Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mózg nastolatka: Przebudowa, umierające neurony i wypaleni rodzice, czyli ciężki czas dorastania

Polskie 15-nastolatki deklarują otrzymywanie tak nikłego wsparcia od najbliższych, że, w porównaniu ze swoimi rówieśnikami z innych krajów europejskich, znajdują się na trzecim miejscu od końca. Gorzej mają tylko dzieci w Anglii i w Bułgarii – mówi dr Marcin Szulc, prof. UG z Zakładu Psychologii Osobowości i Psychologii Sądowej Uniwersytetu Gdańskiego.
nastolatek

Autor: Canva | Zdjęcie ilustracyjne

Ratujmy nasze dzieci
Pracując w Zakładzie Psychologii Osobowości i Psychologii Sądowej, zajmuje się Pan od dawna dwoma tematami: zagrożeniami społecznymi i okresem dorastania. Czy mają one ze sobą coś wspólnego?

Tak się składa, że oba te zagadnienia bardzo się „lubią” ze sobą, co jest zresztą normą. Podczas spotkań z nauczycielami i rodzicami uspokajam obie grupy, że w większości przypadków niepokojących ich zachowań młodych ludzi wszystko idzie zgodnie z planem rozwojowym. I trzeba przede wszystkim cierpliwości oraz uważności.

PRZECZYTAJ TEŻ: Każda śmierć samobójcza jest tragedią. Jest także aktem agresji uderzającej w otoczenie
Marcin Szulc
Dr Marcin Szulc, prof. UG z Zakładu Psychologii Osobowości i Psychologii Sądowej Uniwersytetu Gdańskiego

A co wpływa na wzrost przypadków depresji u nastolatków?

Uczestniczyłem w ubiegłym roku w badaniach zleconych przez miasto Gdańsk, realizowanych pod egidą dr Agaty Rudnik, razem z prof. Mariolą Bidzan i dr Aleksandrą Szulman-Wardal. Próbowaliśmy odpowiedzieć na pytania o uwarunkowania samobójstw w kontekście szkoły, której uczniowie takiego czynu dokonali. Okazało się, że nic nie różni szkoły, do której chodzili uczniowie, którzy popełnili samobójstwo, od pozostałych placówek. Po prostu szkoły, w których takiego zdarzenia nie było, miały więcej szczęścia.

Szkoła często nie wie o poważnych problemach psychicznych ucznia, bo rodzice nie mają obowiązku jej o tym informować. To niedobrze, gdyż łatwiej byłoby reagować pedagogom, gdyby mieli wiedzę o samopoczuciu dziecka. Ponadto w tych badaniach same dzieci ujawniły poważne problemy, wynikające z relacji. Nastolatek nie ma narzędzi do radzenia sobie z sytuacją trudną. Do tego potrzebne są wiedza, doświadczenie, gdzie szukać pomocy i jak o nią poprosić. Brakuje też wsparcia ze strony najbliższego otoczenia. Z bardzo dużych badań prowadzonych w 42 krajach wynika, że polscy rodzice są najbardziej wypaleni rodzicielsko.

Co to oznacza?

Najogólniej mówiąc, jest to stan wynikający z trwałej ekspozycji na chroniczny stres rodzicielski z dominującym wyczerpaniem emocjonalnym, utratą przyjemności z bycia rodzicem i zmęczeniem, którego nie da się zregenerować. Rodzic rano wstaje, patrzy na dziecko i już jest zmęczony. Nie ma siły ani ochoty udzielać dziecku wsparcia, jest zdystansowany, choć bardzo dziecko kocha. Ten stan najczęściej występuje w kulturach o charakterze indywidualistycznym, czyli takich, w których jesteśmy odpowiedzialni i za swoją porażkę, i za sukces. Jak Atlas bierzemy wszystko na swoje barki. A przecież nie zawsze jesteśmy winni porażki, a i sukces nie w każdym przypadku to wynik ciężkiej pracy nad sobą.

Rodzic zmęczony jest rodzicem zirytowanym, a zirytowany jest niemiły i niechętnie znajduje energię, by zauważyć problemy z dzieckiem oraz udzielić mu pomocy we właściwym czasie.

Z raportu „Health Behaviour in School-aged Children” wynika, że polskie 15-nastolatki  deklarują otrzymywanie tak nikłego wsparcia od najbliższych, że, w porównaniu ze swoimi rówieśnikami z innych krajów europejskich, znajdują się na trzecim miejscu od końca. Gorzej mają tylko dzieci w Anglii i w Bułgarii.

To gdzie, jeśli nie u rodziców, szukają pomocy?

U przyjaciół, co jest naturalne w okresie dorastania. Ale także w sieci. I dobrze, jeśli trafią na podobnego do siebie poszukującego wsparcia nastolatka. Tyle że my dorośli mamy nikłą wiedzę o tym, co nasze dzieci robią w sieci, w cyfrowych gettach. Stamtąd otrzymują wzorce zachowań, które, ich zdaniem, są oczekiwane. Na przykład te dotyczące zachowań seksualnych. Nie istnieje u nas edukacja seksualna, w domu tego tematu zazwyczaj się nie porusza, a w szkole, z powodów ideologicznych, także nie wolno o tym mówić. Więc źródłem wiedzy jest cyfrowa pornografia, która buduje wypaczone wzory zachowań seksualnych. Trafiają na te treści dzieci zupełnie nieprzygotowane rozwojowo i emocjonalnie. A potem czternastoletnia dziewczynka pyta, czy musi uprawiać z partnerem seks analny.

Brak wsparcia rodziny i fałszywa pomoc w sieci to gotowa recepta na zaburzenia psychiczne?

Wielu psychiatrów, z którymi rozmawiam, potwierdza, że w licznych przypadkach dałoby się uniknąć interwencji psychiatrycznej. Przeważnie mamy bowiem do czynienia z kryzysami rozwojowymi i sytuacyjnymi. Czyli z normą. Wystarczyłyby uważność, relacje i bliskość. Tym, co powoduje, że typowe kryzysy rozwojowe i sytuacyjne przekształcają się w kryzys chroniczny, prowadzący do niebezpiecznej sytuacji, są właśnie brak uważności rodziców oraz presja edukacyjna, wyścig szczurów, co potwierdziły nam wspomniane wcześniej wyniki badań. Z dużym mozołem wychodzimy ze szkoły folwarcznej, w której obowiązują zasad: „ty milczysz, ja mówię”, „jeszcze jedno słowo i wyciągamy karteczki”. Niestety, w mojej ocenie, zaczynamy skręcać w stronę edukacji azjatyckiej, w której dzieci nie mają czasu nawet na sen!

Kolejny problem to poczucie wstydu rodziców, że dziecko poszukuje pomocy, że nie jest idealne, że się mu „coś zepsuło”.

PRZECZYTAJ TEŻ: Kiedy znika dziecko. Ucieczka to zaledwie wierzchołek góry lodowej

Bo wtedy jestem złą matką, niedobrym ojcem?

W naszych badaniach dzieci ujawniły, że rodzice często mówią: „Za moich czasów nie było psychologów i człowiek musiał sobie radzić, weź się w garść”. I mówią to nie dlatego, że są złymi rodzicami, tylko są zmęczeni, bezradni i często brak im wiedzy, co się dzieje z ich dzieckiem, zaś depresja to jest jakiś wymysł...

…który może zakończyć się tragicznie.

Dlatego tak wiele zależy od rodziców. Nastolatek nie ma kompetencji i wiedzy, jak sobie pomóc, bo jest dzieckiem. I tu warto odwołać się do celnej refleksji prof. Marka Kaczmarzyka z Uniwersytetu Śląskiego, że mózg nastolatka jest mózgiem w przebudowie.

PRZECZYTAJ TEŻ: Pomorska Rada Oświaty o kontrowersyjnej ankiecie MEiN dla nastolatków

Co to oznacza?

Między 5. a 17. rokiem życia dochodzi do największego wymierania neuronów w korze mózgowej. W niektórych partiach mózgu tracimy nawet do 85 proc. neuronów.

Coś zastępuje te neurony?

Więcej nie zawsze znaczy lepiej. Tworzy się nowa architektura mózgu, wzmacniają się połączenia, mielinizacja. Im głębsza jest przebudowa, tym lepsze są efekty tego etapu. I co ciekawe, żadne inne organizmy zwierzęce tego nie przechodzą, tylko człowiek. Problemem jest, że poszczególne części mózgu nastolatka dorastają w różnym tempie. A to prowadzi do braku synchronizacji między ośrodkami.

PRZECZYTAJ TEŻ: Ratujmy nasze dzieci. Dołączcie do naszej akcji społecznej!

Jakie są tego skutki?

Chociażby dysfunkcje w zakresie zdolności poznawczych. Zaskakujące jest, jak mało ludzi – w tym także rodziców – o tym wie. Przecież nie można liczyć, że nastolatek przyjdzie do rodziców i powie: Mamo, tato, moja grzbietowo-brzuszna część kory przedczołowej będzie w pełni dojrzała dopiero koło 25. roku życia, więc wykaż zrozumienie dla moich nie zawsze racjonalnych zachowań.

Nie jest potrzebna kampania informacyjna dla rodziców?

Oczywiście! Oraz czas przeznaczony dziecku i uważność. Ale także wiedza teoretyczna. Mózg człowieka jest  proaktywny, zmienia się nie tylko pod wpływem otoczenia, ale sam eksploruje i poszukuje. Przypomnijmy sobie, jak wyglądało nasze dorastanie. Kora przedczołowa jest częścią mózgu, gdzie podejmowane są wszystkie racjonalne decyzje. Tam się ważą wybory, kontroluje się reakcje emocjonalne, impulsy, wydaje się sądy.

PRZECZYTAJ TEŻ: Lepsza przyszłość. Specjalna platforma pomoże dzieciom w kryzysie
mózg

To, jak funkcjonuje młody człowiek z niedojrzałą korą przedczołową?

Według sekwencji: działa, nie działa, działa, nie działa, działa.... Nastolatki nie schodzą z linii produkcyjnej z audytem ISO, więc każdy z nich może być na różnym etapie rozwojowym, będąc w tym samym wieku.

Jak mówi prof. Kaczmarzyk, każdy mózg jest unikatowy, bo oddziałują na niego unikatowe zestawy bodźców, a on sam je, według swoich algorytmów, „obrabia”. Opóźniona i nierówna mielinizacja powoduje, że spada prędkość impulsów nerwowych, u nastolatka bywa nawet stokrotnie wolniejsza niż u dorosłego. Oznacza to słabszą transmisję sygnałów. Nastolatki, z powodu specyficznej przebudowy mózgu, korzystają z innych jego części do przetwarzania tego, co czują.

Okazało się, np., że emocje strachu w stu procentach identyfikowali dorośli i tylko połowa nastolatków. Inna ciekawa sprawa – około 30 proc. min nastolatków wynika z przypadkowej aktywności różnych mięśni twarzy. To, co dorośli interpretują jako grymas, często nie jest kontrolowane przez kilkunastoletnie dziecko. Te wszystkie procesy mogą być zarzewiem konfliktu.

Jak na informacje o przebudowie mózgu dziecka reagują rodzice?

Trochę się uspokajają i zaczynają postrzegać dziecko z perspektywy rozwojowej. Kiedy jestem pytany, jaka dzisiaj jest młodzież, odpowiadam, że, w mojej ocenie, jest to pierwsze nietoksyczne pokolenie.

Nietoksyczne?

Nas uczono, by szanować starszych, bo są... starsi. Dziś młody człowiek mówi: na szacunek trzeba zapracować. Nie chcą za grosze zbierać truskawek, bo uważają, że to wyzysk. I mają rację, z niewolnika nie ma pracownika. To budzi sprzeciw starszego pokolenia, które dorastało w innych warunkach. Dla pokolenia Z na pierwszym miejscu jest rodzina, potem zdrowie, a dopiero na trzecim życie zawodowe. 

Zauważamy też, że u współczesnych dzieci skracają się wstępne fazy rozwojowe, czyli okres niemowlęcy i poniemowlęcy, a wydłuża się dorastanie. Na całym świecie mamy do czynienia ze zjawiskiem gniazdownictwa, czyli niechęci do opuszczania domów rodziców. Nastolatki potrzebują dziś więcej czasu i pomocy, by pójść „na swoje”. Zauważono też, że im dłużej młody człowiek gniazduje, tym ma większą szanse na lepszy start.

PRZECZYTAJ TEŻ: Widzę, że jesteś smutny. Chcesz, przyniosę ci kredki? Jak sztuka może zapobiegać depresji

Dziadkowie i rodzice szybciej stawali się samodzielni.

Kontekst jest inny. Nie można porównać dorastania podczas wojny czy komuny z obecnymi czasami, bo te konteksty są po prostu inne i nieprzystawalne.

A czy na obecny stan psychiczny dzieci wpływa wzmożenie polityczne dorosłych, te kłótnie okołowyborcze w rodzinach, agresja lejąca się z ust polityków?

Z pewnością. Polityka bywa poważnym źródłem frustracji. Badania Kevina Smitha z Uniwersytetu w Nebrasce wykazały, że 40 proc. Amerykanów uważa politykę za istotne źródło stresu w swoim życiu, a około 5 proc. nawet rozważało samobójstwo w odpowiedzi na rozwój wydarzeń politycznych. Najbardziej wrażliwi na wstrząsy polityczne są ludzie młodzi, którzy doświadczają wyższego poziomu lęku, niepokoju i obniżenia dobrostanu psychicznego. Gdyby przyjrzeć się ostatnim ośmiu latom w Polsce, to nawet nie trzeba sięgać do badań, wystarczy odrobina empatii, by wyobrazić sobie, jak mogły się czuć, np., osoby nieheteronormatywne.

PRZECZYTAJ TEŻ: Akcja społeczna „Zawsze Pomorze”. Ratujmy nasze dzieci – walczymy o pomoc psychiatryczną dla najmłodszych

Świat wartości młodzieży jest inny niż rodziców?

Jak już mówiłem, zmieniły się relacje międzypokoleniowe w takich kategoriach, jak bezwarunkowy szacunek wobec starszych, co może być przyczyną napięć między rodzicami czy dziadkami a dziećmi i wnukami. Dawniej przejawem szacunku było reprodukowanie wzorca wyznawanego przez rodziców. Konflikty pojawiają się na styku indywidualnych wyborów dziecka i oczekiwań rodziców. Za komuny życie było łatwiejsze, bo wróg był jeden i jasno określony. Dziś możemy wybrać takie wartości, jakie nam odpowiadają, zachęcani do tego przez rodziców i szkołę. Szczególnie afirmowane są zdobycze świata zachodniego: wolność i indywidualizm. Kontrastują z tym wartości konserwatywne. A rodzice chcieliby mieć ciastko i je zjeść: „Proszę bardzo, możesz wybrać, co tylko chcesz, pod warunkiem, że mi się to spodoba”. Oczywiście, często czynią to z przekonania, że dbają o dobro i przyszłość dziecka.

Ważne, aby nie tabuizować tematów, dawać nastolatkowi przestrzeń do wyrażenia swojego świata wartości i poglądów. I dyskutować, unikając protekcjonalizmu. Zdaję sobie sprawę, że wymaga to od nas czasu, wiedzy i zaangażowania, ale nikt nie obiecywał, że wychowanie dziecka to „rurka z kremem”.

(W listopadzie druga część rozmowy z prof. Marcinem Szulcem, w której dowiemy się m.in., dlaczego nastolatki śpią za krótko i jak to wpływa na ich psychikę).


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama