Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Ziaja kosmetyki kokos i pomarańcza
Reklama

Zaczęło się od szampana, teraz będzie Opera Leśna

Pochodzący z Przywidza wokalista Wiktor Dyduła w talent show Voice of Poland zajął dopiero 4. miejsce. Jednakże nie przeszkodziło mu to w rozwoju kariery. Już 17 sierpnia będzie walczyć o prestiżową nagrodę Bursztynowego Słowika w Sopocie. I choć początki nie były łatwe, to przynajmniej dość wesołe.
(fot. Dagmara Szewczuk)

Na wstępie gratulacje nominacji do Bursztynowego Słowika! 

Bardzo dziękuję! To niesamowita dla mnie sprawa! 

Jak to się wszystko zaczęło? Sam zacząłeś śpiewać czy ktoś już w najmłodszych latach zauważył Twój talent?

Szczerze mówiąc to zacząłem śpiewać bardzo późno, bo pod koniec gimnazjum. Przez całe dzieciństwo raczej się wygłupiałem, chodziłem na zajęcia z tańca, także zawsze ta artystyczna strona gdzieś była, ale śpiewać poważniej zacząłem mając około 15 lat. I w liceum już miałem pierwszy zespół i tak to się potoczyło. Nie było mi dane chodzić na lekcje wokalu i szkoły muzycznej - jestem naturszczykiem. Tak samo jak pod prysznicem, tak samo śpiewam na scenie. Muszę jeszcze sporo poprawić jeśli chodzi o świadomość wokalną. W programie The Voice miałem możliwość liznąć trochę tej technicznej strony dzięki nauczycielowi.

Pochodzisz z Przywidza. W Twoim domu mówiło się po kaszubsku albo czy sam może śpiewałeś po kaszubsku?

W domu babcia bardzo dużo mówiła i śpiewała po kaszubsku. Wiele rozumiałem, ale sam niestety nic poza “jo”. Kiedyś tańczyłem taniec kaszubski w podstawówce, ale nie byłem w tym jakoś głęboko zakorzeniony. 

(fot. Dagmara Szewczuk)

W programie The Voice przedstawiono cię jako “śpiewającego kelnera” - jak to się zaczęło, że zacząłeś śpiewać klientom? I co na to Twoi przełożeni?

Pracowałem w sopockim Sheratonie i szefostwo od początku podłapało ten pomysł. Pewnego razu, pracując już tam kolejny sezon, wpadłem na pomysł, który na początku wydawał nam się żartem - że zaśpiewam coś losowym klientom. Tak to się spodobało, że stwierdziliśmy - również na początku w formie żartu - że będę proponował “ofertę specjalną” przy podawaniu menu -  “do zakupu szampana dostaną Państwo piosenkę w wykonaniu lokalnej gwiazdy”. Ci, co zdecydowali się na to, nie spodziewali się, że to ja wyskoczę z gitarą i będę śpiewał. Już w kolejnym sezonie goście specjalnie przychodzili i od razu na wstępie szukali tego “pana z wąsem”, który śpiewał na plaży. Pamiętam dobrze dzień, gdy śpiewałem klientom i ludzie na plaży podłapali temat i zaczęli masowo  zamawiać szampany, aby jak najwięcej piosenek cała hotelowa plaża usłyszała. Zaśpiewałem chyba wtedy 8 kawałków. To było niesamowite uczucie, kiedy cała plaża się bawiła i biła mi brawo. Bardzo to było miłe. Można powiedzieć, że obycia z publicznością nabyłem między innymi właśnie dzięki temu. Pracowałem od 9 do 18, a później robiliśmy takie wieczorki muzyczne trzy razy po 45 minut na plażowym patio. 

PRZECZYTAJ TAKŻE Festiwal w Operze Leśnej pełen gwiazd

Handlowcy powinni ci coś odpalić za tę sprzedaż szampana…

Przełożeni byli zachwyceni, bo nie dość, że wyniki były wysokie, to nigdzie indziej czegoś takiego nie było. Co ciekawe, od firmy sprzedającej szampana dostałem dedykowaną butelkę tego trunku z wielkim napisem WIKTOR. 1,5-litrowa butla - właśnie na nią patrzę! Podobno nie robią tego za często ( śmiech).

Mam nadzieję, że uda się jeszcze więcej osiągnąć.  Mam nadzieję, że sprostam, że stres mnie nie zje i że dalej będę tak uśmiechnięty,  jak jestem

Wiktor Dyduła

Wiktor Dyduła

Wystąpiłeś zarówno w Idolu, jak i w The Voice of Poland. Jakbyś porównał te dwie produkcje i przeżycia związane z tymi programami?

Na pewno większym przeżyciem było The Voice of Poland, ale to ze względu na to, że w Idolu byłem bardzo zamkniętym “artystą”, że tak powiem. Nie mam stamtąd wielu znajomych, byłem wtedy bardzo zamknięty, wręcz zahukany. Miałem 19 lat i chyba nie byłem na to wszystko gotowy, ta cała otoczka mnie przytłoczyła. Do The Voice poszedłem z zupełnie innym nastawieniem - uda się to super, nie uda - to trudno, ale na luzie, uśmiechnięty. Postawiłem sobie za zadanie poznać jak najwięcej ludzi, bowiem to oni są największą wartością i później można liczyć na przykład na fajną współpracę. 

Zwróciłam uwagę na komentarz Twojej mamy pod piosenką “Koło fortuny” na YouTubie. Pisze, jak bardzo jest z ciebie dumna. Od zawsze mama cię wspierała w tym procesie czy jednak było”: “Wiktooor, matma!”?

Jak zaczynałem śpiewać, to byłem w liceum, więc mama nie musiała mnie pilnować, chociaż nie byłem jakimś prymusem. Bardziej interesował mnie sport, w tym piłka nożna oraz muzyka. O! I język polski, z wierszami na czele. Mama zawsze mnie wspierała i była takim pierwszym krytykiem - “o super, super, ale tutaj przekombinowałeś”. Czasem, jak to w rodzinie, dochodziło do kłótni, ale ostatecznie otrzymuję od niej cenne rady i wsparcie od dziecka we wszystkim, co robię i co sobie wymyśliłem, a było tego sporo. Nie zazdroszczę moim rodzicom, bo co chwilę miałem inne zajęcia i inny pomysł na siebie. Pomimo tego, że nie byli przekonani co do niektórych moich koncepcji, to wspierali mnie. 

PRZECZYTAJ TAKŻE: Mama w nim taka, jaką pamiętam 

Mimo że zająłeś czwarte miejsce, to Twoje piosenki rozbrzmiewają w stacjach radiowych niemal non stop. Z całej czwórki finałowej o Tobie słychać najwięcej. Będziesz walczył o Bursztynowego Słowika! Jak się czujesz ze świadomością, że staniesz na scenie  z takimi artystami jak  min. Natalia Przybysz, Anna Karwan czy Michał Szpak?

Niesamowita sprawa i zaszczyt. Nie mogę uwierzyć, że w tak krótkim czasie udało mi się tak dużo osiągnąć. Dumny jestem z siebie i planuję dalej tak pracować. Mam nadzieję, że uda się jeszcze więcej osiągnąć.  Mam nadzieję, że sprostam, że stres mnie nie zje i że dalej będę tak uśmiechnięty,  jak jestem. Mamy super zespół i mam nadzieję, że piosenka “Koło Fortuny” z którą wystąpimy na festiwalu spodoba się również osobom, które jeszcze jej nie słyszały. 

Jakie plany zawodowe po Sopocie? 

Pracuje nad płytą, robimy piosenki! A 19 sierpnia, dwa dni po Top of the Top wychodzi mój nowy singiel “Ćwierć wieku”.

Wyprzedziłeś moje pytanie - zdradzisz nam, o czym będzie ta piosenka?

No zdradzę! (śmiech) To będzie taki exclusive - piosenka jest o takim momencie w życiu między 25 a 30 rokiem życia. Wyczytałem, że jest to zbadany problem - taki kryzys ćwierćwiecza, kiedy osoby młode nie do końca wiedzą, co chcą robić w życiu. Wiele się u nich dzieje, wiele zmian i to jest dla nich bardzo stresujący okres, a co za tym idzie - mogą popaść w kryzys. Ja też miałem podobne uczucia z tym związane, dlatego napisałem o tym piosenkę. Mam nadzieję, że się spodoba i będziecie słuchać z dużym zainteresowaniem!

Piosenkę “Koło fortuny” zaczynasz następującymi słowami: “Wiem, że mogłem dużo więcej, koniec końców dumny jestem”. Nawiązując do tego - czy patrząc z perspektywy czasu, jak ułożyło się Twoje życie, zmieniłbyś coś lub zrobił inaczej?

Wiadomo, że mogło być lepiej, ale widocznie tak to miało wszystko wyglądać. Czasami przychodzą takie myśli,że trochę późno, właśnie tak jak śpiewam (śmiech), że mogłem wcześniej uzewnętrznić moją artystyczną stronę, ale jednak najwyraźniej nie byłem na to gotowy. I patrząc na to z perspektywy czasu - musiał pojawić się odpowiedni moment, by coś się zmieniło i stało. Jestem szczęśliwy i dumny i nie zmieniłbym biegu wydarzeń. Wydłużony czas i na przykład praca w gastronomii w jakiś sposób wykreowały mój charakter.

Jakie masz marzenia i plany związane z muzyką?

Cel, jaki sobie postawiłem, to zapełniać kluby muzyczne. W miarę możliwości oczywiście, bo planowana jest trasa koncertowa, chciałbym występować na fajnych festiwalach muzycznych, typu Open'er lub Fest - nawet na mniejszej scenie! W tym roku mam przyjemność pojawić się na festiwalu “Great September” W Łodzi. 

No to nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć ci powodzenia podczas konkursu!

Dziękuję! Uciekam właśnie na przymiarkę do stylistki przed festiwalem.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama