Według prawicowej narracji brukselskie elity narzucają narodom Europy skrajnie lewicowy, neomarksistowski – jak niektórzy mówią – system wartości. No a sama Unia to jest Eurokołchoz, żeby nie powiedzieć: truchło Związku Radzieckiego. Tymczasem pan napisał książkę o tym, że europejska lewica kontestuje obecny kształt Unii jako organizacji, która jest neoliberalna, dba bardziej o interesy wielkiego biznesu niż pracowników. No i niekoniecznie jest tak progresywna, jak się powszechnie uważa.
Zgadza się. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że eurosceptycyzm, krytyka Unii Europejskiej i Brukseli zwykle są domeną prawicy, podczas gdy lewica jest zdecydowanie proeuropejska, popiera dalszą integrację i tak dalej. Nie mamy praktycznie w Polsce lewicy eurosceptycznej. Moja książka pokazuje, że w wielu krajach zachodnioeuropejskich czy południowo-europejskich eurosceptycznej lewicy nie brakuje. Czasem są to dosyć istotne partie mające spore poparcie społeczne. Lewicowa krytyka Unii sprowadza się do tego, że jej zdaniem jest to organizacja broniąca głównie interesów korporacji, wielkiego biznesu, narzucająca państwom członkowskim rozwiązania wolnorynkowe. Elementem wspólnym krytyki lewicowej i prawicowej może być postrzeganie Unii Europejskiej jako tworu elitarnego, narzucającego coś państwom członkowskim. Tylko, że o ile prawica uważa, że narzucany jest jakiś progresywizm obyczajowy, coś co bywa nazywane przez nią marksizmem kulturowym, tak lewica zwraca uwagę głównie na politykę gospodarczą, która jest przeciwna chociażby firmom państwowym, interwencjonizmowi i chroni duży biznes. Więc ta lewicowa krytyka Unii Europejskiej wypływa z innych źródeł, natury bardziej ekonomicznej niż ma to miejsce w przypadku krytyki prawicowej.
W polskiej debacie o Unii tego typu podejście, może nie eurosceptyczne, ale altereuropejskie, jest w ogóle niewidoczne. Dlaczego?
W dużej mierze jest to kwestia tego, jak przez lata w ogóle traktowano z polskiej perspektywy Unię Europejską. Unia miała wyjątkowo duże poparcie w Polsce, ponieważ był to też projekt aspiracyjny, dołączenie do Zachodu i światowej „pierwszej ligi”. Teraz to się zmienia. Młodsze pokolenie już nie pamięta Polski sprzed Unii Europejskiej. Dlatego podejście do UE staje się bardziej zniuansowane. Póki co lewica w Polsce wciąż jest zdecydowanie proeuropejska, ale też jest to w dużej mierze kwestia tego, że my praktycznie nie mamy prawdziwie radykalnej lewicy. Nowa Lewica, a nawet Razem, to wciąż są ugrupowania raczej umiarkowane, podczas gdy lewicowy euroseptycyzm to domena tych bardziej radykalnych ruchów politycznych, zdecydowanie antykapitalistycznych, czasem mających jakieś korzenie w ruchach komunistycznych. Myślę więc, że ten brak eurosceptycznej lewicy w Polsce, to w dużej mierze efekt przesunięcia polskiej sceny politycznej na prawo względem standardów europejskich.

Czyli z polskiego punktu widzenia wciąż stoimy przed alternatywą: albo Unia taka, jaka jest albo jej rozpad. A to – w przypadku lewicy – znaczy, że trzeba poświęcić poświęcić ideały, żeby do tego rozpadu nie dopuścić?
Owszem i nie jest to nowy dylemat dla lewicy. W książce przywołuję francuski przykład, gdy w pewnym momencie rządy socjalistycznego prezydenta Françoisa Mitterranda stanęły przed dylematem, czy prowadzić swoją politykę gospodarczą, która byłaby mocno lewicowa, z nacjonalizacją przemysłu i tak dalej, ale jednocześnie sprzeczna z traktatami unijnymi, groziłaby rozpadem rodzącej się wtedy (to były jeszcze czasy EWG) Unii Europejskiej. I wtedy francuska centrolewica wybrała Europę, uznając, że trzeba poświęcić swój program gospodarczy w dążeniu do zjednoczenia kontynentu, bo jest to także w interesie Francji. W Polsce jest to tym bardziej ważne ze względu na nasze położenie geograficzne i bliskość Rosji. Członkostwo w UE ma więc też znaczenie dla bezpieczeństwa. Eurosceptycyzm jest tym bardziej postrzegany jako uderzanie w bezpieczeństwo Polski. To też zniechęca lewicę do bardziej krytycznego podejścia do Unii Europejskiej.
Wspominał pan o rosnącym w europejskich społeczeństwach sprzeciwie wobec brukselskich elit. Dlaczego prawica lepiej potrafi grać antyelitaryzmem niż lewica?
To jest trudne pytanie. Myślę, że po części wynika to z tego, że prawicy dosyć skutecznie udało się przedstawić Unię Europejską, jako organizację skupioną na kwestiach kulturowych. Teraz w Polsce wiele się mówi o decyzji europejskiego sądu, nakazującego transkrypcję małżeństw jednopłciowych. To dobry przykład jak prawicy udało się powiązać Unię Europejską z ideami mocno progresywnymi, dotyczącymi na przykład kwestii mniejszości seksualnych, podczas gdy polityka gospodarcza – szkodliwa zdaniem lewicy – pozostaje na trochę dalszym planie. Ten drugi związek nie jest tak oczywisty w oczach społeczeństwa. Ogólnie prawicy w tym momencie lepiej wychodzi populizm wyznaczający oś sporu na linii lud i elity. Te elity są kojarzone chociażby z Zielonym Ładem. Polityka ekologiczna, którą forsuje Unia Europejska, jest – częściowo słusznie, częściowo nie – utożsamiona z lewicą. Wokół tego jest też zogniskowany spór: elity narzucające zakaz plastikowych słomek, zamocowane do butelek nakrętki... Słowem – takie rzeczy, które człowiek widzi na co dzień i może je powiązać z narzucaniem czegoś przez siedzących tysiące kilometrów dalej brukselskich biurokratów. I to jest nośne politycznie, więc myślę, że prawica bardzo dobrze wykorzystuje karty, które dostaje.
A czy europejska lewica adekwatnie reaguje na to zagrożenie ze strony populizmu i nacjonalizmu? Czy politycy lewicowi analizują ich przyczyny i dostosowują swoje programy do tych nastrojów, które przez panują w Europie?
Na pewno nie ma konsensusu lewicy jak podejść do tego zagrożenia. Są różne strategie. Niektóre partie lewicowe próbowały trochę „podkradać” postulaty radykalnej prawicy, na przykład w kwestiach walki z imigracją. Choćby duńscy socjaldemokraci, którzy sięgają po dosyć twardą politykę migracyjną, argumentując, że to w tej sferze rodzą się problemy, które napędzają skrajną prawicę. Skuteczność takiego myślenia jest jednak kwestionowalna w tym sensie, że realizowanie takiej polityki przez partie centrowe i lewicowe póki co na dłuższą metę raczej nie przynosi efektów, jeśli chodzi o powstrzymanie wzrostu poparcia dla prawicy i skrajnej prawicy. Z tego powodu niektóre partie lewicowe uważają, że wręcz przeciwnie – należy jeszcze bardziej zradykalizować swój przekaz, nie ustępować ani na krok. Tu też efekty nie są jednoznaczne i nie sądzę, żeby można było mówić, że któraś recepta jest prawidłowa, a któraś nie. Natomiast myślę, że słuszna jest strategia niektórych partii lewicowych, żeby nie pozostawiać krytyki Unii Europejskiej wyłącznie prawicy. Dzięki temu dla kogoś, kto jest krytyczny wobec Unii Europejskiej, prawica nie jest jedyną opcją. Nie przesądzam tu czy eurosceptycyzm jest słuszny czy nie. Niemniej z perspektywy lewicy dobrze, żeby osoby negatywnie nastawione do Unii, miały jakiś wybór, a nie były pozostawione na pastwę nacjonalistycznej prawicy.
Pisząc o tym, jak to Unia dąży do rozbijania monopoli energetycznych, wspomina pan wątek wzmocnienia Orlenu za rządów PiS. Czy w związku z tym można to uznać za posunięcie z ducha lewicowe?
Powiedziałbym, że jest to nie tyle lewicowe, co etatystyczne, w duchu interwencjonizmu państwowego, który jest bliższy lewicy, ale niekoniecznie. Np. nacjonaliści akurat pod tym względem mają z lewicą punkt styczny. Na pewno istnienie takich dużych państwowych czempionów, wielkich koncernów chociażby w sektorze energetycznym czy paliwowym, jest czymś, na co Bruksela patrzy dosyć niechętnie. Wynika to właśnie z tego, że kieruje się zasadami wolnego rynku, i uważa – w duchu idei liberalnych – że w takich sektorach powinna obowiązywać konkurencja. Bruksela na przestrzeni ostatnich dekad sprzyjała prywatyzacji i rozbijaniu tego rodzaju wielkich państwowych koncernów. Ale teraz to się czasem odwraca. Na przykład we Francji główny koncern energetyczny został sprywatyzowany, ale ostatnio – ponieważ miał problemy – został ponownie znacjonalizowany. Więc nie jest tak, że państwa są całkowicie bezradne wobec dyktatu Brukseli, ale Unia na pewno dąży raczej do rozbijania i prywatyzacji państwowych monopoli, co ostatnio widać też np. na rynku kolejowym.
Pisze pan o „jaskrawej dysproporcji” między traktowaniem obywateli a traktowaniem biznesu w orzecznictwie TSUE.
Jeśli chodzi o orzecznictwo w kwestiach społecznych czy światopoglądowych, wyroki TSUE są łatwiejsze do zignorowania. Mamy przykłady Polski i Węgier, które ignorowały orzecznictwo w kwestiach praw mniejszości czy praworządności i to nie prowadziło do większych konsekwencji. Natomiast gdy organy unijne orzekają w sprawach związanych z wolną konkurencją, w sprawach korporacji, rynku, to te orzecznictwa na ogół nie są przedmiotem takiego sporu politycznego. Otwartą kwestią jest to, na ile dzieje się tak za sprawą samego orzecznictwa, a na ile w związku z podejściem rządów, które po prostu nie widzą w tym okazji do zbicia kapitału politycznego. Ogólnie jednak można przyjąć, że trudniej w ramach UE prowadzić protekcjonistyczną politykę gospodarczą niż bronić konserwatywnych wartości.
Jednym z powodów silnej krytyki UE, ze strony lewicy – choć nie tylko jej – jest brak demokratycznego mandatu dla ogromnej większości unijnych instytucji, a zarazem ograniczona demokratyczna kontroli nad nimi. Jednocześnie ten deficyt demokracji pozwala Brukseli wymuszać na opornych pewne progresywne rozwiązania, jak choćby Zielony Ład, na który większość prawicowych rządów krajowych patrzy nieprzychylnie. Czy ten niedostatek demokracji w Unii jest więc jej wadą, czy może jednak czasami jest pewnym atutem?
Lewica i prawica inaczej interpretują niedostatek unijnej demokracji. Gdy prawica mówi o ograniczeniu demokracji, o brukselskich elitach stojących ponad obywatelem, ma na myśli właśnie ignorowanie rządów narodowych, narzucanie czegoś państwom członkowskim. Dla nich demokracja jest więc związana głównie z respektowaniem woli poszczególnych narodów wyrażonej poprzez wybór tych, którzy nimi rządzą. Tymczasem lewica na ogół – choć są na tym polu różnice – popiera na przykład ograniczenie prawa weta, a wiec ograniczenie wpływu poszczególnych państw członkowskich na politykę unijną. Domaga się za to większej demokracji rozumianej jako poszerzenie kompetencji Parlamentu Europejskiego, jako wspólnego ciała ustawodawczego wybieranego w głosowaniu powszechnym. Chodzi m.in. o to, by Komisja Europejska była w większym stopniu odpowiedzialna przed europosłami. Żeby europosłowie mieli własną inicjatywę ustawodawczą. Lewica popiera ogólnoeuropejskie inicjatywy referendalne, żeby na przykład po zebraniu określonej liczby podpisów można było poddać pod głosowanie jakąś paneuropejską propozycję obywatelską. Generalnie większość lewicy – bo jak niejednokrotnie wspominałem nie jest to jednorodna i jednomyślna grupa – dąży raczej do ograniczania wpływów poszczególnych państw członkowskich, przy jednoczesnym rozwijaniu demokratycznych organów ogólnoeuropejskich.
Opisywane w pana książce różne lewicowe pomysły na przekształcenie Unii Europejskiej bywają błyskotliwe. Ich słabą stroną jest jedna brak politycznego poparcia. Dlatego spytam trochę prowokacyjne: czy w związku z tym warto w ogóle się tymi pomysłami zajmować?
W naszej rozmowie mówię głównie o lewicowym europejskim mainstreamie. W książce natomiast opisuję również inicjatywy pomniejsze, np. trockistowskie, dla których „eurokomuna” to cel, a nie straszak, jak dla europejskiej prawicy. Myślę, że warto się nimi zajmować choćby dlatego, żeby pokazać, że w ogóle coś takiego istnieje, i że ta obecna Unia, nie ma nic wspólnego z tym Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich, o którym oni marzą. Oczywiście takie pomysły, choć rzeczywiście istnieją, są na marginesie. I większość pewnie powie, że doskonale, niech na tym marginesie pozostaną. Niemniej dobrze jest pokazać różnicę między tym, co mainstreamowa lewica sądzi, a co sądzą jej odmiany bardziej radykalne. Chciałem przedstawić różnorodność tych wizji, ponieważ lewica jest często traktowana jako jakiś monolit, czy formacja z założenia proeuropejska. Tak być nie musi. Myślę, że nawet jeśli te różne projekty nie mają zbyt dużych szans na realizację, to świadomość ich istnienia pozwala lepiej zrozumieć, czym naprawdę jest Unia Europejska i dlaczego może ona wcale nie budzić entuzjazmu lewicy.




![Otworzył drzwi i kopnął kierującą. Bulwersujące nagranie ze Straszyna [FILM] Kopnął kierującą i walił pięścią w szybę. Bulwersujące nagranie ze Straszyna](https://static2.zawszepomorze.pl/data/articles/sm-16x9-kopnal-kierujaca-i-walil-piescia-w-szybe-bulwersujace-nagranie-ze-straszyna-1779716441.png)

















Napisz komentarz
Komentarze