzi mówią, że widać było, iż ojciec nie zachowuje się wobec Pauliny jak wobec córki. - Często chodzili za rękę, odwoził ją do pracy i odbierał, niektórzy widzieli, że klepał ją po tyłku, wyglądało, że jej się to podoba, mówiła do niego po imieniu, czasami „kochanie” – opisują w mediach. Piotr G. miał być zazdrosny o Paulinę, kiedyś ogolił jej głowę na łyso. - Każdy o tym wiedział i każdy był do tego przyzwyczajony - przyznają. Ale niektórzy z młodszych mieszkańców zastanawiają się, jak mogło dojść do tego, że funkcjonująca w świecie zewnętrznym 20-latka, mająca pracę i znajomych, współżyła z ojcem i nikomu nie wspomniała o tej relacji.

Teraz wszystko wyjdzie

Jak mówią ludzie w gminie – dopiero teraz wszystko się wysypie, wszystkie sprawy wyjdą na jaw. A ludzie przypominają sobie kolejne szeptane plotki. Już pojawiają się spekulacje, że szczątków może być więcej.

- Jakieś dwa, trzy lata temu jedna z córek była w ciąży z bliźniętami, teraz sobie wszystko zaczynamy przypominać – mówił w „Fakcie” jeden z sąsiadów. - On woził tę dziewczynę do innego województwa niby na poród, do Torunia, Ciechocinka. Jeszcze kierowca z opieki społecznej pomagał im w transporcie, on zapewniał, że wszystko jest w porządku i mu wierzono, ale teraz nikt nie wie, co się stało z tymi dziećmi.

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze