To zdjęcie z przedstawienia „Grzech”, którego premiera odbyła się w Teatrze Wybrzeże w 1955 roku. Często publikowana fotografia. Jednak nie ze względu na bohatera kolejnego wspomnienia z cyklu „Poczet aktorów zapomnianych”, a z racji aktora, o którym pamięć jest wciąż żywa, Zbigniewa Cybulskiego. W „Grzechu” Żeromskiego zagrał jedną z pierwszych ról. Kraciasta marynarka, wymodelowane brwi, a i zadziorny wąsik! Nic dziwnego, że zdjęcie krążyło w mediach, choć rzadko kiedy pisano, kto towarzyszy Cybulskiemu. A szkoda… Bo to Juliusz Lubicz-Lisowski! Nie tylko grał w tym przedstawieniu, także je reżyserował. Jego aktorskie dossier to 400 ról teatralnych i 200 filmowych. Pod koniec życia był najstarszym czynnym zawodowo polskim aktorem. Jego życie byłoby tematem na teatralną scenę, na film. Na planie debiutował w roku 1930 w „Moralności pani Dulskiej”, pierwszym polskim filmie z dialogiem nagranym na płytach gramofonowych, ostatnie role, które zagrał po dziewięćdziesiątce (!), m.in. w serialu „40-latek. 20 lat później” oglądaliśmy już po jego śmierci.

Urodził się na początku XX wieku w Rachnówce na Ukrainie Naddnieprzańskiej. W wywiadzie udzielonym pod koniec życia Czesławowi Czaplińskiemu opowiadał, że wychował się wśród lasów, pól i rzek. „Mogłem godzinami podziwiać wschody i zachody słońca, łowić ryby, polować na głuszce i być może temu właśnie zawdzięczam moją obecną kondycję i zdrowie”.
Absolwent Studium Dramatycznego w Warszawie debiutuje u samego Schillera. Miał 24 lata. Występował obok Mistrzów: Adwentowicza, Zelwerowicza, Żabczyńskiego... Ale zanim do teatru trafił studiował chemię na Politechnice Kijowskiej. Założyciel wytwórni kosmetyków „Krystyna”.
CZYTAJ TEŻ: Teatr w Teatrze. Poczet aktorów zapomnianych
Do zespołu Teatru Wybrzeże dołącza w roku 1953. Spotyka tu m. in. Wiktora Biegańskiego, którego podziwiał na ekranie w przedwojennym iluzjonie. W gdańskim teatrze Lubicz-Lisowski gra i reżyseruje. Z Cybulskim spotka się na scenie już w spektaklu „Barbarzyńcy” z 1953 roku. Jego rola zostaje zauważona przez krytyków.
Był aktorem przełomu epok. Czuł postać. I kostium. Przypomina mi się opowieść innego starego aktora, który wyznał, jak to w latach 60. próbom do pewnego historycznego przedstawienia przysłuchiwał się teatralny portier, który – jak się okazało - był przed wojną ... koniuszym u księcia Radziwiłła. Rady, których udzielał młodym aktorom w kwestii dawnego obyczaju – bezcenne.

























Napisz komentarz
Komentarze