Z niedowierzaniem i niepokojem obserwuję, ile czasu i uwagi poświęcają lokalne trójmiejskie media przedstawicielom Stowarzyszenia Dolina Królewska, mianowicie Michałowi Błautowi oraz Jakubowi Marchwickiemu. Uważam że niesłusznie są oni przedstawiani jako aktywiści i osoby szczerze przejmujące się losem dzielnicy Wrzeszcz Górny, co postaram się uargumentować poniżej.
A co z zabytkami przy ul. Do Studzienki?
Panowie Błaut i Marchwicki niesłusznie są nazywani aktywistami społecznymi – jak już, to są oni aktywistami prywatnymi, którzy działają wyłącznie po to, żeby pozytywnie wpływać na życie mieszkańców ulicy Bohaterów Getta Warszawskiego, a nie dzielnicy Wrzeszcz Górny. Celem ich działań jest zablokowanie budowy tramwaju, nieważne jakimi metodami. Ich narracja od dawna oparta jest o argument, że tramwaj powinien iść na wprost przez Do Studzienki do Grunwaldzkiej. Ten wariant wymaga wyburzenia kamienic przy Do Studzienki 6, 8 oraz Politechnicznej 9, nie przejmują się tym, że ten ostatni budynek jest wpisany na listę ewidencji zabytków w Gdańsku. Wydawało mi się, że ktoś, kto chce być odbierany jako obrońca zabytków, nie będzie chciał wyburzeń kamienic, których można uniknąć. Argumentem Panów B. i M. jest to, że budynki stoją w rezerwie terenowej pod tramwaj, więc praktycznie same się proszą o wyburzenie.
Innym przejawem hipokryzji Panów B. i M. było zablokowanie przeniesienia grożącego zawaleniem filara od bramy wjazdowej parku Królewskiej Doliny.Burzyć zabytki można, o ile im to pasuje.
W 2016 na stronie stowarzyszenia Dolina Królewska opublikowano koreferat przygotowany przez naukowców Politechniki Gdańskiej. Nie jest to dziwne, że naukowcy PG nie wzięli pod uwagę przejazdu tramwaju przez teren uczelni, ten pomysł upadł, ale wystarczyło, że wyżej oceniony został [przez nich] wariant z przebiegiem przez ul. Do Studzienki, żeby stał się głównym argumentem Stowarzyszenia w walce z tramwajem. Ponownie – wariant stworzony przez PG zakłada, że należy pozbyć się wspomnianych kamienic przy Do Studzienki i Politechnicznej.
Wykorzystano fundusze całej dzielnicy dla interesu jednej ulicy
Kiedyś zapytałem pana Błauta w publicznej dyskusji na Facebooku, czy nie uważa że znajduje się on w konflikcie interesów, będąc jednocześnie radnym dzielnicy Wrzeszcz Górny oraz członkiem stowarzyszenia Dolina Królewska (tak samo jak pan Marchwicki) – otrzymałem odpowiedź, że według niego nie. To wyjaśnia dlaczego wydarzenie Wrzeszcz Pointz 31.08.2025 było współorganizowane przez Stowarzyszenie Dolina Królewska oraz Radę Dzielnicy Wrzeszcz Górny. Wydarzenie, które ma na celu przyciągnięcie nowych osób, żeby zobaczyły dramatyczne transparenty rozwieszone na płotach przy ul. BGW.
Fakt, że podczas wydarzenia zaplanowano jeszcze dyskusję o budowie tramwaju po prostu zahacza o groteskę. Wykorzystano fundusze dla całej dzielnicy, żeby dofinansować wydarzenie, które przede wszystkim wspiera interes mieszkańców jednej ulicy.
Cały Wrzeszcz Górny potrzebuje rewitalizacji
Chciałbym, żeby radni dzielnicy przeszli się chociażby ul. Do Studzienki (gdzie ja mieszkam) i zobaczyli pustostany, rudery należące do Gdańskich Nieruchomości, osoby w kryzysie bezdomności, dziurawą ulicę i wąskie chodniki. Ta dzielnica potrzebuje inwestycji i rewitalizacji. Kto mógł, odnowił elewację domu, ale wiele pozostaje do zrobienia. Ja podziękuję za takich radnych, którzy mają zamknięte oczy na problemy, które znajdują się dwie ulice od nich.
Jedną z ostatnich informacji w sprawie trasy Nowa Politechniczna jest wpisanie 20 kamienic do rejestru zabytków. Wniosek złożyło stowarzyszenie Dolina Królewska, który pozytywnie zaopiniowała Rada Dzielnicy Wrzeszcz Górny – nie jestem nawet zaskoczony, że tak to wygląda. Gdyby radni sprawdzili gminną ewidencję zabytków, wiedzieliby że wszystkie kamienice, które chcą wpisać do rejestru, po prostu już tam są.
Sam mieszkam w budynku, który znajduje się na powyższej liście zabytków i dopóki nie zdobyliśmy od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków pozwolenia nie mogliśmy z sąsiadami planować remontu i docieplenia kamienicy. Oczywiście do konserwatora trzeba zgłosić już gotowy projekt, czyli najpierw trzeba zapłacić architektowi, mając na względzie, że może się nie udać.
Smutnym epilogiem tej historii jest to, że od lat zarówno miasto jak i konserwator w nosie mają tę dzielnicę – remontować można za własne pieniądze, ale tylko za łaskawą zgodą organów publicznych. Do tego jeszcze mamy radnych, których też mało interesują problemy ich własnych sąsiadów. Ręce opadają.
*Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji
























Napisz komentarz
Komentarze