W czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości wśród przedstawicieli opozycji modne było skandowanie hasła „konstytucja”. Lech Wałęsa chodził nawet w koszulce z takim napisem. Czy ucieszyło wtedy pana, jako konstytucjonalistę, takie zainteresowanie ustawą zasadniczą? Czy też myśli pan, że to było raczej instrumentalne jej traktowanie do celów ściśle politycznych?
Na pewno to, co dzieje się w Polsce od 10-11 lat to jest jedna wielka lekcja prawa konstytucyjnego, które wcześniej traktowane było jako tak coś oczywistego. Okazało się jednak, że nasza konstytucja niesie ze sobą różne wyzwania i różne interpretacje. Pojawienie się konstytucji na transparentach było więc dla mnie w jakiś sposób pokrzepiające. Wszyscy pamiętamy pewnie scenę, która wręcz weszła do popkultury, gdy Szymon Hołownia zapłakał nad konstytucją. Natomiast, jak pan zauważył, konstytucja jest też wykorzystywana w sposób partykularny. Przypomnijmy sobie jak po zmianie władzy w 2023, w parlamencie hasło: „konstytucja” zaczęli wykrzykiwać ci, który do tej pory rządzili.
Czy to właśnie pojawienie się hasła „konstytucja” w przestrzeni publicznej zainspirowało pana do założenia na Instagramie profilu @konstytucjonalista?
Poniekąd tak, natomiast to, co było bezpośrednią inspiracją, to chęć wyjścia z bańki, w jakiej najczęściej się znajdujemy, poruszając tę tematykę w gronie naukowym. Dyskutujemy o przepisach, ich interpretacjach, wykładniach, ale z punktu widzenia obywatela ta dyskusja jest niezrozumiała, a często też nie dociera w ogóle do szerszego odbiorcy. Mój profil to była próba wyjścia z tą wiedzą poza bańkę prawniczą, do ludzi. Pokazania im, że prawo konstytucyjne, czy prawa człowieka mają bezpośrednie przełożenie na ich codzienne funkcjonowanie. Okazało się, że to wyjaśnienie praktycznej treści zastosowania konstytucji po prostu ludzi interesuje, i że chcą oni rzeczywiście o tej konstytucji rozmawiać, chcą słuchać, czytać i chcą wiedzieć kiedy politycy pewne granice przekraczają. To zresztą wiedza przydatna niezależnie od tego, kto jest u władzy. Wiadomo, że jest część osób, które uważają, że jeżeli dany polityk czy opcja polityczna wygra wybory, to już znaczy, że wszystko jest w porządku i wszystko będzie się dobrze działo. Jednak, mimo wszystko, te nadużycia się zdarzają po każdej stronie.
W wydanej niedawno książce „Masz prawo” napisał pan wprost: „nawet najbardziej zagorzali obrońcy praw człowieka wśród polityków w momencie objęcia władzy łagodzą, mówiąc najdelikatniej, swój kurs”. Trudno tego nie potraktować jako przytyku pod adresem rządu Donalda Tuska. Jakie pan widzi jego główne grzechy? Nie kardynalne, tylko konstytucyjne.
Najbardziej znamienna była zmiana podejścia Donalda Tuska do muru na granicy z Białorusią. Co innego mówił na jego temat, kiedy był w opozycji, a co innego, kiedy objął stanowisko premiera. Ale podobnych kwestii można wskazać więcej, począwszy od niepublikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Większość sejmowa doprowadziła też skomentowania z mównicy sejmowej przez premiera orędzia prezydenta, choć konstytucja wprost stanowi, że nad nim się nie debatuje.
Ale przede wszystkim chcę wskazać na Trybunał Konstytucyjny, bo jest on takim organem, który powinien „uwierać” polityków. Stąd – jak go nie ma – na pewno się łatwiej rządzi. To wyjaśnia to, co się w tej kadencji działo z sędziami TK: ile zwlekano z ich wyborem i jakie problemy to spowodowało. O ile więc trzeba zróżnicować ocenę praworządności pod rządami Zjednoczonej Prawicy, od rządów obecnej koalicji, to nie znaczy, że nadużycia nadal się nie zdarzają.
Tu wynotowałem sobie kolejny cytat z pańskiej książki: „gdyby ta władza chciała, mogłaby tę sytuację [w Trybunale Konstytucyjnym – red.] uzdrowić w kilka tygodni”. Jak można to zrobić tak szybko?
Powiedziałbym wręcz, że tę sytuacje można uzdrowić politycznie „w jeden dzień”. Jestem przekonany, że gdyby Donald Tusk spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim i doszli do wspólnego przekonania, że Trybunał Konstytucyjny powinien funkcjonować, ponieważ na końcu to obywatele tracą przez jego nieobecność, to sytuację w Trybunale rzeczywiście można by było bardzo szybko naprawić. Oczywiście wdrażając odpowiednie procedury. Tyle, że woli takiego porozumienia nie ma, co widać było chociażby przy niedawnym wyborze tej szóstki nowych sędziów TK. Nawet wśród prawników przychylnych obecnej władzy pojawiły się wątpliwości, bo liczyliśmy na szersze konsultacje. Dziwić też musi, że wśród tej szóstki nie ma żadnego konstytucjonalisty. Zamiast tego trafili tam ludzie z pewnego nieoficjalnego rodzaju przydziału partyjnego.

Zostawmy na chwilę polityków i zwróćmy się w stronę zwykłych obywateli. Co im może dać lepsza znajomość swoich praw konstytucyjnych, w sytuacji, kiedy działania rządzących de facto i tak zawieszają obowiązywanie niektórych zapisów?
Często się spotykam z pytaniem czy obywatel musi znać przepisy. Oczywiście dobrze jest, jeżeli je zna. Natomiast nie musi ich znać wyrywkowo na pamięć. Powinien jednak o nich wiedzieć tyle, żeby zapalała mu się czerwona lampka w sytuacji, kiedy widzi pewnego rodzaju działania, których zgodność z prawem jest wątpliwa. I żeby on wtedy pomyślał o tym, by sprawdzić to sobie w internecie, czy zapytać prawnika. Elementarna znajomość prawa, pozwala reagować na takie naruszenia już na wczesnym etapie. W sytuacji gdy na przykład zatrzymuje mnie policja i chce przejrzeć mój telefon, trzeba wiedzieć czy muszę im go udostępnić, czy mogę odmówić. Podobnie gdy chcę nagrywać interwencję policjanta – czy mi wolno? A jeśli tak, to co z tym mogę potem zrobić? Czy mogę zamieścić to w internecie? Znajomość przepisów pozwala zminimalizować ewentualne negatywne skutki prawne, które mogą mnie spotkać. To są takie sytuacje, które porównuję do parzenia herbaty. Jeżeli mamy gorącą wodę, powinniśmy od razu zalać torebkę. Natomiast po jakimś czasie, kiedy woda ostygnie, herbata już się nie zaparzy.
PRZECZYTAJ: Aleksander Hall: Rozliczenia to nie wszystko. Trzeba jeszcze pojednać Polaków
Może pan wskazać te najważniejsze takie przepisy, które są najbardziej niedoceniane, a powinny być znane każdemu Polakowi?
Jeżeli pan by mnie zapytał o to, co jest najważniejszym przepisem, jeżeli chodzi o prawo konstytucyjne, prawa człowieka, to powiedziałbym pewnie, że artykuł 30, czyli zasada godności człowieka, która jest przyrodzona i niezbywalna. Tyle, że dla laika niewiele z niej wynika. Natomiast jeśli chodzi bardziej skonkretyzowane przykłady, to warto wiedzieć właśnie jakie prawa przysługują nam w momencie zatrzymania. Ważne są też różnego rodzaju przepisy dotyczące określonych postępowań, jak wywłaszczenia czy przepadek rzeczy. Na przykład kiedy kierowca zostanie zatrzymany podczas jazdy pod wpływem alkoholu. Dalej mamy sprawy postępowań podatkowych, wolności zgromadzeń, zrzeszania się, wolności słowa.
W tym ostatnim przypadku mamy ostatnio ciekawy casus Taco Hemingwaya. W swojej najnowszej piosence śpiewa on o pewnym bardzo silnym leku, który jest dostępny bez recepty. I Główny Inspektorat Farmaceutyczny nałożył na niego karę związaną z tym, że on użył nazwy tego leku, co zostało potraktowane jako reklama. Moim zdaniem, patrząc na konstytucję, ale także na Europejską Konwencję Praw Człowieka, mamy tu do czynienia z realizowaniem przez piosenkarza jego wolności słowa. I jestem przekonany, że on pójdzie z tą sprawą do sądu i powinien ją tam wygrać.
Rozmawiamy na krótko przed kolejną rocznicą uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Czy fakt, że jest to u nas święto państwowe, wynika w większym stopniu z historycznej otoczki wokół tego wydarzenia, czyli desperackiej próby ratowania państwowości pierwszej Rzeczypospolitej, czy też wartości zapisane w tamtym akcie dalej są w jakiś sposób aktualne?
Myślę, że świętujemy przede wszystkim dlatego, żeby pokazać, że to była próba ukazania podmiotowości narodu polskiego. I wiemy, czym się ta próba jakby skończyła. Natomiast jak na ówczesne czasy był to akt bardzo nowoczesny, który był niewątpliwym osiągnięciem konstytucjonalizmu polskiego, choć oczywiście tamta konstytucja była bardzo daleka względem konstytucji z 1997 roku. Trudno więc mówić o jakiejś ciągłości. To majowe święto ma na celu pokazanie jak istotną rolę, również we współczesnym życiu, zajmuje ten akt, jakim jest konstytucja. I że Polacy na własną konstytucję zasługiwali i nadal na nią zasługują, nawet jeżeli ma ona pewnego rodzaju wady. Patrząc bowiem z perspektywy prawie 30 lat obowiązywania konstytucji z 1997 roku, poznaliśmy jej wady, ale poznaliśmy też jej zalety. W momencie kiedy ją redagowano, była ona niezwykle nowoczesna i postępowa, chociażby w zakresie praw człowieka, i czerpała z najlepszych wzorców. Więc myślę, że to świętowanie Konstytucji 3 Maja, powinno też przypominać, że należy szanować obecną konstytucję.
Sam pan jednak zauważył, że ta obecna konstytucja nie uwzględnia współczesnego kontekstu i złożoności świata. Ale szansy na inną jakimś przewidywalnym okresie nie ma, choć niektórzy politycy, a już zwłaszcza Karol Nawrocki, powtarzają, że trzeba ją zmienić. No co robić w takiej sytuacji?
Obecna konstytucja na pewno nie jest idealna. Oprócz tych rzeczy, o których już rozmawialiśmy, można dodać różnego rodzaju postulaty. Choćby rozdział stanowiska prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości powinien być zagwarantowany konstytucyjnie. Pojawia się też problem tak zwanego rozdziału europejskiego, który uregulowałby stosunki Polski z Unią Europejską. Przecież kiedy przyjmowaliśmy konstytucję, Polska jeszcze do Unii nie należała. To są główne tematy, które się pojawiają, jeżeli chodzi o nowelizację konstytucji. Natomiast na pewno w obecnym parlamencie nie ma większości do tego, żeby konstytucję zmienić. Czy ona się pojawi w kolejnym parlamencie? I jaka to będzie większość? Często myślimy o zmianie konstytucji, jako pewnego rodzaju zmianie liberalnej. Myślimy o tym, żeby – jak pan powiedział – ona nadążała za obecnymi czasami. A w moim przekonaniu ta zmiana wcale by nie musiała iść w kierunku liberalnym. Przeciwnie, mogłaby być, jak chciałby prezydent Nawrocki, zmianą ustrojową z systemu parlamentarno-gabinetowego w stronę rządów semiprezydenckich. Bo prezydenci czują się ciasno w tym gorsecie swoich kompetencji, jako że mają niezwykle mocny mandat, de facto najmocniejszy w naszym systemie, natomiast nie mają tak mocnych kompetencji i prerogatyw konstytucyjnych.
Dlatego uważam, że to nie jest czas na zmianę konstytucji i rolą – między innymi prawników, w tym mnie i mojej książki – jest to by pokazać ludziom, jak można spojrzeć na naszą konstytucję inaczej, a przede wszystkim zrozumieć jej przepisy, żeby zacząć jej przestrzegać.
Gdybyśmy wrócili do przestrzegania pierwotnych przepisów konstytucji w tym duchu, jaki miał na myśli ustrojodawca, to myślę, że wiele problemów by to rozwiązało. Tylko znowuż: do tego potrzeba woli politycznej, a wiadomo, że te kultura polityczna i prawna, niestety, jest u nas wciąż dosyć niska.





















Napisz komentarz
Komentarze