Po meczu Szwecja - Polska. Bitwa pod Sztohkolmem, czyli gra paradoksów

Piłkarska reprezentacja Polski we wtorek, 31 marca przegrała w Solnej pod Sztokholmem finałowy mecz barażowy ze Szwecją 2:3 o awans do finałów mistrzostw świata. Na Mundial pojadą Szwedzi.
mecz Szwecja - Polska
Na mundial w Stanach Zjednoczonych pojadą Szwedzi

Autor: PZPN

Mecz Szwecja - Polska. Historyczne i boiskowe paradoksy

Piłka nożna jest grą paradoksów. Mecz ze Szwecją był tego dobitnym przykładem. I to nie tylko paradoksów tych aktualnych, dziejących się na boisku, ale także historycznych. 

Bo jeśli sięgniemy pamięcią do barażowego meczu sprzed czterech lat, kiedy w Chorzowie graliśmy ze Szwedami dokładnie o tę samą stawkę, czyli awans na mundial, wtedy w Katarze, to łatwo skonstatujemy, że reprezentacja nie zagrała wówczas lepiej niż we wtorek, 31 marca. A jednak wygrała tamten mecz 2:0 i pojechała na mistrzostwa świata.

Dobre statystyki to nie wszystko. Przebieg bitwy pod Sztokholmem

Co stało się we wtorek, 31 marca 2026 roku pod Sztokholmem? Reprezentacja Jana Urbana zagrała dobry mecz. Nie idealny, bo wtedy wygrana byłaby nasza, ale to biało-czerwoni mieli przewagę nad Szwedami przez większość spotkania. Kiedy spojrzało się na statystyki, to prawie wszystkie liczby były na korzyść polskich piłkarzy. No właśnie, prawie. Ta najważniejsza, czyli liczba strzelonych bramek, była korzystna dla Szwedów.

Dlaczego przegraliśmy ze Szwecją?

Nasi rywale wykorzystali nieliczne momenty swojej lepszej gry, byli bardziej skuteczni, i to się w piłce nożnej liczy najbardziej. 

Polacy po raz kolejny udowodnili natomiast, że mają mocne charaktery. Potrafili nie tylko w pierwszym półfinałowym meczu z Albanią w Warszawie podnieść głowę i dogonić rywala. O ile wcześniej na Narodowym udało się go pokonać, o tyle w Solnej już nie.

Szwedzi mieli po prostu lepszej jakości niż Albańczycy zawodników ofensywnych, którzy potrafili wykorzystać nasze błędy w obronie. Niestety, popełnialiśmy ich na tyle dużo, że przeciwnik – mimo iż był krócej przy piłce, wymienił mniej podań i oddał mniej strzałów na bramkę – zdobył więcej goli niż Polacy. 

Właśnie dlatego ta porażka boli, i pewnie ten ból jeszcze będziemy odczuwać, bo nie był to zwykły towarzyski mecz, który przechodzi bardziej do statystyk niż historii. Ten przeszedł właśnie do historii polskiego futbolu jako niewykorzystana szansa na kolejny nasz udział w mistrzostwach świata.

Ostatni taniec legend? Lewandowski, Grosicki i Zieliński

Dla takich zawodników, jak Robert Lewandowski, Kamil Grosicki czy Piotr Zieliński, to zapewne była ostatnia szansa na grę w mundialu w barwach polskiej reprezentacji. Nikt z nich nie musi się wstydzić występu na stadionie pod Sztokholmem. Nie mam wątpliwości, że nie tylko oni dali z siebie wszystko, co najlepsze. Czasem jednak i to nie wystarcza, by cieszyć się z sukcesu. Ten może być jeszcze przed kadrą Jana Urbana. 

Co dalej z reprezentacją Polski? Jan Urban zostaje!

Ważną informację przekazał zaraz po meczu prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Cezary Kulesza, komunikując, że kontrakt z polskim selekcjonerem zostanie przedłużony. To podstawa w budowaniu jego autorskiej drużyny, która z pewnością będzie miała jeszcze niejedną szansę na udział w wielkiej imprezie.

Reprezentacja Polski bez Roberta Lewandowskiego?

Dla Jerzego Urbana i jego sztabu zbliża się czas wytężonej pracy. Nie będzie ona wolna od wyzwań, a to największe może nazywać się: „Kadra bez Roberta Lewandowskiego”. Kapitan reprezentacji rozegrał w niej 165 spotkań i strzelił 89 bramek – to wręcz kosmiczne liczby, ale też i wiek „Lewego” skłania do refleksji. Dziś ma on prawie 38 lat, a to jak na napastnika bardzo dużo. 

Robert Lewandowski nie zadeklarował jeszcze, co postanowi po zakończonych właśnie eliminacjach do mundialu, ale należy liczyć się z tym, że mecz ze Szwecją mógł być jego ostatnim występem w kadrze narodowej. 

A jaka będzie kadra bez „Lewego”, to już temat na inne opowiadanie.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze