Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Powyborcze polityczne gry i straceńcza misja Morawieckiego

Przejmowanie władzy z rąk polityków Prawa i Sprawiedliwości przez dzisiejszą opozycję może się okazać procesem niełatwym i długotrwałym, ale nieuchronnym. Jak widać i słychać w publicznych wypowiedziach, PiS – niestety razem z prezydentem - nie uznają wygranej obozu demokratycznego KO, Nowej Lewicy i Trzeciej Drogi. I będą robić wszystko, by moment oddania władzy opóźnić. Wyznaczenie przez prezydenta Andrzeja Dudę pierwszego posiedzenia Sejmu na 13 listopada jest jednoznacznym sygnałem, że będzie on wspierał PiS. A powierzenie misji tworzenia rządu Mateuszowi Morawieckiemu z PiS jest tego dobitnym przykładem.

To nieodpowiedzialne posunięcie prezydenta obliczone na rozbicie koalicji partii demokratycznych czy przeciągnięcie pojedynczych posłów np. PSL na stronę PiS. Ale jestem przekonany, że jest misja Morawieckiego jest straceńcza. Nikt z koalicji partii demokratycznych nie będzie współtworzył rządu z Morawieckim i PiS-em. Wszyscy zadeklarowali to już po wielokroć, a w piątek, 10 listopada przypieczętują swoją współpracę umową koalicyjną, która zostanie upubliczniona.

Widać, że prezydent tego nie wziął pod uwagę. Swoją decyzją naraża na upokorzenie Mateusza Morawieckiego. Szkoda czasu i pieniędzy na pensje dla ministrów, urzędników i menedżerów spółek państwowych ustępującego rządu, ale też na kosztowne decyzje, które wciąż podejmują niemal każdego dnia.

Jestem przekonany, że misja Morawieckiego jest straceńcza. Nikt z koalicji partii demokratycznych nie będzie współtworzył rządu z Morawieckim i PiS-em. Wszyscy zadeklarowali to już po wielokroć, a w piątek przypieczętują swoją współpracę umową koalicyjną, która zostanie upubliczniona.

Szkoda czasu i pieniędzy na pensje dla ministrów, urzędników i menedżerów spółek państwowych ustępującego rządu, ale też na kosztowne decyzje, które wciąż podejmują niemal każdego dnia.

Mariusz Szmidka / redaktor naczelny Zawsze Pomorze

Ale prezydent zagrał na siebie i swoją osobistą karierę w Prawie i Sprawiedliwości. Nie rozumie lub nie chce zrozumieć, że Polska potrzebuje szybkiego powrotu na drogę do normalności, odpolityczniania instytucji i spółek państwowych, mediów publicznych, sądów i prokuratury. Ale lepszych relacji z sąsiadami i ściągnięcia należnych Polsce środków unijnych na KPO.

Decyzja prezydenta oznacza, że cały proces powołania nowego rządu na czele z Donaldem Tuskiem opóźni się o dwa tygodnie. Ale i tak nowy rząd powstanie. I najpóźniej na święta Bożego Narodzenia zostanie zaprzysiężony.

Nieprzyjmowanie do wiadomości wygranej demokratycznej opozycji przez prezydenta i polityków PiS jest smutne, niezrozumiałe i w jakimś sensie groźne dla demokracji w Polsce. Politycy PiS z uporem maniaka powtarzają, że mają większość parlamentarną w Sejmie, choć w rzeczywistości dysponują 194 mandatami, czyli do większości sejmowej – 231 mandatów - brakuje im 37 posłów.

Oczywistym jest, że PiS nie ma zdolności do rządzenia i władzę – prędzej czy później – będzie musiało oddać. Zaś koalicja KO, Lewicy i Trzeciej Drogi ma w sumie 248 posłów w Sejmie, co oznacza, że posiada większość sejmową zdolną do utworzenia rządu i uchwalania ustaw.

Z tego punktu widzenia oczywistym jest, że prezydent powinien był zaproponować misję tworzenia rządu formacji (koalicji), która jest w stanie go stworzyć i uzyska wotum zaufania w Sejmie. Zrobił inaczej, co oznacza, że przejęcie władzy z rąk PiS znacznie się opóźni, a współpraca z prezydentem skomplikuje.

Trudno. Opozycja musi się uzbroić w cierpliwość, wykorzystać ten opóźniający się moment formalnego przejęcia władzy do wypracowania umowy koalicyjnej, ustalenia programu przyszłego rządu, jego składu i priorytetów.

To niezwykle ważne, bo oczekiwania społeczne na uzdrowienie życia publicznego w Polsce są olbrzymie. Dlatego niezależnie od przyjętej przez prezydenta i PiS gry politycznej obliczonej na destrukcję opozycji i jak najdłuższego trwania u władzy, trzeba przejść do działania i wrócić na drogę demokratyzacji. Nowa władza, nawet jeśli zacznie rządzić dopiero w grudniu, ma niepowtarzalną szansę i świetną okazję, by odróżnić się od najgorszych metod i chwytów PiS. To też nadzieja na pojednanie i zawieszenie wojny polsko-polskiej.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama