Reklama

W NFZ brakuje miliardów, kolejki będą jeszcze większe? „Ten model jest nie do utrzymania”

- Model dzisiejszy jest nie do utrzymania – mówi dr Tadeusz Jędrzejczyk, wicedyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego, ekspert ochrony zdrowia, były prezes NFZ. - Za oceanem część ubezpieczycieli wprowadziła metodologię nazwaną „opieka zdrowotna oparta na wartości” - najpierw się ustala najlepszą ścieżkę dla pacjenta, realizuje się jego potrzeby, ale też bada się, czego pacjent naprawdę oczekuje. W efekcie nie tylko opieka się nie pogarsza, ale wręcz poprawia. Pojawiają się też realne oszczędności.
W NFZ brakuje miliardów, kolejki będą jeszcze większe? „Ten model jest nie do utrzymania”
NFZ ogranicza finansowanie badań, a deficyt sięga miliardów złotych

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Od 1 kwietnia Narodowy Fundusz Zdrowia finansuje zaledwie w 60 proc. ponadlimitową gastroskopię i kolonoskopię, a ponadlimitowy rezonans magnetyczny i tomografię komputerową – w 50 procentach. Czy już teraz można stwierdzić, że na Pomorzu wydłużyły się kolejki do tych badań?
Bez wątpienia szybko tego efektu nie będziemy widzieć. Jest pewna bezwładność, ludzie na badania planowe oczekują tak czy inaczej, w związku z czym skutki zobaczymy dopiero za kilka miesięcy.

Ministra zdrowia, Jolanta Sobierańska-Grenda, poinformowała ostatnio, że w budżecie NFZ brakuje około 17 mld złotych. Czy ten deficyt odbije się na pomorskich szpitalach?
Na pewno tak. Wynik ekonomiczny w dużej mierze zależy od strony przychodowej, a możliwości adaptacji po stronie kosztowej zawsze są trudniejsze, wymagają też czasu. Są też ograniczone, choćby ze względu na ustawę podwyżkową, która to na podmiot leczniczy nakłada obowiązek corocznej wypłaty zwiększonych wynagrodzeń dla personelu.

CZYTAJ TEŻ: Kolejki rosną, NFZ tnie budżety. Na te dwa badania czekamy najdłużej

Już kilka miesięcy temu resort zdrowia sygnalizował, że oszczędności poszuka w pensjach medyków, poddawanych corocznej waloryzacji. Tylko w tym roku minimalne wynagrodzenia w ochronie zdrowia mają wzrosnąć o prawie 9 proc. Czy pańskim zdaniem był to dobry kierunek?
Zacznijmy od tego, że nie udało się osiągnąć w tej kwestii porozumienia ponad podziałami politycznymi, a w warunkach kohabitacji raczej nie należy oczekiwać. Nie ulega wątpliwości, że automatyczne podwyżki, w skali trzy razy większej niż w całym sektorze publicznym, będą na dłuższą metę trudne do obrony przy jednocześnie wysokim poziomie centralizacji decyzji o wynagrodzeniach. Najlepszym sposobem na oszczędności, chociaż wolałbym użyć określenia zwiększenia efektywności, byłoby wprowadzenie systemu lepszej koordynacji planowania świadczeń. I nie chodzi tu o powtarzanie badań laboratoryjnych, ale zapewnienie pacjentowi tego, czego w danym momencie najbardziej potrzebuje. Konieczne jest unikanie realizacji tych świadczeń, które nie dają korzyści pacjentowi, a są realizowane, gdyż motywacja ekonomiczna jest dla wszystkich podmiotów i publicznych i prywatnych zbyt silna, żeby z nich zrezygnować.
 
Co trzeba konkretnie zrobić?
Nie jest to, niestety, zmiana, która może być przeprowadzona w krótkim czasie. W całej Europie takie próby się podejmuje. Za oceanem od dłuższego czasu część ubezpieczycieli wprowadziła nową metodologię nazwaną „opieka zdrowotna oparta na wartości” - najpierw się ustala najlepszą ścieżkę dla pacjenta, realizuje się jego potrzeby, ale też bada się, czego pacjent naprawdę oczekuje. W efekcie nie tylko opieka się nie pogarsza, ale wręcz poprawia. Pojawiają się też realne oszczędności. Tak naprawdę model dzisiejszy jest nie do utrzymania. Jeśli napędzamy system do realizacji świadczeń, to podaż będzie rosła. Jednocześnie musielibyśmy zwiększać przychody płynące do systemu, czyli podnosić składki obciążające nas wszystkich.
 
Słyszę o tym od kilkudziesięciu lat...
To jest matematyka na poziomie szkoły podstawowej. Tylko szkoda, że w debacie politycznej często lubi się o tym zapominać. Tak jak budżet domowy się musi spiąć, tak samo budżet państwa powinien się spinać i powinien się spinać budżet funduszu.
 
W związku z Czarnym Tygodniem, organizowanym przez szpitale powiatowe, posłowie Prawa i Sprawiedliwości podczas konferencji proponują, żeby przekazać 800 milionów złotych z mediów publicznych do Narodowego Funduszu Zdrowia. Kacper Płażyński zapowiedział też formalny wniosek do marszałka Mieczysława Struka o reorganizację budżetu tak, by w pomorskich szpitalach pojawiło się więcej środków. 
Nierealistyczne jest płacenie z samorządowych pieniędzy za badania medyczne. Istnieje podział pieniędzy publicznych pomiędzy poszczególnych dysponentów, czyli budżet państwa, ZUS, fundusz, samorządy itd. Do tego trzeba by było przeprowadzić w Polsce pewien rodzaj reformy strukturalnej. A i tak nie wyjdziemy z tej pułapki. Przecież komuś trzeba zabrać, żeby komuś dać, prawda? I albo przesuniemy strumień pieniędzy z innych wydatków na zdrowie, albo zwiększymy obciążenie obywateli, żeby zaspokoić rosnącą podaż świadczeń. Przy czym popyt na świadczenia rośnie także z powodów demograficznych. Natomiast czynnik napędzany ekonomią jest przynajmniej równie ważny, a dynamika jego była na pewno w ostatnich latach wyższa niż realny wzrost popytu z powodu demograficznych.

Pojawiają się opinie, że wszystko ostatecznie skończy się komercjalizacją usług w szpitalach publicznych. Czy szpitale marszałkowskie zamierzają dorabiać np. na płatnych badaniach, niedostępnych za darmo z powodu limitów?
To wymagałoby zmiany prawa, co w warunkach kohabitacji może być również potencjalnie zablokowane przez Pałac Prezydenta. W obecnej sytuacji z powodu marketingu politycznego te inicjatywy są wzajemnie blokowane. Powinniśmy także pamiętać, że odpowiedzialności za deficyt w NFZ-ie tak naprawdę trzeba szukać jeszcze z poprzedniej kadencji, kiedy rządziła obecna opozycja. Wówczas podjęto te wszystkie decyzje, które prowadzą do tego deficytu. Stymulowanie popytu, stymulowanie realizacji świadczeń nastąpiło w czasach, kiedy ten wzrost przychodów funduszu był bardzo duży. Było jednak jasne, że ta sytuacja może trwać wiecznie.
 
Przyzwyczailiśmy się jednak do lepszego dostępu do badań. Teraz wielu pacjentów jest skazanych na prywatne gabinety.
Trzeba wiedzieć, że ta dostępność także nie była bynajmniej w minionych latach stuprocentowa. W istocie mechanizmy nie doprowadziły przecież do spadku rynku prywatnego przez to, że bardzo dużo pieniędzy było przepompowane przez NFZ do systemu. Odwrót nastąpił tylko do pewnego stopnia, gdy okazało się, że jakość i dostęp do świadczeń abonamentów prywatnych wcale nie są fascynujące. Pojawia się też mała pułapka, gdyż oferta prywatna zderzy się z możliwościami finansowymi w miarę starzenia się populacji. Dochód dysponowany przez osoby w wieku emerytalnym będzie niższy, niż obecnie osób pracujących zawodowo. Niestety, stoimy przed perspektywą zwiększenia nierówności w zdrowiu. Nie ma większych szans na uniknięcie tego niepożądanego zjawiska.
 
Dotarły do nas pogłoski, kolportowane w głębi kraju. Mówi się tam, że na tle reszty szpitali i tak Pomorze, zwłaszcza Szpitale Pomorskie i UCK traktowane są, jeśli chodzi o zapłatę za nadwykonania, przez resort kierowany przez obecną panią minister, priorytetowo. 
To pytanie do NFZ. Z naszej perspektywy nie mamy takiego porównania. Natomiast z życiowych obserwacji wynika, że płacenie za tzw. za nadwykonania jeszcze za 2025r. miało miejsce w całej Polsce. Wymieniając się w obrębie samorządów wojewódzkich informacjami, widzimy, że następuje ono mniej więcej równo. Przy obecnej centralizacji systemu faworyzowanie jakiegoś szpitala jest praktycznie niemożliwe.

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama