Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kaszubi sami o sobie, czyli porcja wiedzy, szczypta humoru i dużo muzyki do smaku

W piątek, świątek i niedzielę aktorzy-amatorzy z Czyczków podążali na podwórko Danuty Miszczyk z Czyczków, gdzie odbywały się próby do nowego przedstawienia o… nich samych
W zespole Zaboracy występują sami amatorzy z różnych stron gminy Brusy. Grupa ma już swoją historię, występuje od 1978 r. (fot. Olek Knitter) 

Spektakl „Kaszubskie abecadło co z woza spadło” grany był po części na wozie, co tylko dodawało uroku temu przedsięwzięciu, do którego pani Danka po raz kolejny zaprosiła aktorów-amatorów z Teatru Obrzędu Ludowego „Zaboracy” oraz swoich przyjaciół. Razem oddali też hołd Józefowi Chełmowskiemu, najbardziej znanemu artyście z gminy Brusy, z pobliskich Brus-Jaglie, zwanemu też „kaszubskim Leonardem da Vinci”.

Adres Danuty Miszczyk w Czyczkowach koło Brus w powiecie chojnickim znają chyba wszyscy mieszkańcy regionu. Dla nich płynące w ostatnim czasie z tego podwórka kaszubskie melodie nie były żadną nowością ani niespodzianką. Zdziwić się mogli jedynie przechodzący tędy turyści czy co uważniejsi kierowcy przejeżdżający główną ulicą tej miejscowości. Kątem oka mieli szansę dostrzec wóz ozdobiony w kaszubskie symbole i z pomalowanymi na żółto kołami, na którym podczas prób stał anioł, a obok siedzieli z instrumentami Kaszubi. Tak aktorzy-amatorzy z Teatru Obrzędu Ludowego „Zaboracy” przygotowywali się do nowego projektu Danuty Miszczyk i razem tworzyli przedstawienie „Kaszubskie abecadło co z woza spadło”.

- „Zaboracy” mają już swoją historię, wiele spektakli i przedstawień za sobą, gdyż występują od 1978 roku. Jest to zespół amatorski, bo występują w nim sami amatorzy z różnych stron gminy Brusy oraz nasi przyjaciele, którzy chcą się spełnić i przeżyć coś z teatru – mówi Danuta Miszczyk z Czyczków, która była reżyserką przedsięwzięcia uhonorowanego stypendium marszałka województwa pomorskiego Mieczysława Struka.

A sam spektakl „Kaszubskie abecadło co z woza spadło” to pomysł „Zaboraków” na przedstawienie… samych siebie. W trakcie przygotowań i prób aktorzy ośmieleni klimatem spektaklu - bo w końcu oni tu żyją – ubarwiali różnymi zwrotami i zachowaniami scenariusz, który napisał ich przyjaciel Piotr Szymański. - Przyjaźnię się z Danusią Miszczyk i zgodziłem się przygotować scenariusz i pomóc w realizacji kolejnego spektaklu. Kaszuby to kraina wczasowa, przyjeżdżają tu ludzie spoza regionu, więc pomyślałem, żeby ten scenariusz zawierał takie ABC kultury kaszubskiej, aby oglądający przedstawienie zdobyli trochę wiedzy o tym regionie. W spektaklu jest też bardzo dużo piosenek i pieśni kaszubskich oraz trochę humoru - mówi Piotr Szymański, autor scenariusza. - Ja napisałem wszystko, że tak powiem, po polsku, a aktorzy musieli już to sobie przetłumaczyć na język kaszubski.

- Jako że najtrudniej jest najprościej, to jak za dawnych czasów postanowiliśmy wyszukać konia oraz specjalny wóz konny, co w XXI wieku też takie proste nie jest, i jadąc przez Czyczkowy czy Brusy zapraszaliśmy po drodze ludzi na nasz występ – mówi Danuta Miszczyk, „szefowa Zaboraków”.

Dla wielu ludzi mijających wóz było to nie lada atrakcją. Telefony, a dokładniej aparaty fotograficzne często szły w ruch. Ludzie na „obcych” rejestracjach często machali, zatrzymywali się i nie dowierzali, że można jeszcze spotkać na Kaszubach prawdziwych...

Kaszubów, którzy pięknie ubrani i z instrumentami jadą wesoło przez wieś.

Jednym z aktorów był Jarosław Kuklewski, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Chojnicach. - Takie przedsięwzięcia są bardzo potrzebne, bo to najlepszy sposób połączenia nazwijmy to wiedzy encyklopedycznej o Kaszubach z dawką humoru i sytuacjami dotykającymi Kaszubów na co dzień. To uczy, ale też bawi i śmieszy i jest przyjazne dla widza. Jest to potrzebne, gdyż scala naszą lokalną społeczność i uświadamia, że faktycznie tak to było, były takie zwyczaje oraz jakby nie patrzeć, promuje język kaszubski i same Kaszuby – dodaje Kuklewski.

- Dla mnie dzień, w którym Kaszubi zajechali na wozie do Brus jest bardzo ważny, ponieważ pokazuje to, że można zgromadzić bruszan i zainteresować ich tym, o czym wielu ludzi już zapomniało. To przesłanie, które wybrzmiało z podwórka państwa Wróblewskich w centrum Brus, pozostanie w sercach tych, którzy je usłyszeli i oni opowiedzą o tym swoim bliskim i sprawa kaszubska nadal będzie w Brusach żyła, tak jak myślał o tym wielki, urodzony niedaleko Brus poeta Jan Karnowski – powiedział tuż po premierze w Brusach Jan Wyrowiński, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

Aktorzy wystąpili ze swoim najnowszym dziełem w Czyczkowach i Brusach, zostali zaproszeni też do występów w Gdańsku i we Wielu.

Nie byłoby tego przedsięwzięcia, gdyby nie działający od 2020 roku w Brusach Lokalny Ośrodek Wiedzy i Edukacji, czyli LOWE. Na swą działalność otrzymał środki z Europejskiego Funduszu Społecznego i dzięki temu aktorzy mogli zaopatrzyć się w nowe stroje czy instrumenty. - Dziękuję, że zgodziliście się wziąć udział w tym przedsięwzięciu. LOWE to bliskość i integracja między ludźmi i mam nadzieję, że pomogliśmy sobie nawzajem – mówiła po premierze Anna Ossowska, koordynatorka projektu LOWE w Brusach.

To przesłanie, które wybrzmiało z podwórka państwa Wróblewskich w centrum Brus, pozostanie w sercach tych, którzy je usłyszeli



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama