Połączenie patriarchalnej presji z nieprzepracowanymi kompleksami od zarania dziejów pcha mężczyzn albo w politykę, albo do ekskluzywnych męskich stowarzyszeń – w zależności od tego, czy są gotowi ujawnić swoje oświadczenia majątkowe i czy wolą błysk fleszy, czy pociąganie za sznurki z tylnego siedzenia.
Podziw dla męskości opartej na potrzebie władzy, dominacji i odnoszenia zwycięstw nad własnymi słabościami od zawsze utrwalany był w naszej kulturze poprzez stawianie pomników zasłużonym mężczyznom. Takich pomników wciąż mamy wokół siebie sporo. Współcześnie promowanie tego rodzaju wzorców wydaje się jednak co najmniej niepokojące – blisko 85% skutecznych prób samobójczych w Polsce podejmują mężczyźni. Pomimo tego wciąż nie mamy w Gdyni ani jednego pomnika kobiety, a nie doczekała się go nawet Franciszka Cegielska.
Nie słychać jednak szczególnych wezwań do zmiany tego stanu rzeczy. Być może dlatego, że stawianie figuralnych, naturalistycznych pomników w 2026 roku kojarzy się raczej ze smutnymi czasami socrealistycznej propagandy. Funkcję komemoratywną znacznie lepiej spełniają dziś formy abstrakcyjne, a najlepiej – inwestycje w przestrzeń publiczną, integrującą mieszkańców, zwłaszcza w młodych miastach kojarzonych z modernizmem i nowoczesnością.
I właśnie w tym kontekście pojawia się pomysł uhonorowania naturalistycznym pomnikiem w parku przy Bulwarze Nadmorskim fikcyjnej postaci Blofelda – najmroczniejszego arcybandziora z serii książek o Bondzie. Szefa ogólnoświatowej organizacji przestępczej, opętanego chciwością terrorysty i mordercy. Skąd taki pomysł?
PRZECZYTAJ TEŻ: Przeciwnik Jamesa Bonda Ernst Stavro Blofeld będzie miał rzeźbę w Gdyni
Jak czytamy w lokalnych mediach, inicjatorem komitetu budowy pomnika jest Krzysztof Sampławski – właściciel mieszczącego się nieopodal Hotelu Nadmorskiego i członek komitetu założycielskiego gdyńskiego Rotary Club. Organizacji, do której kobiety dopuszczono dopiero po 84 latach istnienia, i to dopiero po wyroku Sądu Najwyższego USA. W Gdyni działają dwa kluby Rotary – pierwszy, zrzeszający wyłącznie mężczyzn, oraz drugi, który dopuszcza kobiety, a właściwie skupia niemal wyłącznie kobiece członkinie. W Hotelu Nadmorskim ma siedzibę ten męski.
Sampławski nie figuruje już jako czynny członek stowarzyszenia. Figuruje natomiast jako właściciel spółki, nomen omen, „Hadex”. To właśnie w gościnnych progach jego hotelu w ubiegłym tygodniu uroczyście odsłonięto gipsowy prototyp pomnika, na którego odlew w brązie rozpoczęto publiczną zbiórkę.
Pan S. to ta sama postać, która stoi za wpisaniem do rejestru zabytków kortów tenisowych Arki, co zapobiegło ich zabudowaniu konkurencyjnym obiektem hotelowym. Ten sam człowiek, który podczas sporządzania przez miasto planu miejscowego dla otoczenia Rezerwatu Kępa Redłowska wystąpił z wnioskiem o „przeniesienie” zabytkowej Willi Śreniawa kawałek dalej, ponieważ stała na drodze planowanej rozbudowie hotelu w stronę morza, a konserwator nie wyraził zgody na jej wyburzenie. Ten sam, który wspierał komitet wyborczy obecnej pani prezydent – być może w nadziei, że nowa władza walorów zabytku nie dostrzeże.
Jak czytamy, jest zdeklarowanym wielbicielem serii o Bondzie. Dlaczego jednak fascynuje go właśnie mroczna postać Blofelda, a nie na przykład realna postać superagentki wywiadu Krystyny Skarbek, pod wpływem której – i romansu z nią – autor książek stworzył tę postać?
Chodzą przecież słuchy, że Skarbek bywała w gdyńskim Bankowcu.
Czy jest to rzeczywiście fascynacja światem Bonda, czy raczej podziw dla geniuszu niepowstrzymanego tkania wielkiej sieci wpływów i manipulacji w służbie prywatnego interesu?
Dlaczego pomysłodawców pomnika interesuje postać fikcyjna, wprawdzie urodzona w Gdyni, ale jeszcze przed jej powstaniem, w 1908 roku? W okolicy Bulwaru Nadmorskiego znajduje się już doskonała rzeźba Ireny Loroch „Tym, co odeszli na wieczną wachtę” – rzeźba niepodpisana, jakbyśmy jako gdynianie nie chcieli chwalić się talentami naszych artystów. Jest też rzeźba kobiety na Skwerze Kościuszki, nazwana „Irenką” na cześć Ireny Loroch, choć nie jest jej autorstwa. Wykonał ją wybitny gdyński artysta Zdzisław Koseda. Czy kiedyś doczekamy się tabliczki z nazwiskiem autora? Tego nie wiemy.
Wiemy natomiast, że właśnie teraz ważą się losy wypowiedzenia przez miasto Gdynia umowy dotyczącej Willi Śreniawa, dzierżawionej przez pana S. Trzeba przyznać, że nie sprawia ona wrażenia obiektu szczególnie dobrze zaopiekowanego i wykorzystywanego, ale o tym ostatecznie zdecydują władze miasta.
Trzymamy kciuki, że wykażą się męstwem.
Tekst prezentuje wyłącznie opinie autorek. Chętnie oddamy łamy także drugiej stronie
Martyna Regent – członkini Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska oraz Gdyńskiej Rady ds. Mężczyzn przy Prezydent Miasta Gdyni.
Diana Lenart – założycielka i kuratorka festiwali architektury Open House Gdynia i Open House Gdańsk.


Napisz komentarz
Komentarze