Znamy pisemne uzasadnienie prawomocnego wyroku za zabójstwo Pawła Adamowicza. Potworna zbrodnia w Gdańsku wstrząsnęła krajem, a dożywotnie więzienie dla Stefana Wilmonta, z możliwością starań o wolność najwcześniej po 40 latach, to jedno z surowszych sądowych orzeczeń w ostatniej dekadzie.
Jako jedyny w Europie byłem niewinny. Sąd zabrał mi życie, prokuratorka była wariatką ze szpitala psychiatrycznego. To był cyrk, a nie więzienie – powiedział do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku w ostatnim słowie przed prawomocnym wyrokiem Stefan Wilmont. Zanim we wtorek, 23 stycznia ten 32-latek, skazany wcześniej na dożywotnie więzienie za zabójstwo prezydenta Pawła Adamowicza w 2019 r., usłyszy prawomocny wyrok, sędziowie odpowiedzieć muszą na zasadnicze pytanie o jego poczytalność.
Z zeznań świadek, która przed sądem zabierała głos w obecności mediów, nie dowiedzieliśmy się wiele nowego na temat okoliczności zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i sprawcy zbrodni. Zachowanie oskarżonego Stefana W. „za zamkniętymi drzwiami”, m.in. twierdzenia na temat tego, że jest członkiem rodziny watykańskiej i papieżem, oraz jego groźbę wobec sądu relacjonował obecny wówczas na sali brat zamordowanego samorządowca Piotr Adamowicz, poseł Koalicji Obywatelskiej, który domaga się większej jawności procesu. – Egzekucja miała charakter publiczny – argumentuje.
To, co pamiętam do dzisiaj i nie zapomnę tego do końca życia, to wzrok mordercy – taki szał, triumf, ekstaza, zadowolenie – mówiła o sytuacji tuż po zbrodni z 13 stycznia 2019 roku, której ofiarą padł Paweł Adamowicz, niespełna 30-letnia dziś kobieta. Tego dnia wspólnie z prezydentem Gdańska zbierała pieniądze na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i przebywała z nim na scenie podczas ataku, podobnie jak bliski współpracownik polityka, który również zeznawał w procesie zabójcy – Stefana W., w poniedziałek, 27 czerwca.
– Jak wyjdę, to szybko wrócę, bo ja mam rachunki do wyrównania – tak były współwięzień relacjonował słowa Stefana W., które „zmroziły” jego i innego towarzysza z tej samej celi.
Jak się odwróciliśmy z kolegą, to był moment wbiegnięcia, to uderzenie, odsunięcie się od osoby pana prezydenta i podejście do mikrofonu – wspominał ochroniarz, który pracował przy zabezpieczaniu finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na Targu Węglowym, gdy doszło do tragicznego w skutkach ataku Stefana W. na Pawła Adamowicza. Jako świadkowie na czwartkowej (19.05.) rozprawie zeznawali też komendant policji w gdańskim Wrzeszczu oraz widz, który stał kilka metrów od miejsca, gdzie domniemany napastnik przeskoczył barierki, by wejść na scenę – późniejsze miejsce zbrodni.
Jego uszkodzona trzustka i dwunastnica mają zakłócać układ nerwowy, a to z kolei wiązać się z niepoczytalnością – tak wynika z wniosku Stefana W. złożonego w sądzie przed rozprawą w poniedziałek, 16 maja. Zabójca prezydenta Pawła Adamowicza pod dokumentem podpisał się jako „honorowy obywatel RP”. Przed sądem zeznania składali również świadkowie.
Dzięki reklamom możemy codziennie publikować wiadomości z całego Pomorza całkowicie za darmo. Wyłączenie blokady reklam to realne wsparcie lokalnych mediów