Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie

Świat kobiet: Jest dobrze czy niezbyt dobrze?

Zasadniczo wszystko wygląda optymistycznie: równość płci nie jest już tylko pustym hasłem, we wszystkich dziedzinach zawodowych kobiet jest coraz więcej, a luka płacowa jest coraz mniejsza. Ale wystarczy spojrzeć głębiej, by okazało się, że kobiety nadal mają trudniej
Świat kobiet: Jest dobrze czy niezbyt dobrze?

Autor: Krzysztof Ignatowicz

Czy kobietom w przestrzeni publicznej jest dzisiaj gorzej niż mężczyznom? Czy trzeba podkreślać prawa, opracowywać parytety? Z danych ubiegłorocznego raportu World Economic Forum wynika, że w osiągnięciach edukacyjnych jesteśmy blisko światowej czołówki. Osiągnęliśmy pełną równość w dostępie do edukacji podstawowej i wyższej. Co roku polskie uczelnie opuszczają tysiące świetnie wykształconych kobiet. Z drugiej strony - te wyniki nie przekładają się na rynek pracy. Potencjał wypracowany na studiach rozmywa się w zetknięciu z realiami. 

Kilka tygodni temu – 11 lutego – na polskich i nie tylko uczelniach, obchodzono Międzynarodowy Dzień Kobiet i Dziewcząt w Nauce. Brzmi jak nazwa święta, które zostało jako relikt dawnych czasów, gdy kobiety płeć miała zasadnicze znaczenie, a kobietom ograniczano dostęp do publicznej przestrzeni. Jednak nie – to święto ma dopiero 10 lat, ONZ ustanowiło je w 2015 roku. 

- Kobiety potrzebują nauki, a nauka potrzebuje kobiet. I tylko wykorzystując wszystkie źródła wiedzy, wszystkie źródła talentów, możemy odblokować pełny potencjał nauki i sprostać wyzwaniom naszych czasów – powiedziała kilka lat temu Audrey Azoulay, ówczesna dyrektorka generalna UNESCO.

- Kobiety są zdolne i ambitne, ale rzadziej decydują się na kariery naukowe na najwyższych szczeblach, ponieważ brakuje im wiary w swoje możliwości – to z kolei słowa prof. Anny Chrobok, prorektorki Uniwersytetu Śląskiego. 

Zasadniczo wszystko wygląda optymistycznie: równość płci nie jest już tylko pustym hasłem, we wszystkich dziedzinach zawodowych kobiet jest coraz więcej, a luka płacowa jest coraz mniejsza. 

- „Zasadniczo” to dobre słowo, bo gdy przyjrzymy się uważniej, to okaże się, że obraz nie jest aż tak optymistyczny – uważa Joanna Torbé-Jacko, ekspertka BCC i członkini Rady ds. Kobiet na Rynku Pracy. - Kobiety mają trudniej, rzadziej awansują i zarabiają mniej.

Pierwsze studentki

Jeszcze pod koniec XIX wieku na ziemiach polskich kobiety nie mogły studiować. Zmieniło się to dopiero w 1894 roku. 

Jesienią 1894 roku drzwi Uniwersytetu Jagiellońskiego otworzyły trzy kobiety: Jadwiga Sikorska (po mężu Klemensiewicz), Janina Kosmowska i Stanisława Dowgiałłówna. Tylko one - z ponad 50, które złożyły podania o przyjęcie - uzyskały zgodę na naukę farmacji. Ale nie jako studentki – były hospitantkami, czyli wolnymi słuchaczkami, bez prawa do dyplomu. Najpierw jednak musiały udowodnić, że mają „życiową potrzebę studiowania”, musiały też zdobyć zgodę każdego wykładowcy z osobna i nie pozwalano im wchodzić na wydziały prawa, lekarski i teologiczny.  

Dopiero w 1900 roku UJ dopuścił kobiety do studiowania medycyny i farmacji. W dwudziestoleciu międzywojennym habilitacje uzyskało 15 kobiet, a pierwszą kobietą z tytułem profesorskim była w 1929 roku Helena Willmann-Grabowska, znawczyni sanskrytu. 

Raport badaczek z UG

Pod koniec ubiegłego roku opublikowano raport, którego autorkami są dwie profesorki z Uniwersytetu Gdańskiego: Natasza Kosakowska-Berezecka oraz Magdalena Żadkowska. Raport „Efekt nagrody: Widoczność lekarstwem na znikanie” powstał w ramach programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki. 

Wynika z niego przede wszystkim, że kobiety w polskiej nauce wciąż rzadziej awansują, kierują projektami i zdobywają granty, mimo że - jak udowodniono - to zespoły mieszane tworzą najlepsze badania. A głównymi ograniczeniami są bariery kulturowe, obciążenia rodzicielskie i stereotypy. 

Prof. Natasza Kosakowska–Berezecka i dr hab. Magdalena Żadkowska rozmawiały z badaczkami na różnych etapach kariery, analizowały też badania dotyczące równości we nauce. 

- Choć kobiety stanowią dziś 48,4 proc. kadry akademickiej, ich reprezentacja drastycznie spada wraz z każdym kolejnym szczeblem awansu – podkreślają autorki raportu. - Wśród profesorów jest ich już zaledwie 28 proc. 

Choć kobiety stanowią dziś 48,4 proc. kadry akademickiej, ich reprezentacja drastycznie spada wraz z każdym kolejnym szczeblem awansu. Wśród profesorów jest ich już zaledwie 28 proc. – podkreślają autorki raportu „Efekt nagrody: Widoczność lekarstwem na znikanie” powstał w ramach programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki (fot. Pixabay | zdjęcie ilustracyjne)

- Czyli w gronie osób, które nazywamy wybitnymi, doskonałymi, genialnymi, jest ich wyraźnie mniej. Mało tego, istnieją badania pokazujące, że samo słowo „geniusz” częściej jest przypisywane mężczyznom – mówiła prof. Kosakowska-Berezecka. I przypominała: - Nawet w dziecięcych rysunkach naukowcy to najczęściej mężczyźni, co dobrze pokazuje siłę kulturowych skojarzeń utrwalanych od najmłodszych lat.

Rzeczywiście – jak przypominają badaczki na początku swojego raportu: w latach 60–70. XX wieku w USA przeprowadzano badania, w których poproszono dzieci i młodzież od 5 do 18 roku życia o narysowanie naukowca. Jedynie 1 procent rysunków przedstawiał kobiety. Gdy to badanie powtórzono w 2016 roku, już na 34 proc. rysunków zobaczyć można było wizerunek naukowczyni. 

Choć badanie dotyczy Stanów Zjednoczonych, to porównywalne wyniki najprawdopodobniej można by uzyskać w Europie i to nie tylko w odniesieniu do nauki. W 2022 roku, gdy w ramach projektu „Narysuj naukowca” poproszono dzieci o narysowanie „naukowca”, „pilota” lub „policjanta”, aż 79 proc. z nich narysowało mężczyznę, a tylko 21 proc. kobietę. Gdy sformułowanie zmieniono na neutralne (np. „osoba, która pilotuje samolot”), odsetek dzieci rysujących kobietę wzrósł nawet dwukrotnie w porównaniu do pierwszej grupy. 

A jak tam dzieci?

- Kobiety znikają, ponieważ biorą na siebie zadania, których nikt inny nie chce, ponieważ uczono je siedzieć w kącie i czekać na swoją kolej oraz dlatego, że muszą sprawować opiekę nad bliskimi: dziećmi bądź starszymi rodzicami – uważa dr Magdalena Żadkowska. - Ważnym problemem pozostaje także specyfika oceny dorobku naukowców, oparta na wymogu stałej aktywności. W zdecydowanie większym stopniu obciąża ona kobiety, które częściej niż mężczyźni muszą łączyć karierę z obowiązkami domowymi. 

Część badaczek, z którymi autorki przeprowadzały wywiady, przyznała nawet, że podczas rozmów o stypendia i stanowiska pytano je o plany macierzyńskie. 

- Nawet jako prelegentki na konferencjach badaczki bywają brane za osoby obsługujące wydarzenie i proszone o kawę. To bardzo mocno utrwala poczucie niewidzialności – dodała dr Żadkowska. 

Nie ma danych, nie ma problemu?

– Sama obecność kobiet w akademii nie jest jeszcze miarą równości – zwraca uwagę dr Anna Górska z Akademii Leona Koźmińskiego w artykule „Międzynarodowy Dzień Kobiet w Nauce. Dlaczego liczby nie wystarczą?”. – Można mieć pełne sale studentek i jednocześnie utrzymywać hierarchie prestiżu, dominację władzy po jednej stronie oraz systemowo nierówne szanse awansu po drugiej. Jeśli sprowadzimy debatę do proporcji („jest dużo kobiet, więc problemu nie ma”), przegapimy sedno: dostęp do awansu, bezpieczeństwa, zasobów, uznania i realnej sprawczości.

Podobnie mówi dr hab. Joanna Kruczalak-Jankowska, prof. UG, rzeczniczka ds. równego traktowania i przeciwdziałania mobbingowi UG. Mówiła o tym podczas II Dnia Równości na UG w dyskusji „Czy nauka ma płeć”.

– Gdy zaczynaliśmy nasze działania, zmierzające do wyrównania szans, usłyszałam zdanie „nie ma danych, nie ma problemu”. Dlatego zabraliśmy się za zbieranie danych - pokazanie tego, jak kształtują się zarobki czy pokazanie, jak przedstawiciele płci pełnią różne funkcje w organach kierowniczych uczelni. Otworzyło nam to oczy, bo z tą równością nie do końca jest tak, jak chcielibyśmy. 

– W polskim środowisku akademickim regularnie pada zdanie: „Ale przecież u was jest mnóstwo kobiet. To chyba nie ma dyskryminacji?” – zwraca uwagę dr Anna Górska. - Brzmi rozsądnie, bo odwołuje się do tego, co widać na korytarzu. I właśnie dlatego bywa tak skuteczne jako zasłona dymna. 

Jak pokazuje badanie CBOŚ z 2024 roku - 47 proc. mężczyzn uważa, że „kobiety mają już dziś w Polsce wystarczająco dużo praw”. Aż 80 proc. osób w Polsce nie zdaje sobie nawet sprawy z istnienia luki płacowej, a w siedmiu na dziesięć firm w ogóle się o tym nie rozmawia („Równość w miejscu pracy. Luka płacowa w Polsce”, Kongres Kobiet i Maison & Partner). W Polsce niemal 70 proc. osób z wykształceniem biznesowym lub administracyjnym to kobiety, ale ich reprezentacja wśród prezesów zarządów spółek notowanych na giełdzie to niewiele ponad 2 proc. 

Jest też inna wiadomość: w ubiegłym roku Światowe Forum Ekonomiczne ogłosiło najnowszy Global Gender Gap Report – coroczne badanie ukazujące postępy w zakresie równości płci w 148 gospodarkach świata. Raport mierzył nierówności między kobietami i mężczyznami w czterech kluczowych obszarach: uczestnictwa ekonomicznego, edukacji, zdrowia oraz władzy politycznej. Wynika z niego, że pełna równość nastąpi za 122 lata. 

Kobiety na Pomorzu

Kobietom na Pomorzu trudno jest łączyć życie zawodowe z rodzinnym, zarabiają też mniej niż panowie, wykonując pracę na tych samych stanowiskach – to wniosek z badania o kobietach na pomorskim rynku pracy, zrealizowanego przez Wojewódzki Urząd Pracy w Gdańsku. Ale gdy starają się o awanse i podwyżki, to z reguły je dostają. 

Kobiety stanowią 51 proc. mieszkańców województwa - na Pomorzu na 106 kobiet przypada 100 mężczyzn. Prawie 440 tys. pań pracuje w takich obszarach, jak: opieka zdrowotna i pomoc medyczna, edukacja oraz usługi. Badanie o sytuacji kobiet na regionalnym rynku pracy przeprowadzono z inicjatywy pomorskiego Zespołu do spraw kobiet, który doradza władzom województwa pomorskiego m.in. w sprawach równego traktowania pań na rynku pracy. Badanie w 2023 r. zrealizowali eksperci z WUP w Gdańsku.

Tylko 47 proc. z badanych kobiet wnioskowało o podwyżkę, a jedynie 38 proc. o awans. Najczęściej wskazywały, że nie robią tego, bo nie widzą możliwości awansu w firmie. Aż 20 proc. uważa, że brakuje im kwalifikacji, dla 17 proc. od wyższego stanowiska ważniejsze są zarobki, aż 16 proc. uważa, że jeśli „będzie zasługiwać na awans, to dostanie taką propozycję”. Jednocześnie jednak zdecydowana większość, która postanowiła ubiegać się o jedno albo drugie, odniosła sukces; podwyżkę otrzymało 97 proc. kobiet, które zdecydowały się o nią wnioskować, a 72 proc. dostało awans.

Ogromny wpływ na aktywność kobiet na rynku pracy ma to, czy mają dzieci lub, czy opiekują się osobami zależnymi. Najtrudniej łączyć macierzyństwo z pracą i utrzymać zatrudnienie wtedy, gdy ich dziecko lub dzieci mają do 3 lat. Eksperci, którzy przeprowadzali badanie wskazali, że „zwolnienie z pracy z powodu posiadania małego dziecka jest niedozwolone, pracodawcy wykorzystują jednak inne sposoby, by kobieta sama zrezygnowała z pracy – są to wielokrotne upomnienia, pominięcia w premii, ewentualna degradacja”. Jednocześnie pracodawcy coraz częściej zatrudniają kobiety na stanowiskach wymagających siły fizycznej, w których do tej pory przeważali mężczyźni. „Dzieje się tak, gdyż wielokrotnie okazało się, że mężczyzna z dnia na dzień rezygnuje z zatrudnienia, kradnie lub nadużywa alkoholu. Zdaniem części pracodawców to kobiety, mimo mniejszej siły fizycznej, są bardziej zaangażowane w pracę, odpowiedzialne i lojalne” – czytamy w badaniu.

Ciekawe jest to, że choć mężczyźni mogą korzystać z urlopów rodzicielskich czy zwolnień lekarskich na dziecko, to stosunkowo rzadko to robią. 

Najczęściej wskazywaną przez uczestniczki badania oraz ekspertów nierównością są różnice w zarobkach kobiet i mężczyzn, na tym samym stanowisku przy podobnym wykształceniu i doświadczeniu. Przeciętne wynagrodzenie brutto kobiet było niższe niż mężczyzn. W sektorze publicznym panie zarabiały o 664,91 zł mniej niż panowie, a w prywatnym ta różnica była wyższa i wynosiła aż 1 087,46 zł. Dane wyraźnie wskazują też, że absolwentki uczelni zarabiały mniej niż panowie z tym samym wykształceniem.

Jednocześnie kobiety stykają się z tzw. „szklanym sufitem”, czyli niewidzialną barierą utrudniającą im obejmowanie stanowisk kierowniczych. Najbardziej widać to w branżach, gdzie poszczególne stanowiska nie są zdominowane przez jedną z płci, czyli m.in. w medycynie, nauce i bankowości. W tych dziedzinach kobiety stanowią większy odsetek pracowników, ale kierownikami i dyrektorami zostają najczęściej mężczyźni.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama