Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Czyje jest miasto? Opadł kurz, została wściekłość

Minął już prawie miesiąc od sławetnej rzezi połączeń gdyńskiego ZKM. Oficjele udzielili serii uspokajających wywiadów, że komunikacja w Gdyni jest najlepsza w Polsce, a poza tym "wojna-pandemia-polski ład". Rady dzielnic składające petycje otrzymały podobne odpowiedzi w bardziej urzędowym tonie. Teoretycznie wszystko jest więc w porządku. Czy na pewno?
autobus w Gdyni

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Zastępca dyrektora Monachijskiego Związku Komunikacyjnego powiedział kiedyś, że miarą nowoczesnego miasta jest, czy mieszkańcy mogą wygodnie żyć bez samochodu. Należy otwarcie powiedzieć, że po kaskadowych cięciach kursów w ostatnich latach, gdynianie utracili tę możliwość. Niezależnie czy mówimy o mieszkańcach Dąbrowy, Pustek Cisowskich, czy Obłuża, życie bez samochodu jest pasmem udręk, stresów i upokorzeń.

Tuż przed pandemią udział samochodów osobowych w realizacji podróży miejskich w Gdyni wynosi 48,9 proc. (bez taxi), udział transportu zbiorowego 37,1 proc., udział rowerów 2,1 proc. Podróże piesze powyżej 500 m stanowiły 11,4 proc.. Jak będą wyglądać te dane po cięciach kursów, podwyżkach cen biletów i skomplikowaniu taryfy systemem Fala?

Jeśli racjonalnie postępujący mieszkańcy przesiądą się do samochodów, to zarządzanie mobilnością w mieście będzie niewykonalne. Próby wyznaczania bus-pasów, ograniczania parkingowej samowolki czy budowy chodników natrafią na zdecydowany opór gdynian, jeżdżących samochodami. Już teraz widać, że najczęstszym postulatem jest budowa dróg, parkingów. Nawet kosztem Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, jak w przypadku Obwodnicy Witomina.

Jeśli racjonalnie postępujący mieszkańcy przesiądą się do samochodów, to zarządzanie mobilnością w mieście będzie niewykonalne. Próby wyznaczania bus-pasów, ograniczania parkingowej samowolki czy budowy chodników natrafią na zdecydowany opór gdynian, jeżdżących samochodami. Już teraz widać, że najczęstszym postulatem jest budowa dróg, parkingów. Nawet kosztem Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, jak w przypadku Obwodnicy Witomina.

Dlaczego tak się dzieje? Wydaje się, że przyczyną jest głęboko zakorzenione przekonanie pokolenia samorządowców, że transport to samochód, a komunikacja miejska to coś w rodzaju działalności charytatywnej. Dla słabych, tych, którym się w życiu nie powiodło. Organizujemy ją z dobrego serca, jak finał WOŚP. W tym nurcie mieści się także dobroczynność krańcowa, czyli transport bezpłatny. Już wkrótce mieszkańcy Tczewa będą być może mieli okazję przekonać się, czy da się nie płacić i mieć transport dobrej jakości.

Co implikuje takie postrzeganie? Przede wszystkim to, że "darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby". Przez lata nie przejmowano się za bardzo pasażerem: czy jest mu ciasno, czy częstotliwość kursów jest wystarczająca i czy łatwo kupić bilet. Liczyło się racjonalizowanie kosztów działalności charytatywnej. I nawet jeśli pojawiali się przy uchu prezydenta eksperci od komunikacji miejskiej, to nie podpowiadali jak ją usprawnić, tylko gdzie oszczędzić. Oczywiście pogarszając ofertę.

A o wyborze środka transportu decydują trzy czynniki: oferta, oferta i jeszcze raz oferta. Ta od początku lutego jest, jak np. na ulicy Rdestowej, tak słaba, że łatwiej z Dąbrowy w niedzielę dotrzeć do Chwaszczyna i Sopotu niż do centrum własnego miasta. Do wspomnianych czynników dodałbym zaufanie. Jak ufać komunikacji miejskiej, która likwiduje najstarszą linię, jaką jest (była) 21? W dodatku - mimo zapewnień o dogłębnych analizach - na wątłych podstawach.

Jedynym plusem wydaje się być, że po raz pierwszy od dawna decyzja prezydenta wywołała wściekłość mieszkańców Gdyni. I choć opadł kurz i władze biorą mieszkańców na przeczekanie, to zapaść komunikacji miejskiej ma szansę stać się głównym tematem zbliżającej się kampanii wyborczej. Bo triathlon, do którego hojnie dopłaca się pieniądze z miejskiej kasy, niewiele gdynianki i gdynian obchodzi (nie licząc utrudnień). A to, czy linia W będzie dowozić mieszkańców Pustek i Chyloni do szpitala w Redłowie, to dla wielu sprawa kluczowa.

Kajetan Lewandowski, radny dzielnicy Gdynia Wielki Kack


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama