Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Król był tylko jeden

Król Dawid i Doda na księżycu, na ludowo, rockowo i platynowo, wzruszająco i chwilami żenująco – tak w skrócie można opisać pierwszy koncert Polsat SuperHit Festiwalu w sopockiej Operze Leśnej.

W piątkowy wieczór, 26 maja, w Operze Leśnej nikt nie miał wątpliwości, że król jest tylko jeden. I że jest nim Dawid Kwiatkowski, który obchodził jubileusz 10-lecia pracy artystycznej. To dla niego przyjechał robiący wrażenie tłum fanek, które ochrona nazwała „mafią” Kwiatkowskiego. Dziewczyny przed wjazdem swojego idola na teren opery, zrobiły szpaler. A ten, jak na gwiazdę przystało, wjechał czerwonym kabrioletem, witając się z piszczącymi ze szczęścia fankami.

Ale po kolei. Jednym z mocniejszych akcentów tego wieczoru było to, czego widzowie nie zobaczyli w telewizji. Tuż przed rozpoczęciem koncertu, satyrycy kabaretu K2, rozgrzewając widownię, zaproponowali przesłanie w stronę Wschodu: „Je...ć Putina”, namawiając publiczność do powtórki tego hasła. Co widownia z ochotą zrobiła.

Zresztą polityki w wykonaniu K2 było jeszcze więcej. Satyrycy bowiem próbowali rozbawiać publiczność w przerwach między występami artystów. Niestety, tym razem kabaretowi ulubieńcy z dowcipami szli po bandzie. Jeden z nich udawał stereotypowego geja i z egzaltacją przeginał się do kamery, marząc o... bliskiej relacji z Dawidem Kwiatkowskim. Jego koleżanka z kolei chciała poznać panów z Mazowsza, by się „ocielić” i zdobyć upragnione 500 plus. Oberwało się niektórym politykom. O Zbigniewie Ziobro mówili, że „jakby zaśpiewał na Eurowizji, to ptakom by jaja popękały”. Jednych więc K2 bawił, w innych tym razem budził zażenowanie. Ale taka jest uroda kabaretu.

Wróćmy do muzyki. Koncert otworzył zespół Mazowsze, który istnieje już od 75 lat. Najpierw dwoje artystów z zespołu zaczęło od piosenki „Time of My Life” z filmu „Dirty Dancing”, czym wprawili w osłupienie niektórych widzów. Ale kiedy wybrzmiały dobrze znane, ludowe melodie: „Cyt, cyt” czy „Furman” - to było jasne, że to jednak Mazowsze.

Potem pojawiła się Doda, cztery najgorętsze litery show biznesu – jak mówiono. I na widowni zapanował prawdziwy szał. Bo Doda też przyciągnęła swój fan club do Sopotu. Piosenkarka jeszcze kilka razy pojawiała się na scenie i to w podwójnej roli, śpiewającej i prowadzącej. Jej stroje zachwycały, a ona sama lepiej śpiewała, niż prowadziła.

Podczas jednej z piosenek Doda zjechała widowiskowo na księżycu. Zresztą ten element choreografii artystka już wcześniej wykorzystywała podczas swoich występów.

Platynowa Agnieszka Chylińska i tym razem nie rozczarowała. Co prawda zapowiedziała, że delikatnie nas dzisiaj zmęczy, jakby nie pamiętała, że sopocka publiczność jest nie do zdarcia. Pochodząca wokalistka z Sopotu złożyła obecnej na widowni mamie Barbarze życzenia z okazji Dnia Matki i wykonała swoje trzy, wielkie przeboje - Kiedyś do Ciebie wrócę, Drań i Jest nas więcej. Wszystkie znalazły się na płycie Never Ending Sorry wydanej w październiku 2022 roku.

Po niej pojawiła się Sara James, polska finalistka amerykańskiego „Mam talent”, która jest dopiero na początku swojej kariery piosenkarskiej.

No, a potem pojawił się on... Dawid Kwiatkowski. Król jest tylko jeden – można było przeczytać na jednym z transparentów. I prawdę tego hasła czuło się w Operze Leśnej. Jego fanki śpiewały z nim aż do zdarcia gardeł, piskiem reagowały na jego słowa, bo poza zaśpiewaniem czterech piosenek: „Proste”, „Idziesz ze mną”, „Bez ciebie” oraz „Paris De Cafe”, Dawid, jak na jubilata przystało, wygłaszał przemówienia. Jak np. to: - Pamiętam, jak pierwszy raz stałem na tej scenie, bardzo stłamszony. Bo gwiazdy, a w internecie pisali, że ta kariera potrwa jeden sezon, że Kwiatkowski to nie, że Kwiatkowski be. Więc apeluję do młodych ludzi. Ja nie miałem nic: kasy, znajomości, ale miałem wielkie marzenia. Naprawdę każdy z was może osiągnąć wszystko. Życie na was czeka, tylko musicie po nie pójść.

Po kolejnej piosence Idziesz ze mną dziękował za wszystko swojej mamie, która też była obecna w Operze Leśnej i nie kryła wzruszenia, a potem rozdał róże wielu innym mamom.

Z bratem Michałem Kwiatkowskim, który jest muzykiem we Francji, zaśpiewał w duecie, dziękując mu za to, że ten pierwszy w niego uwierzył i wspierał finansowo na początku kariery. Jestem z ciebie szalenie dumny – odpowiedział mu brat.
Po jego występie na scenie pojawiali się młodzi artyści, których przeboje królowały w polskich rozgłośniach radiowych. Wystąpiła m.in. Daria Marx, której popularność podbił ostatnio program Polsatu „Twoja twarz brzmi znajomo” czy Oskar Cyms, zwycięzca wiosennej edycji tego show.

Wystąpili też m.in.: Bryska, C-BooL, 19-letni Ignacy z przebojem „Czekam na znak”, B.R.O. z hitem „Jeszcze będzie pięknie”, Tribbs z coverem Ostatni raz zatańczysz ze mną Krzysztofa Krawczyka, a także Smolasty  z przebojami: Duże oczy i Pijemy za lepszy czas. Wiele osób czekało na duet aktorów Julii Wieniawy i Macieja Musiałowskiego, którzy wykonali romantyczną piosenkę „Zabierz tę miłość”.

No i wreszcie na scenie pojawiła się Beata Kozidrak – muzyczna weteranka, która z zespołem Bajm obchodzi jubileusz 45-lecia działalności muzycznej. Ubrana w czarny kombinezon wokalistka porwała tłumy swoim występem w myśl zasady, że najbardziej lubimy to, co już dobrze znamy. Sopocka publiczność oraz telewidzowie usłyszeli największe przeboje Bajmu: Co mi Panie dasz, Nie ma wody na pustyni czy Józek, nie daruję ci tej nocy.

- 45 to jest naprawdę dużo. Wiedziałam zawsze, że chcę śpiewać. Ale nie sądziłam, że potrwa to tyle lat - komentowała Kozidrak i dodała, że nadal będzie to robić i nagrywać kolejne utwory. A na finał ich występu była Biała Armia.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama