Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Olga Stelmach jako pierwsza w Polsce wyhaftowała książkę. Teraz kończy drugą

Druga na świecie, a pierwsza w Polsce haftowana książka powstawała na Pomorzu przez siedem miesięcy. Liczy 20 stron i posiada walory terapeutyczno-sensoryczne. Olga Stelmach spod Przechlewa w powiecie człuchowskim zużyła do jej wykonania 25 metrów kanwy i 200 metrów koronki oraz wykonała ponad 140 tysięcy krzyżyków. A teraz kończy haftować drugą książkę.
Olga Stelmach
Olga Stelmach podczas haftowania kolejnej książki

Autor: Olek Knitter | Zawsze Pomorze

Mieszka pani w Szczytnie w gminie Przechlewo, pracuje w bibliotece w Przechlewie, jednak pani korzenie sięgają dużo, dużo dalej. Jak to się stało, że trafiła pani na ziemię człuchowską?

To miłość. Swojego przyszłego męża, który właśnie pochodzi ze Szczytna, poznałam w pracy pod Poznaniem. I tak przeprowadziłam się tutaj z Ukrainy, wyszłam za mąż. Mieszkam w Polsce na stałe już około dziesięciu lat. Jestem zadowolona.

Pani mieszkanie pełne jest haftu. Czy ta pasja zaczęła się po przyjeździe do Polski, czy zrodziła się wcześniej?

Tę pasję przywiozłam ze sobą. Już na Ukrainie haftowałam, m.in. obrazy na zamówienie. Nigdy nie myślałam, że zacznę haftować np. poduszki. O książce to nawet nie marzyłam.

A skąd ta pasja. W końcu nie jest to najpopularniejsze zajęcie młodych kobiet i, żeby nikogo nie urazić, ale zajmują się tym zwłaszcza troszkę starsze panie, np. nasze babcie.

Mój mąż też się zawsze śmieje, że haftują to babcie w dużych okularach i na bujanym fotelu. Opowiem śmieszną anegdotę. Gdy podczas niedawnego otwarcia wystawy rękodzieła w Człuchowie dyrektor biblioteki Karolina Baranowska mnie zapowiedziała, to goście rozglądali się, dziwili i szeptali, czy ta Olga Stelmach, to na pewno ta młoda? Są takie stereotypy, ale z drugiej strony w Polsce nie spotkałam jeszcze haftujących kobiet w moim wieku. Siebie też widzę haftującą za trzydzieści lat w okularach na bujanym fotelu. Mam nadzieję, że zdrowie pozwoli.

Olga Stelmach
Olga Stelmach haftuje swoją drugą książkę (Fot. Olek Knitter)

Jakim stylem pani haftuje? Popularnym w naszym województwie kaszubskim?

Bardzo podoba mi się haft kaszubski, ale niestety, ja nie mogę nim haftować. Kiedyś spróbowałam, zrobiłam zakładkę do książki, ale stwierdziłam, że to pierwszy i ostatni raz. Mimo że mi się bardzo podoba, to ja się do tego nie nadaję. U nas w Przechlewie mamy Józię Sitarz, która haftuje haftem kaszubskim od dziesiątek lat. No i jak się poznałyśmy, to pani Józia bardzo się cieszyła, że haftuję, ale nie mogła zrozumieć, czemu nie chcę właśnie haftem kaszubskim, tylko wolę krzyżykowym czy koralikowym. Ale później stwierdziła, że jej też się podoba haft krzyżykowy, ale nie wyobraża sobie nim haftować. I nasze relacje są bardzo dobre.

A co dokładnie pani haftuje? Widzę pokój i dom pełne różnych prac... Gdzie można na co dzień je oglądać?

Haftuję m.in. poduszki czy obrazy, głównie religijne. Latem będę chciała otworzyć sklep stacjonarny, bo mam działalność, i oczywiście cieszy mnie, gdy ludzie kupują moje rękodzieło. Jednak nie haftuję tylko dlatego, żeby na tym zarobić, ale po to, by ktoś mógł to oglądać, dotknąć, a czasami się zdziwić, jak to jest zrobione.

Poza tym, pokazuję prace na wystawach. W planach jest m.in. w lipcu w Przechlewie wystawa haftowanych poduszek. Niedawno miałam wernisaż w Człuchowie...

Czyli jest możliwość zaproszenia pani z wystawą prac?

Tak, bardzo chętnie przyjmę takie zaproszenie. Wystawę rękodzieła możemy połączyć z promocją haftowanej książki, co ostatnio udało się w Człuchowie i wyszło bardzo fajnie. W pamięci mam też moje pierwsze autorskie spotkanie o książce w Lęborku, choć nie było połączone z wystawą rękodzieła.

Wielu mieszkańców poznało panią przy okazji prezentacji pierwszej w Polsce i drugiej na świecie haftowanej książki. Tworzyła ją pani 7 miesięcy, ma ona 20 stron, wykonała pani 140 tysięcy krzyżyków, zużyła 25 metrów kanwy i 200 metrów koronki. Książka ma walory terapeutyczno-sensoryczne...

Książka powstała tylko i wyłącznie dzięki temu, że pracuję w Gminnej Bibliotece i Centrum Kultury w Przechlewie. Zainspirowało mnie jedno ze szkoleń o książkach terapeutyczno-sensorycznych dla dzieci, które wspomagają ich rozwój. Okazało się, że wartościowa książka nie musi być tylko z papieru – są one robione tak naprawdę ze wszystkiego. Pomyślałam, że chciałabym też coś takiego stworzyć. A że umiem haftować, to właśnie postawiłam na haft.

Książka jest o Olusiu i jego przyjacielu pluszowym misiu. Wyhaftowane są tekst i 46 obrazków. Po drodze było oczywiście mnóstwo różnych niespodzianek i zajęło mi to ostatecznie siedem miesięcy. Dziś wiem, że można było to zrobić troszkę szybciej.

Olga Stelmach

Teściowa pomogła mi obszyć strony koronką, bo wtedy nie miałam jeszcze maszyny do szycia. Później udało się wydrukować książkę wspólnie z wydawnictwem Region z Gdyni. W książce drukowanej jest więcej stron, są dodatkowe pytania-zadania. Bardzo dziękuję moim rodzicom, mężowi i dyrektor biblioteki Elżbiecie Baran za wsparcie, bo był to też trudny i drogi proces. Ta książka to dla mnie cały świat.

Haftowana książka z Przechlewa
Haftowana książka z Przechlewa (Fot. Olek Knitter)

A książkę haftowaną gdzie można oglądać?

W sali regionalnej w gminnej bibliotece w Przechlewie.

Za długo to pani nie odpoczęła, bo haftuje pani już drugą książkę. O czym ona będzie?

Będzie to książeczka o alfabecie dla dzieci w wieku żłobkowym i przedszkolnym, z ruchomymi elementami, co na pewno zachwyci dzieci. Tekstu tym razem będzie mniej, a wykonam więcej obrazków. Wyhaftuję po kilka zwierzątek na każdą literę alfabetu – jeśli takie oczywiście są, bo w języku polskim nie na każdą literę znalazłam zwierzątko. Jednak to, że czegoś nie ma, nie znaczy, że dzieci same tego nie stworzą. Wyobraźnię mają i już jestem ciekawa, co one wymyślą. Dam im taką możliwość. Dzieci będą mogły się uczyć i wklejać sobie poszczególne litery do zwierzątek.

Olga Stelmach

Chcę też z filcu przygotować owoce czy warzywa, by maluchy mogły zgadywać, co poszczególne zwierzęta jedzą. Książka będzie się nazywać – prawdopodobnie – „Abecadło zwierzę zjadło”.

Kiedy skończy pani haftować książkę?

W tym roku będę mądrą kobietą i nic nie będę robić na święta, tylko gołąbki i galaretę. Resztę zamówię w restauracji i dzięki temu będę mogła w tej przerwie świątecznej skończyć pracę nad książką – w styczniu powinna być ona gotowa. Później zacznę zastanawiać się nad jej wydrukowaniem w wersji papierowej.

Widzę u pani też już sporo elementów świątecznych.

Miały być tylko haftowane świąteczne bombki i poduszki. Ale poduszki troszkę mi się znudziły, stąd pomysł na pokrowce na krzesła i sztućce oraz na „ubranko” na butelki czy świeczki. Zrobiłam też bombki przestrzenne podświetlane. Mój mąż się śmieje, że teraz się czuje, jakby spał w jakieś fabryce bombek. Jeśli po jarmarkach świątecznych jakieś ozdoby pozostaną, to podaruję je rodzinie.



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama