Reklama

Czy każdy krzyż podlega ochronie prawnej? Prawnik o głośnej sprawie z Kielna

Trudno pozbawić krzyż wydźwięku religijnego, nawet jeśli wydaje się wykonany w formie nieestetycznej, czy jest przedmiotem obrotu handlowego – mówi dr Tomasz Snarski, adwokat, wykładowca UG
Czy każdy krzyż podlega ochronie prawnej? Prawnik o głośnej sprawie z Kielna
Dr Tomasz Snarski jest adiunktem w Katedrze Prawa Karnego Materialnego i Kryminologii na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Jest też adwokatem

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Czy jest różnica między krzyżem a przedmiotem w kształcie krzyża?

Zacznijmy od tego, możemy wyróżnić cztery wymiary analizy zdarzenia w szkole w Kielnie, do którego nawiązuje zadane pytanie. Pierwsza kwestia to jest aspekt czysto religijny. Druga to kontekst społeczny, czyli życie tej lokalnej społeczności, a także relacje uczeń-nauczyciel i wywołane poruszenie opinii publicznej. Jako trzeci, niestety, pojawia się wątek polityczny. I wreszcie czwarty, od którego, jako prawnik, w zasadzie powinienem był zacząć, to jest ocena prawna. Pierwszym problemem, który ta sprawa już ujawniła, jest to, że w każdym z tych obszarów mogą być formułowane różne stanowiska. Mówiąc o kwestii religijnej, trudno uznać, że krzyż nie jest krzyżem. Oczywiście można powiedzieć, że jego estetyka, forma wykonania, użycie czy przeznaczenie jest niewłaściwe, nieodpowiednie. Że budzi to wątpliwości co do tego, czy może być rozpatrywany jako przedmiot czci religijnej. Nie da się jednak zaprzeczyć, że w przypadku tego przedmiotu mamy do czynienia z krzyżem, prawda? Z kolei patrząc z perspektywy społecznej, możemy uwzględnić kontekst, który może zmieniać ocenę – nie tyle istoty tego przedmiotu, co jego funkcji, a zatem tego, jak z nim postępować. I tu już wchodzimy w kwestie prawne. Bo o polityce, moim zdaniem, nawet nie warto w tym kontekście mówić. Co najwyżej należy stanowczo zaprotestować przeciwko instrumentalizacji tego typu spraw, czy to po jednej, czy po drugiej stronie, bo to po prostu nic dobrego nie wnosi. Jedynie antagonizuje, zamiast próbować rozwiązać problemy.

Moje pytanie dotyczyło aspektu prawnego. Czy każdy krzyż jest chroniony przez prawo, jako potencjalny przedmiot czci religijnej?

Zasadniczo krzyż stanowi przedmiot czci religijnej, ale zawsze mogą pojawić się sytuacje graniczne, a także tzw. trudne przypadki, w których nie sposób się jednoznacznie wypowiedzieć. W moim przekonaniu, zarówno jako badacza prawa karnego, jak i praktykującego adwokata, w sprawie ze szkoły w Kielnie najlepiej byłoby skorzystać z opinii biegłego, który mógłby przedstawić fachowe argumenty, pomagające organom ścigania obiektywnie ocenić stan faktyczny, a w konsekwencji podjąć odpowiednie decyzje prawne. Póki co postępowanie karne trwa, więc wypadałoby się wstrzymać od ocen prawnych, bo szczegółów tej sprawy po prostu nie znamy.

Jakiego typu kryteria bierze pod uwagę taki biegły?

Moim zdaniem biegłym powinien być religioznawca. Co do kryteriów, to mogą one być wielorakie. Czy ów przedmiot był poświęcony, czy niepoświęcony? Czy był faktycznie przedmiotem czci, czy nie? Czy wyraża symbole związane z wiarą, czy ich nie wyraża? Na problem niewłaściwego, komercyjnego wykorzystania symboli religijnych zwrócił uwagę, już wiele lat temu, ks. prof. Andrzej Draguła. Chodzi o przypadki, gdy postacie Jezusa, Maryi, czy świętych są kompletnie nieestetyczne, wykonane z taniego plastiku, stają się przedmiotem obrotu, handlu… Są niejako całkowicie wyrwane z właściwego im religijnego znaczenia. Innymi słowy dana rzecz przestaje być sacrum, a staje się profanum.

Obrońcy nauczycielki wskazują nie tyle na wątpliwą estetykę przedmiotu, o który toczy się spór, ale na fakt, że był on sprzedawany jako element przebrania, czyli w gruncie rzeczy gadżet, zabawka.

Przyjęcie takiej linii obrony zakłada, że nie można mówić o popełnieniu przestępstwa, bo są takie krzyże, które nie po prostu nie są przedmiotem czci religijnej. Z drugiej strony racjonalne jest przyjęcie, że trudno pozbawić krzyż wydźwięku religijnego, nawet jeśli wydaje się wykonany w formie nieestetycznej, czy jest przedmiotem obrotu handlowego. Myślę, że biegły będzie miał tu bardzo ważne zadanie do spełnienia, a jego opinia powinna być przekonująco uzasadniona. Mówię to z perspektywy karnoprawnej. Natomiast z perspektywy religijnej, „krzyż pozostaje krzyżem”. 

W internecie, w związku z tą sprawą, krążą zdjęcia tak zwanych krzyży tymczasowych, stawianych na grobach w trakcie pogrzebu, a potem zastępowanych przez pomniki czy krzyże z trwalszych materiałów. A te tymczasowe walają się na śmietnikach. I nikt nikogo za to nie ściga.

Dlatego powiedziałem, że sprawa jest złożona i do oceny, czy w ogóle doszło do naruszenia przepisów prawa karnego, potrzeba dokładnego jej zbadania. Czy był w ogóle zamiar znieważenia czyichkolwiek uczuć? Czy ostatecznie były osoby, które poczuły się tym czynem urażone lub dotknięte? Czy możemy mówić o publicznym charakterze działania? Odpowiedzi na te pytania wymaga obowiązujące prawo. Jednocześnie organy ścigania – w moim przekonaniu – nie mogą lekceważyć stanowiska władz kościelnych w tej sprawie, które wyraźnie wypowiedziały się, że doszło do profanacji.

Mowa o stanowisku metropolity gdańskiego, które zostało wyrażone jeszcze zanim ujawniono, co to był za krzyż.

No dobrze, ale z drugiej strony zapoznałem się ze zdjęciem tego krzyża, no i jest to... krzyż. Metropolita ma pełne prawo wypowiadać się w tej sprawie. Natomiast, czy państwo musi przenosić oceny sformułowane z perspektywy wyznaniowej, nawet przez najwyższych hierarchów, na swoje działania? Oczywiście nie. Toteż podkreślam, że należy zachować wstrzemięźliwość i cierpliwość. Kluczowym pytaniem pozostaje, czy wypełniono konkretne znamiona czynu zabronionego z art. 196 Kodeksu karnego. Jednakże warto też rozważyć, czy stopień społecznej szkodliwości, biorąc pod uwagę kryteria karnoprawne, w tym okoliczności całego zdarzenia, nie mógłby być uznany za znikomy.

W związku awanturą wokół tego incydentu, pojawiają się głosy, domagające się usunięcia z polskiego Kodeksu karnego przepisów o obrazie uczyć religijnych. Jakie jest pańskie stanowisko?

Należałoby usunąć możliwość orzekania kary pozbawienia wolności w tego typu sprawach, gdyż jest ona nieproporcjonalna. Odmienną kwestią pozostaje, czy w ogóle zdekryminalizować ten występek. Nie można jednak zapominać, że prawo do ochrony uczuć religijnych wynika z konstytucyjnych i międzynarodowych standardów, a także, że się w nich mieści. Jeżeli regulacji karnoprawnej w ogóle nie będzie, może pojawić się problem braku odpowiedniej ochrony przez państwo praw człowieka w zakresie wolności religijnej.

Jeśli prawdziwy jest taki przebieg wydarzeń, jaki przedstawiła nauczycielka w rozmowie z mediami, należałoby być może zapytać, czy – jeżeli doszło tam w ogóle do jakiejś profanacji – to czy jej sprawcami nie byli uczniowie wieszający ten krzyż nad klatką z chomikiem?

Nie byłem w tej szkole, nie byłem świadkiem tego zdarzenia i dlatego dopóki nie dojdzie do ustalenia, co faktycznie tam zaszło, nie chciałbym się na ten temat wypowiadać. Natomiast czym innym są oceny prawne, a inna rzecz to pewna wrażliwość. Sam jestem nauczycielem akademickim i wydaje mi się, że jednak to na nauczycielu ciąży większa odpowiedzialność, nawet jeśli uczniowie zrobili coś niewłaściwego. Zastanawiam się jednocześnie, czy ta sprawa musiała w ogóle przybrać tego rodzaju obrót. Może warto by zbadać, czy nauczyciele są przygotowywani do reakcji w różnych sytuacjach nietypowych. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że gdyby ten krzyż, niezależnie gdzie by się znajdował, zostałby po prostu w sposób delikatny usunięty (np. schowany do szuflady czy odłożony na nauczycielskie biurko bądź też przekazany dyrekcji), to prawdopodobnie nikt nie mówiłby o znieważeniu.

A może w świeckich, państwowych szkołach nie powinno w ogóle być krzyży?

Relacje państwo-Kościół można układać bardzo różnie. My nie mamy takich rozwiązań jak na przykład we Francji, gdzie przestrzeń publiczna jest niemal w ogóle wyjałowiona z symboli religijnych. Z drugiej strony było też sporo orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczących tej kwestii. Można tu wspomnieć o sprawie Lautsi v. Włochy, w której, znacznie upraszczając, uznano, że wywieszanie krzyży w salach lekcyjnych nie narusza praw człowieka, pod warunkiem zachowania równowagi. Można przedstawić różne argumenty za tym, żeby krzyż był albo żeby go nie było. W jednej z takich dyskusji próbowano uzasadnić obecność krzyża samą tylko tradycją. W tym ujęciu krzyż staje się symbolem państwowym czy publicznym. Tylko, że skoro krzyż nie ma być wyrazem wiary, to traci swój prawdziwy sens.

Pytałem o Polskę, nie Francję ani Włochy.

Mamy do czynienia ze wzrostem zróżnicowania kulturowego naszego społeczeństwa i postępującym procesem sekularyzacji. Warto by było wypracować, w ramach rozwiązań prawnych, konkretne praktyki, dobre wzorce postępowania. Bo tak czy inaczej od tego sporu nie uciekniemy. Oczywiście ktoś powie: nie ma dobrego rozwiązania, zawsze ktoś będzie niezadowolony. Może, ale spróbujmy poszukać kompromisu. Tyle, że my nie umiemy dyskutować na ten temat.

Nie umiemy czy nie chcemy? Bo mam wrażenie, że organizatorów tamtego protestu pod szkołą prawda o tym, co zaszło, w ogóle nie interesowała.

Tutaj mogę tylko jeszcze raz przestrzec przed instrumentalizacją tego zajścia. To już jest, niestety, kwestia ocen politycznych, od których chciałbym się wstrzymać. Na marginesie, jako prawnik-karnista chciałbym powiedzieć, że niezależnie od jakichkolwiek rozstrzygnięć, taka rozemocjonowana dyskusja w wymiarze publicystycznym i w wymiarze politycznym, pokazuje jak bardzo ważne są media i etyka dziennikarska. I jak bardzo istotna jest wysoka kultura życia społecznego, której my niestety nie mamy. Jest coraz gorzej, nad czym należy ubolewać. Przecież ferowanie wyroków przed wyjaśnieniem sprawy (czy to przez organy oświatowe, czy ścigania) jest po prostu niedopuszczalne w realiach standardów demokratycznych. Mówię o aspekcie prawnym, ale także politycy powinni się wstrzymać od jednoznacznego przesądzania, skoro mamy jedynie strzępy informacji.

Tymczasem grupa posłów wniosła do marszałka Sejmu wniosek o przegłosowanie uchwały potępiającej wydarzenia tej w szkole. Czy to nie za wcześnie?

Politycy, niestety, często zgłaszają inicjatywy o wątpliwym uzasadnieniu merytorycznym. Tymczasem wydarzyła się kontrowersyjna sytuacja związana z krzyżem w szkole publicznej. Toczą się odpowiednie postępowania prawne. Można przecież wyrazić w dyskusji swoje wyważone opinie. Osobiście ubolewam, jakikolwiek by nie był przebieg tej sytuacji, i gdziekolwiek byśmy nie widzieli tutaj drugiego dna, że w ogóle miała ona miejsce. To są jednak rzeczy, które się mogą zdarzyć. Teraz poczekajmy na to, co dalej ustalą śledczy. Myślę, że niezależnie od rozstrzygnięć prokuratorskich – a nie wiemy jakie one będą – jesteśmy na zbyt wczesnym etapie. Jako prawnik przestrzegam raz jeszcze przed ferowaniem jednoznacznych ocen. A już na pewno niedopuszczalna jest forma społecznego wykluczania jakiejkolwiek osoby czy hejt. To może być dla niektórych dobra lekcja pokory, bo wiem, że niektórzy publicyści, którzy się szybko wypowiedzieli, już musieli zmodyfikować swoje stanowisko. 

Mówił pan, że ten incydent może pokazywać pewną niewydolność szkoły. Z drugiej strony nie do końca jest tak, że to szkoła wychowuje. Dzieci przynoszą do niej zachowanie wyniesione z domu, z podwórka może już rzadziej, ale z sieci, mediów społecznościowych. Więc ta zabawa z krzyżem, drażnienie się z nauczycielką, niekoniecznie jest winą szkoły.

Chodziło mi o coś innego. Nie wiem jak jest w szkołach, ale na uczelniach wyższych ustawicznie podnosimy kompetencje dydaktyczne, pracujemy nad mechanizmami reagowania na różne zdarzenia, o których jeszcze kilka dobrych lat temu nikt by nie myślał. Chodzi o większą inkluzywność, o poszanowanie różnorodności, o radzenie sobie ze stresem, o adekwatną reakcję na zachowania niestandardowe. Wszystko, na co nauczyciele powinni być przygotowani. Wiadomo, że uczniowie czy studenci będą przenosili różne wzory zachowań, kultury, obyczajów, wrażliwości na poziom funkcjonowania uczelni i my musimy być wyposażeni w umiejętność reakcji na niedopuszczalne w życiu akademickim postawy. A bywają sytuacje, w których jest naprawdę trudno jednocześnie szybko i jak najbardziej rozważnie postąpić. Dlatego warto zadać pytanie, czy w polskich szkołach nauczyciele profesjonalnym wsparciem w tym zakresie, czy też są pozostawieni samym sobie

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama