Reklama Energa włącza ciekawość świata
Reklama

Dramat w hodowli bernardynów. Członkini Związku Kynologicznego w Gdyni zawieszona

Dramat w hodowli bernardynów prowadzonej przez członkinię władz gdyńskiego oddziału Związku Kynologicznego. Na terenie jej hodowli w województwie łódzkim, w garażu znaleziono zwłoki 16 zagłodzonych psów. A te, które przeżyły i zostały w ostatniej chwili uratowane są skrajnie wychudzone i chore. Kobieta prowadząca hodowlę została zawieszona w prawach członka. - Jesteśmy głęboko poruszeni zaistniałą sytuacją – komentują członkowie oddziału w Gdyni.
Dramat w hodowli bernardynów. W garażu znaleziono 16 zagłodzonych psów
Makabra w hodowli bernardynów w województwie łódzkim. Znaleziono 16 zagłodzonych psów. Hodowlę prowadziła członkini władz gdyńskiego oddziału Związku Kynologicznego

Autor: DIOZ

Piekło w oficjalnej hodowli bernardynów

Piekło dla zwierząt – tak chyba można nazwać hodowlę i warunki, w jakich żyły, a dokładniej wegetowały, psy rasy bernardyn. I to w oficjalnej hodowli zarejestrowanej w strukturach Związku Kynologicznego oraz organizacji psów FCI, która zrzesza związki narodowe, w tym polski ZK. 

- Wszystko działało „oficjalnie”, a za bramą rozgrywał się dramat, którego nie da się pojąć. To była sadystyczna perwersja – dosadnie komentują inspektorzy z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, którzy podjęli interwencję w hodowli bernardynów. 

CZYTAJ TEŻ: W Dzierżążnie właściciel zostawił psy na mrozie. Jeden szczeniak zamarzł

Interwencja trwała 13 godzin. "Cienie wielkich psów"  

Dramat psów rozgrywał się w Woli Szydłowieckiej (województwo łódzkie, gmina Bolimów) w hodowli członkini władz Związku Kynologicznego w Gdyni.

- Interwencja trwała ponad 13 godzin i była prowadzona przez Fundację dla Szczeniąt Judyta. Na miejscu pojawiły się służby: Powiatowy Inspektorat Weterynarii, policja, kryminalni, biegli sądowi oraz przedstawiciele gminy. To, co odkryto, jest obrazem absolutnego upadku człowieczeństwa. W garażu znaleziono 16 zwłok bernardynów, zagłodzonych na śmierć. Szesnaście istnień, które umierały powoli, w cierpieniu i samotności. Psy z rodowodami, które miały „wartość”, a dla hodowczyni były jedynie towarem…Te, które przeżyły, są jak cienie wielkich psów – skrajnie wychudzone, chore, nieleczone. Biegunki, choroby skóry, ropnie, stany zapalne, rany. W kojcach głód, pragnienie, brud i fetor – warunki, które prowadzą do śmierci – opisuje interwencję Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt. 

To właśnie DIOZ odpowiedział na apel Fundacji Judyta i przyjął pod opiekę 14 psów ras olbrzymich, które nakazał odebrać właścicielce Powiatowy Lekarz Weterynarii (w sumie odebrano ok. 50 psów różnych ras). 

- Teraz zaczyna się najtrudniejsze: natychmiastowa diagnostyka, leczenie, badania, specjalistyczna opieka lekarzy weterynarii oraz długi proces żywienia i odbudowy. Każdy z nich to tygodnie i miesiące walki o życie, a koszty są gigantyczne – informuje DIOZ, prosząc jednocześnie o wsparcie tych działań (jak można pomóc, piszemy na końcu materiału).

Jak podkreślają inspektorzy, najgorsze jest właśnie to, że to nie była hodowla „znikąd”. I publicznie podają imię, nazwisko właścicielki oraz jej funkcję we władzach ZK w Gdyni.

- To osoba z organu kontrolnego. Osoba, która miała stać na straży standardów i prawidłowości. To fakt, który czyni tę sprawę jeszcze bardziej druzgocącą. Będziemy wnosić o zakwalifikowanie tych działań jako znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem, bo skala i charakter ujawnionych zdarzeń nie pozostawiają złudzeń. Spojrzymy sadystce prosto w oczy na sali rozpraw, ponieważ będziemy w tej sprawie aktywnie reprezentować prawa czworonożnych ofiar – podkreślają inspektorzy DIOZ. - Nie pozwolimy, by to zostało zamiecione pod dywan. Zwierzęta nie mówią. My mówimy za nie. I doprowadzimy do tego, by odpowiedzialność była realna – nie tylko moralna, ale i karna.

Oświadczenie gdyńskiego oddziału Związku Kynologicznego

Jak sprawdziliśmy, konta w mediach społecznościowych kobiety/właścicielki hodowli są w sieci nieaktywne (prawdopodobnie usunięte). I skontaktowanie się jest przez to utrudnione. Sytuację skomentował natomiast zarząd ZK w Gdyni.

- W związku z informacjami o bulwersujących nieprawidłowościach, których miał dopuścić się jeden z członków naszego oddziału, chcemy jasno podkreślić, że jesteśmy głęboko poruszeni zaistniałą sytuacją. Opisywane działania są sprzeczne z wartościami, którymi się kierujemy – przede wszystkim z troską o dobro zwierząt, szacunkiem dla ich życia i odpowiedzialnością za istoty pozostające pod opieką człowieka – informuje w oświadczeniu zarząd ZK w Gdyni.

Decyzją zarządu, do czasu pełnego wyjaśnienia sprawy, kobieta została zawieszona.

- Dołożymy wszelkich starań, aby sprawa została rzetelnie wyjaśniona, a dobro zwierząt było priorytetem. Zależy nam na zachowaniu najwyższych standardów etycznych, przejrzystości działań oraz zaufania do ZK oddział w Gdyni – informuje zarząd.

Leczenie i opiekę odebranych bernardynów można wspomóc. Informacja DIOZ o prowadzonej zbiórce:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie
Reklama
Reklama