„Sala Kolekcji. Kątem oka” – wystawa o tym, jak fotografujemy, ale i jak oglądamy zdjęcia. Kim jest chłopiec w śmiesznym nakryciu głowy na plakacie reklamującym ekspozycję?
To jedno z dziesięciu zdjęć cyklu Anny Kutery - „Układ Morfologiczny”. Na każdym ujęciu ten sam chłopiec, ale w innym nakryciu głowy. Co ujęcie to też inne spojrzenie na fotografię. Inny sens obrazu.
Co było inspiracją do stworzenia wystawy, której tematem nie jest to, co widzimy na zdjęciu, a raczej ci, którzy fotografują, a także ci, którzy patrzą?
Temat narodził się podczas analizy naszych muzealnych zbiorów. Znalazłam tu wiele autoportretów, wśród nich te „ukryte”, niezamierzone, które ujawniły się jako cień na trawie czy odbicie w lustrze. To był punkt wyjścia do przyjrzenia się relacji między fotografią a rzeczywistością, szukania odpowiedzi na pytanie, czym jest obraz fotograficzny? Czy fotografia raz stworzona to jej sens ostateczny czy początek drogi do interpretacji?

Fotografia rodzi się dwa razy: raz w geście fotografa, gdy naciska spust migawki, i po raz drugi – w spojrzeniu tego, kto ją ogląda – to pani słowa.
Inspiracją do stworzenia tej wystawy była też koncepcja „studium” i „punctum” Rolanda Barthesa przedstawiona w książce „Światło obrazu”. To dwa terminy, które odnoszą się do tego, jak patrzymy na zdjęcia. Co czujemy patrząc? Pierwszy etap patrzenia to warstwa kulturowa, w której wszyscy funkcjonujemy. Umożliwia ona odczytanie fotografii w jej pierwotnym sensie. Po prostu widzimy, co jest na zdjęciu, potrafimy rozpoznać przestrzeń geograficzną, bohaterów czy sytuację, którą przedstawia. Analizujemy. Z kolei owo „punctum”- strzała według Barthesa, to coś bardzo indywidualnego, coś, co każdy sam odkrywa oglądając zdjęcie.
Coś, czym nas fotografia „ukłuje”, czym zaczepi?
To może być drobny szczegół, taki jak element garderoby osoby albo miejsce, gdzie została sfotografowana. Miejsce, które na przykład kojarzy się z przestrzenią nam bliską. To od razu wyzwala emocje, a zatem decyduje o indywidualnej interpretacji. Jestem ciekawa jak będą odbierać przedstawione tu obrazy osoby odwiedzające wystawę. W jednej z gablot zaprezentujemy fotografie bez opisu, który mógłby nakierować na ścieżkę interpretacyjną. To przestrzeń do swobodnej analizy. Chcemy, by każdy mógł uwierzyć we własną moc szukania sensu fotografii, jako czegoś ważnego, co nie zostało z góry i ostatecznie narzucone przez autora. To swego rodzaju ćwiczenia z patrzenia.
Oglądaniu zdjęć zwykle towarzyszą emocje. Najpierw zachwyt, potem ogląd sytuacji, przypatrywanie się szczegółom, światłu. Tak jest u mnie. Jak pani patrzy na zdjęcia?
Wszystko zależy od tego, co to są za fotografie. Inaczej oglądamy zdjęcia na wystawie sztuki współczesnej, inaczej fotografie reporterskie, gdy skupiamy się na przedstawionym temacie. Jeszcze inaczej, gdy mamy przed sobą zdjęcia historyczne, gdy wiemy, że przedstawionych tu osób już nie ma, że nie istnieją miejsca, które zostały sfotografowane. Sposób percepcji fotografii zależy również od jej materialnej formy, inaczej odbieramy obraz na ekranie, a inaczej oryginalną odbitkę.

Zawarta w tytule „Sala Kolekcji” to cykl prezentacji wybranych prac ze zbiorów Gdańskiej Galerii Fotografii i depozytu Gdańskiej Kolekcji Sztuki Współczesnej w Nowym Muzeum Sztuki.
Zobaczymy prace artystek i artystów związanych z Pomorzem, jak Bolesława i Edmund Zdanowscy, Stefan Figlarowicz, Marcel Grisard, Wiesław Gruszkowski, Roman Joachimowski, Krzysztof Kamiński, Henryk Radowicz, Dorota Walentynowicz, Mieczysław Witold Wątorski, ale także spoza Trójmiasta, jak Anna Kutera, Krystyna Łyczywek, Jiří Jahoda czy Jacqueline Livingston. Wystawę wzbogacą prace artystów nienależące do kolekcji muzealnej – Rafała Kucharczuka, Rafała Placka oraz Tomka Zerka.
Obok dzieł twórców znanych i uznanych pojawią się też zdjęcia autorek i autorów nierozpoznanych. Co to za fotografie?
To najczęściej zdjęcia pochodzące z rodzinnych archiwów, do którego mam szczególny sentyment. Należały do osób, które przyjechały do Trójmiasta po 1945 roku. Ludzie ci, w powojennej tułaczce zabierali ze sobą to, co dla nich najcenniejsze, także albumy rodzinne. W wyniku różnych perypetii życiowych zbiory te trafiły do Gdańskiej Galerii Fotografii. To dla nas ogromny zaszczyt uczestniczyć w tej rodzinnej historii, poznawać jej bohaterów i przeżywać ich losy. Od narodzin po śmierć. Życie jednej rodziny na tle losów miasta, kraju, świata. To często fotografie wernakularne, autorzy tych zdjęć nie tworzyli ich z myślą, że kiedyś będą one pokazywane na wystawie. Miała to być rodzinna pamiątka.
Wśród twórców są i zawodowcy, i amatorzy, dziś granica ta jest płynna.
Liczy się intuicja. I „oko”. Dla mnie słowo „amator” to nie dyletant, a miłośnik, pasjonat. Pasja w fotografowaniu liczy się najbardziej.

Gdyby miała pani wybrać jedno zdjęcie z tej wystawy, na które szczególnie warto zwrócić uwagę?
Bardzo trudne zadanie. Może jeszcze raz spójrzmy na chłopca na fotografiach Anny Kutery. Przekonajmy się, jakie emocje nam towarzyszą, gdy patrzymy na te zdjęcia – czy jeden detal potrafi zupełnie zmienić sens obrazu? Widzom zadajemy pytanie: Czy fotografia jest jedynie przezroczystym obrazem – oknem, przez które spoglądamy na świat widziany przez fotografa? A może czymś więcej? Czy my, którzy robimy zdjęcia jesteśmy skazani na rzeczywistość, którą chcemy uwiecznić czy możemy ją kreować? Zaprezentujemy tu też przykłady fotografii natychmiastowej, gdzie - jak się wydaje - nie ma możliwości modyfikowania obrazu, jednak, o czym się przekonamy, wszystko zależy od wyobraźni fotografa.
Od wielu lat zajmuje się pani historią fotografii, robi też pani zdjęcia.
Jak każdy, mam przy sobie aparat w telefonie i gdy przychodzą do mnie ciekawe obrazy, staram się zatrzymać je w kadrze. Niedawno zaczęłam też fotografować aparatem analogowym, po to, by zwolnić i na efekt poczekać dłużej, włączyć w proces tworzenia czas. To fascynujące uczucie! Zresztą to nie tylko moje zdanie. W Muzeum działa Otwarta Pracownia Fotograficzna. Do naszej muzealnej ciemni fotograficznej ustawiają się kolejki osób, które chcą powrócić do fotografii srebrowej, by odkrywać obraz, który pojawi się podczas wywoływania w świetle czerwonej lampy, magiczna chwila…
- „Sala Kolekcji. Kątem oka”. Wystawa czynna: 24 kwietnia – 26 lipca 2026
- Gdańska Galeria Fotografii i NOMUS – Nowe Muzeum Sztuki, ul. Jaracza 14 w Gdańsku
























Napisz komentarz
Komentarze