Reklama Activa - Kamienice Pruszczańskie

Miłość, szacunek i medycyna. „Jesteśmy partnerami na tym samym poziomie”

Ona: mgr piel. Andżela Wichmann-Wasilewska, pomorski konsultant wojewódzki w dziedzinie pielęgniarstwa chirurgicznego i operacyjnego. On: dr n. med. Wojciech Wasilewski, pomorski konsultant wojewódzki w dziedzinie neurochirurgii. To prawdopodobnie jedyne w kraju małżeństwo pełniące równocześnie funkcje konsultantów w ochronie zdrowia.
Wojciech Wasilewski, Andżela Wichmann-Wasilewska
Wojciech Wasilewski i Andżela Wichmann-Wasilewska. Wyjątkowe małżeństwo konsultantów medycznych z Pomorza

Autor: Archiwum prywatne

Nie spotkałam się z przypadkiem, by małżonkowie pełnili równocześnie funkcje wojewódzkich konsultantów medycznych. Macie gdzieś w Polsce swoich odpowiedników?

Dr Wojciech Wasilewski: Nic mi o tym nie wiadomo. Żona jest konsultantem w dziedzinie pielęgniarstwa chirurgicznego i operacyjnego już drugą kadencję, ja zostałem powołany na stanowisko konsultanta w dziedzinie neurochirurgii w maju ubiegłego roku. 

Pani kieruje blokiem operacyjnym w Szpitalu Morskim w Gdyni, pan w ubiegłym roku zastąpił prof. Wojciecha Kloca na stanowisku ordynatora neurochirurgii w szpitalu im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku. Najpierw połączyła was praca czy uczucie?

Andżela Wichmann-Wasilewska: Praca. Spotkaliśmy się w szpitalu.

Interesy chirurgów i pielęgniarek chirurgicznych nie są aby rozbieżne zawodowo?

A.W.W.: Można mówić o pewnej rozbieżności. Każdy z nas ma swoją rolę, którą pełni na bloku operacyjnym. I nie da się ukryć, że czasem mamy różne zdania na temat naszej pracy, niekiedy nawet się posprzeczamy. 

Dr W.W: Ale potem się godzimy. 

A.W.W.: Mąż ma rację.

Jaki jest wspólny mianownik działań konsultantów w ochronie zdrowia?

Dr W.W.: Reprezentujemy zawody związane z operowaniem ludzi, czyli chirurgią. Oboje jesteśmy zgodni, że wspólnym mianownikiem powinna być kwestia jakości. Nie potrafimy pogodzić się, jeżeli coś się rozmywa, jakieś procedury wykonywane są niechlujnie lub pacjenci są nieodpowiednio zadbani. Nawet jeśli ktoś ma małego guza w głowie, wymagającego jedynie obserwacji, to już sama diagnoza jest dla niego ciężkim przeżyciem. Pacjent powinien być zaopiekowany od początku, a jeżeli wymaga operacji, zabieg musi być zrobiony na najwyższym poziomie. 

W neurochirurgii milimetr jest ważny. Ruch, który jest niekontrolowany, nie może się wydarzyć. Mamy oczywiście nowoczesny sprzęt, ale w naszym zawodzie wymagana jest powtarzalność. Trzeba mieć także pomoc w pielęgniarkach operacyjnych, które potrafią wyczuć, co będzie chirurgowi potrzebne, zanim to powie. Stąd potrzeba tworzenia zespołów terapeutycznych, w których każdy z każdym rozumie się bez słów, jest niezmiernie istotna w specjalizacjach chirurgicznych.

Chciałbym też kontynuować zasady wprowadzone przez poprzedniego konsultanta w dziedzinie neurochirurgii, prof. Wojciecha Kloca, który kładł nacisk, byśmy mieli sprzęt najwyższej klasy i przechodzili najwyższej jakości kursy oraz szkolenia.

A.W.W.: Podobnie jest w zawodzie pielęgniarki chirurgicznej. Dzisiaj już nie ma średniego personelu w pielęgniarstwie. Pielęgniarki kończą pierwszy stopień studiów pielęgniarskich, potem jest magisterka, czyli drugi stopień studiów, a potem dokształcanie podyplomowe, czyli kursy specjalizacyjne, kwalifikacyjne. Stawiam nacisk, by każda pielęgniarka, która po odebraniu dyplomu przychodzi na blok operacyjny, miała mentora szkolącego ją przez wiele miesięcy. Musimy także posiadać ogromną wiedzę na temat sprzętu, jaki posiadamy na bloku. Jego używalności, etapów zabiegu.

A jak to jest z tym rozumieniem się bez słów, o którym mówił pani mąż?

A.W.W.: Cudownie jest, kiedy rozumie się zespół na sali operacyjnej, czyli pielęgniarka, operator, asysta. Niejednokrotnie stoimy przy zabiegu kilka godzin, twarzą w twarz. 

Jeżeli instrumentariuszka zna dobrze anatomię i wie jaki rodzaj zabiegu będziemy wykonywać, to operator nie musi mówić, czego potrzebuje. Dostaje od pielęgniarki to, czego potrzebuje w danym momencie. I to jest najpiękniejsze i daje nam też ogromną satysfakcję, bo po prostu jesteśmy partnerami na tym samym poziomie. Tak jak jest się partnerem w rozmowie, tak jest się też partnerem w pracy przy stole. Powiem krótko – musimy się lubić.

Dr W.W.: Cały zespół jest ważny, ale tą kwintesencją, która dotyka pacjenta, jest współpraca pielęgniarki operacyjnej i lekarza. W obu naszych zawodach istotne są kształcenie oraz dążenie do doskonałości. Technika się rozwija, dostajemy coraz bardziej wysublimowane, a także skomplikowane urządzenia do operacji, na salę operacyjną wchodzą roboty, mikronarzędzia, idziemy teraz w kierunku minimalizacji cięć, minimalizacji operacji, dominuje chirurgia minimalnie inwazyjna. To wszystko wymaga też szkoleń i perfekcji w używaniu sprzętu. Cóż z tego, że szpital kupi robota za miliony złotych, jeżeli operator się nie wyszkoli i nie pomoże mu pielęgniarka, która wie, jak to obsłużyć.

Mówicie państwo o wzajemnym szacunku obu grup zawodowych. Jest to powszechne zjawisko w środowisku medycznym?

Dr W.W.: W ostatnich latach w chirurgii kładzie się nacisk na powstawanie zespołów terapeutycznych, w skład których wchodzą, na równych prawach, zespoły pielęgniarskie i zespoły lekarskie. Współpraca odbywa się nie tylko przy stole operacyjnym, ale i po powrocie pacjenta na oddział. 

Pacjent do momentu wyjścia z szpitala musi być cały czas pod opieką rozumiejących się, kochających, szanujących zespołów terapeutycznych, gdzie każdy członek tego zespołu jest równie ważny. I ten szacunek jest niezbędny.

A.W.W.: Jako kierownik bloku operacyjnego w szpitalu w Gdyni-Redłowie, również stawiam na poważanie podległych pracowników, co absolutnie nie jest sprzeczne ze stawianiem wymagań. Szacunek należy się niezależnie od stanowiska, narodowości, wykształcenia. Wszystkich traktujemy tak samo.

Jak będzie wyglądała w przyszłości praca w państwa zawodach?

Dr W.W.: Mamy do czynienia z ogromnym postępem w naukach medycznych. Pojawiają się nowe technologie, które trzeba opanować, coraz większa wiedza na temat różnych chorób, chociażby neurologicznych, a także coraz skuteczniejsze metody leczenia. Mamy nadzieję, że wraz z pojawieniem się nowych technologii, wymagających od lekarzy i pielęgniarek ustawicznego kształcenia, nie zatracimy tego, co najważniejsze – jakości, profesjonalizmu i wzajemnego zrozumienia.

Rozmawiacie w domu o pracy?

A.W.W. Oczywiście! Jesteśmy oboje kierownikami, oboje konsultantami i oboje kochamy swoją pracę. Uzgadniamy ze sobą wiele spraw, przy tym wspieramy się nawzajem. Czasem też spieramy się, która spółka – moja czy męża – jest lepsza. Wygrywam, bo mówię, że mój prezes jest przystojniejszy (śmiech). 

Dr W.W.: Używam innych argumentów.

Wojciech Wasilewski, Andżela Wichmann-Wasilewska

Pozostaje mi tylko z okazji walentynek życzyć państwu, byście zawsze ze sobą wszystko konsultowali, nadal wzajemnie się szanowali, lubili, czyli tak samo, jak na sali operacyjnej.

A.W.W.: A ja chciałabym skorzystać z możliwości, by z okazji przypadającego 15 lutego Europejskiego Dnia Pielęgniarstwa Operacyjnego złożyć wszystkim pielęgniarzom i pielęgniarkom pracującym na salach operacyjnych życzenia zdrowia, szczęścia, wewnętrznego spokoju. I tego, by każdy z was w codziennej pracy spotykał się z wzajemną życzliwością i szacunkiem. 

Dr W.W.: Przyłączam się do życzeń.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama