Reklama

Każdy wielki był kiedyś mały: jak dzieciństwo ukształtowało genialnych kompozytorów

Paderewskiemu wmawiano, że nie nadaje się na koncertującego pianistę, już lepiej na puzonistę. Gdyby poddał się tym radom, grałby pewnie w orkiestrze i tyle byśmy o nim słyszeli – o dzieciństwie wielkich kompozytorów mówi Monika Zytke, dyrygent, dr hab. sztuki muzycznej
Każdy wielki był kiedyś mały: jak dzieciństwo ukształtowało genialnych kompozytorów
Marcel Sela, uczeń z klasy fortepianu Agnieszki Wysockiej w Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej I stopnia w Gdańsku gra pierwszy polonez Chopina. Młody muzyk był też gościem programu Moniki Zytke

O dzieciństwie wielkich kompozytorów mówi Monika Zytke, gospodyni autorskich koncertów edukacyjnych z cyklu „Wielcy kompozytorzy zanim byli wielcy” w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej

Autor: Sylwia Sela

Każdy wielki był kiedyś mały” – to tytuł twego programu o dzieciństwie wielkich kompozytorów. Jak ci kilkuletni geniusze sięgali nogami do fortepianu, jak radzili sobie z klawiaturą klawesynu?

Klawesynu czy fortepianu nikt nie robił w wersji kieszonkowej. Czasem fortepian, najczęściej z powodów finansowych, zastępował klawikord czy szpinet. Jednak to nie wielkość, a sprawność dłoni miała i wciąż ma znaczenie.

Twoi bohaterowie, mały Seba Bach, Antoś Vivaldi, Wolfi Mozart, Ludwiś Beethoven i Frycek Chopin. Który najwcześniej zaczął komponować?

Odpowiedź nie jest łatwa, bo nie wszystko zostało udokumentowane. Znamy utwór pięcioletniego Mozarta czy sześcioletniego Chopina. Pierwsze zapisane dzieło Bacha pochodzi z czasu, gdy kompozytor był nieco starszy, jednak badacze jego twórczości są przekonani, że musiał tworzyć dużo wcześniej.

Łączy ich nie tylko geniusz muzyczny, ale i – poza wyjątkami – trudne dzieciństwo.

Życie dziecka w tamtych czasach było z zasady trudniejsze niż teraz. Powszechna, niestety, była też umieralność dzieci. Informacja, że Bach miał dwadzieścioro pociech nie oznacza, że z całą dwudziestką przez lata zasiadał do rodzinnego obiadu. Do dorosłości dożyła tylko połowa. Poza tym, gdy rodziły się najmłodsze, pozostałe zakładały już własne rodziny. Co warto podkreślić, mówiąc o dorastaniu w tamtych czasach, nikt nie miał takich oczekiwań wobec życia jak dziś, priorytetem nie była kwestia samorealizacji czy spełniania marzeń. Są zatem przykłady rodziców bardzo kochających swoje uzdolnione muzycznie dzieci. Tacy, którzy ten talent wykorzystywali do szybkiego zarabiania pieniędzy. Ale i ci, jak ojciec Haendla, któremu nie w smak były zapędy artystyczne syna i robił wszystko, by ten został prawnikiem. Gdyby nie interwencja księcia Saksonii, który usłyszał jak malec gra i zdecydował, że trzeba go posłać na nauki, to pewnie nie zdecydowałby się na kształcenie syna w tym kierunku. Utrzymywanie się z muzyki przez wiele epok nie było profesją intratną, ale i dziś słyszę od moich studentów, że rodzice nie byli, delikatnie mówiąc, zachwyceni ich wyborem studiów.

W jakich warunkach dorastali przyszli wielcy? 

Paderewskiemu zmarła mama, gdy miał kilka miesięcy. Bachowi – gdy miał lat 9, rok później odszedł jego tata. Wychowywał go brat. Gdy miał lat 15 zaczął już na siebie zarabiać, nie chciał być dla nikogo ciężarem. Braci łączyły, na szczęście, silne więzi, to Johann uczył Jana Sebastiana podstaw gry na organach. Takiego wsparcia w rodzinie nie miał Beethoven. Jego ojcem, agresywnym alkoholikiem, kierowały chore ambicje zarabiania na swoim dziecku tak, jak to robił ojciec Mozarta. Zresztą Leopold Mozart nie był lepszy w swych zapędach „menadżerskich”, wożenie swojego zdolnego, kilkuletniego syna w długie trasy koncertowe dyliżansem po Europie i popisywanie się nim jak małpką cyrkową było z pewnością przyczynkiem słabego zdrowia Wolfganga, licznych jego chorób, z zapaleniem stawów włącznie. Zresztą po latach odbiło się to też na jego formie psychicznej, miał problemy w kontaktach z ludźmi, z nawiązaniem relacji. Trudno się dziwić, dorosły geniusz nigdy nie będzie budził takiego zachwytu jak „cudowne dziecko”, a geniusz wciąż zachwytu oczekiwał, w takiej atmosferze był wychowywany. O tym jak wielu z nich miało zwichrowaną psychikę świadczy wspomniany już przypadek Haendla, któremu ojciec zmarł, gdy ten skończył lat 12, a jednak długo jeszcze pozostał wierny ojcowskim planom. Dopiero po roku porzucił studia prawnicze dla muzyki, którą kochał.

Już jako dzieci mieli świadomość, że są genialni?

Oczywiście, jeśli dziecko jest geniuszem muzycznym, trudno, by mu to nie pasowało, skoro wszystko, co wzbudza powszechny podziw przychodzi mu z łatwością. Jest anegdota, jak to do Mozarta, gdy ten był już uznanym kompozytorem, przyszedł pewien bardzo młody człowiek. Przyniósł swoje wprawki kompozytorskie, prosząc o opinię. - Musisz się jeszcze bardzo długo uczyć – usłyszał nastolatek. Zadziwiony odparł: - Ależ Mistrzu, przecież pan komponował w wieku 5 lat! A Mozart na to: - Tak, ale ja nikogo nie pytałem, jak to się robi…

Monika Zytke, gospodyni autorskich koncertów edukacyjnych z cyklu „Wielcy kompozytorzy zanim byli wielcy” w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej (Fot. Michał Kurowski)

Wrócę jeszcze do Beethovena, którego ojciec dręczył zmuszając do katorżniczych ćwiczeń przy fortepianie. A gdyby nie ingerował w życie syna, mielibyśmy dziś Odę do radości?

Młodego Beethovena i bez tego ciągnęło do muzyki. Pamiętajmy, że to nie są czasy sprzętu do odtwarzania, żeby słuchać muzyki, trzeba było albo komuś za jej wykonanie zapłacić albo samemu ją sobie wykonać. Instrument, choćby najprostszy, był wtedy w prawie każdym domu. Nie tylko w mieście. Haydn urodził się w małej wiosce, jego tata, cieśla i kołodziej, w wolnym czasie lubił grać na harfie, z czasem grze zaczął towarzyszyć przepiękny śpiew małego Josepha. Wrażliwy na muzykę Mathias Haydn szybko dostrzegł muzyczny talent chłopca i wysłał go na nauki.

Szczęśliwe dzieciństwo miał Chopin.

Miał przede wszystkim bardzo mądrych rodziców. Nie byli zawodowymi muzykami, ale w domu się muzykowało, tata grał na skrzypcach, mama na fortepianie. Zdolności Frycka szybko dostrzegli i potrafili nimi pokierować. Inaczej niż ojciec Mozarta, nie robili z dziecka cyrkowca, na publiczne występy chłopca zgadzali się bardzo rzadko. Stawiali na edukację, porządne wykształcenie. Nie tylko nuty były ważne. Dziś efekty ich wychowania możemy zobaczyć choćby w listach Chopina. To nie tylko epistolografia, to wysokiej klasy literatura. Mądrych, troskliwych rodziców miał też Mendelssohn. Potrafili zdolności muzyczne syna właściwie ukierunkować, obdarowali go też niezwykłym, inspirującym prezentem. Oto na 13 urodziny przyszły twórca Marsza weselnego dostał ...orkiestrę!

Orkiestrę?!

Państwo Mendelssohnowie organizowali w domu muzyczne niedziele, na które zapraszali zawodowych muzyków. A był to czas, gdy młody Felix miał już za sobą pierwsze próby kompozytorskie. Dzięki grze z doświadczonymi artystami mógł eksperymentować, rozwijać talent. Prezent ten to był też gest mówiący o tym, z jakim szacunkiem rodzice odnosili się do syna, jak poważnie traktowali jego pasję. Podobnie było u Paderewskiego. Gdy tata chłopca dostrzegł, że syn próbuje komponować, wręczył mu pięknie oprawione zeszyty nutowe z wygrawerowanym napisem: „Kompozycje Ignacego Jana Paderewskiego”. Takie motywujące prezenty dają mądrzy rodzice.

Nie wspomniałyśmy o Antosiu Vivaldim, który w dzieciństwie zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi.

Toteż, by ułatwić mu wejście w dorosłe życie rodzice przeznaczyli go do stanu duchownego. Na szczęście jako ksiądz mógł rozwijać zdolności muzyczne. Ciekawostka, jego pierwsze wielkie utwory grała orkiestra sierot w przytułku! Taki był wtedy poziom muzykowania wśród młodego pokolenia!

Tę „melodię dzieciństwa” słyszy się w pierwszych utworach tych wielkich muzyków?

To zwykle bardzo proste kompozycje. Polonez g-moll, który Chopin napisał w wieku 6 lat jest na pewno skomponowany w duchu epoki, ale słychać, że ten styl dopiero się kształtuje, że to nie jest kompletne dzieło. Haendel pierwszą operę napisał mając lat 18. Bach ponoć kąśliwie powtarzał, że była to jego najlepsza opera… Co by nie mówić, z powodzeniem wykonywana jest do dzisiaj. Wielu z tych młodych geniuszy odcinało się od swoich pierwszych utworów. Chopin polecił, by spalić je, po jego śmierci. Na szczęście przyjaciele nie uczynili tego.

Dziś mamy jakieś „cudowne dzieci”?

Co chwilę słyszymy o jakiś małym genialnym pianiście czy skrzypku. Dla mnie przykładem wielkiego talentu, który narodził się bardzo wcześnie jest mistrz gitary akustycznej, dziś już dorosły, dojrzały muzyk, Marcin Patrzałek. Grę na gitarze klasycznej rozpoczął mając 10 lat, pod okiem swojego znakomitego nauczyciela. Niedługo później uczył się technik flamenco pod kierunkiem hiszpańskiego mistrza gitary. A za chwilę miał już swój autorski styl, którego się od nikogo nie uczył…

Jakieś rady dla rodziców, którym wydaje się, że mają uzdolnione muzycznie dziecko?

Najważniejsze, by tego dziecka nie zepsuć. Sukces za młodu bywa niebezpieczny, wystarczy prześledzić życiorysy współczesnych dziecięcych gwiazd. Trzeba przede wszystkim mieć świadomość, że kariera muzyczna wymaga, by być w formie. Mięśnie są mięśniami, nawet gdy należą do geniusza, a zatem nie można nie ćwiczyć tygodniami, a potem nagle zagrać świetny koncert. Dyscyplina w uprawianiu muzyki jest niezbędna, tak dla kondycji fizycznej, jak i dla psychiki, by w razie nagłych sukcesów woda sodowa nie uderzyła do głowy młodemu wirtuozowi. Talenty na pewno trzeba pielęgnować. Choć należy też uważać, by własnych, niezrealizowanych ambicji nie przekładać na dzieci i nie wmawiać im geniuszu, którego nie mają. Generalnie: wspierać – tak, łamać – nie. Bywają tacy, którzy po latach są wdzięczni rodzicom, że na początku ich drogi muzycznej dopingowali, cisnęli, nie pozwolili odpuścić, ale są i tacy, którzy w dniu ukończenia szkoły muzycznej, jak trzasnęli klapą od fortepianu to nie dotknęli klawiatury do końca życia. 

Tak gigantyczna praca to często wysiłek nie do przejścia dla młodego człowieka. Wybitny talent łatwo nie zrezygnuje?

Kluczowa jest tu na pewno rola pedagoga, tej chemii między uczącym a uczniem, bez tego trudno nie tylko o sukces, ale w ogóle o radość z grania. Pasję. Paderewskiemu wmawiano, że nie nadaje się na koncertującego pianistę, już lepiej na puzonistę… Bo też świetnie radził sobie na blaszanych instrumentach. Gdyby poddał się tym radom, grałby pewnie w orkiestrze i tyle byśmy o nim słyszeli. Ale zanim zaczniemy szukać w swoim dziecku geniuszu muzycznego dobrze jest pomyśleć, jaka to wspaniała sprawa umożliwić mu naukę gry na jakimś instrumencie! Jaka to szansa! Także dla rozwoju mózgu, dla sprawności myślenia. Życzyłabym sobie i wszystkim, by choć połowa społeczeństwa mogła skończyć podstawowy stopień edukacji muzycznej i muzykować dla siebie, w swoim tempie, dla przyjemności po prostu. A nie ma możliwości, by dowiedzieć się, czy ktoś jest tym cudownym dzieckiem fortepianu, póki nie spróbuje grać. Warto zatem spróbować, by zwyczajnie, nie zmarnować talentu.

„Każdy wielki był kiedyś mały – dzieciństwo wielkich kompozytorów”, to tytuł programu, na który Monika Zytke zaprasza w niedzielę, 31 maja o godz. 17 do oliwskiego Domu Zarazy, St. Rynek Oliwski 15. Wstęp wolny

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama