W tym filmie, obok Zbigniewa Cybulskiego i Teresy Tuszyńskiej, zagrało Trójmiasto, Gdańsk przede wszystkim. To „Do widzenia, do jutra” Janusza Morgensterna z 1960 r., do którego scenariusz powstał w kawiarni sopockiego Grand Hotelu. Dzieło wybitnego reżysera zobaczymy podczas Festiwalu Kultury Ocalonej w Gdańsku.
W tym roku Teatr Wybrzeże obchodzi 80-lecie. W cyklu „Poczet aktorów zapomnianych” przypomnimy aktorów tej sceny sprzed lat.
O ostatniej roli Zbigniewa Cybulskiego w Teatrze Wybrzeże. Spektakl „Pierwszy dzień wolności” sprzed 65 lat święcił trumfy w Paryżu.
Na Wybrzeżu był chyba szczęśliwy – wspominała jeszcze niedawno jego koleżanka z teatru Krystyna Łubieńska. – Po wypadku samochodowym, któremu uległ w lipcu 1969 roku w okolicy Bydgoszczy, został przewieziony do gdańskiego szpitala, gdzie zmarł. Ale, wspominając Bobka, nie można się smucić...
Nie wiem, czy ktoś jeszcze został z tamtej gdańskiej „przybocznej gwardii Zbyszka Cybulskiego”? Nie ma już komu o nim opowiadać.
Zbigniew Cybulski, czyli aktor legenda debiutował w Teatrze Wybrzeże. Mówił, że lata tu spędzone to był ważny czas.
14 sierpnia mijają 62 lata od słynnej inscenizacji szekspirowskiego „Hamleta” w Teatrze Wybrzeże. Reżyserował Andrzej Wajda. Był też autorem scenografii, która nie wszystkim przypadła do gustu. Pisano: "Aktorzy wycierają głowami sufity na krużgankach i piętrach; wyglądają jak wielkoludy w krainie liliputów. Brak powietrza i przestrzeni. (...) Gdyby ją montować na zasadzie taśmy filmowej - mogłoby być świetnie".
W Gdańsku chyba był szczęśliwy. Tu wszystko się dlań zaczęło, ale i - co za smutne zrządzenie losu - skończyło. Po wypadku samochodowym, któremu uległ w lipcu 1969 roku w okolicy Bydgoszczy, został przewieziony do gdańskiego szpitala. Tam zmarł - mówi Krystyna Łubieńska.
Polska się spóźnia. Na okrągło spóźniają się pociągi (nawet o półtorej godziny) spóźniają się autobusy, lekarze, widzowie kin i teatrów, na szczęście aktorzy (jeszcze) zaczynają spektakl o czasie. Choć byli i tacy co słynęli z tego, że „zawsze się spóźniają” i nikt nie miał do nich najmniejszych pretensji, gdy opóźnili przedstawienie...
Był mistrzem anegdoty. Gdyby wszystko to, co opowiadał, spisał, stałby się kronikarzem Teatru Wybrzeże. Grał na tej scenie blisko pół wieku. Jak sam przyznał, głównie role drugoplanowe, ale jak wiele ich było, trudno zliczyć. Poza tym kochał teatr. Uważał, że aktor musi grać do końca. – Może i dziś mógłbym wyjść na scenę? – zastanawiał się, ukończywszy, bagatela, lat 90.
W Teatrze Wybrzeże wszystko się dlań zaczęło. Tutaj debiutował. W spektaklu „Poszukiwacze” z 1953 roku, gdzie przypadła mu rola „negatywnego bohatera, mąciwody i sabotażysty”, wygląda jak latynoski amant. W „Grzechu” Żeromskiego ma na sobie kraciastą marynarkę. Pod nosem – przyklejony wąsik!
Dzięki reklamom możemy codziennie publikować wiadomości z całego Pomorza całkowicie za darmo. Wyłączenie blokady reklam to realne wsparcie lokalnych mediów